- Rosja do ataku na Ukrainę w nocy z czwartku na piątek użyła m.in. pocisku Oriesznik.
- Ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych wskazał, że poprzez użycie hipersonicznej rakiety Kreml może próbować wpływać na administrację Donalda Trumpa.
- Mówił też o "najlepszej odpowiedzi na rosyjskie prowokacje".
W piątek ukraińskie siły powietrzne poinformowały, że Rosja użyła 36 rakiet oraz 242 dronów podczas zmasowanego ataku na Ukrainę. Jednym z regionów objętych ostrzałem był obwód lwowski. Władze w Moskwie potwierdziły, że do uderzenia na tę część kraju wykorzystano hipersoniczną rakietę balistyczną średniego zasięgu Oriesznik - broń, którą do tej pory zastosowano tylko raz.
Oriesznik "rakietą Frankensteina"
- Po pierwszym użyciu Oriesznika przeciwko Ukrainie w listopadzie 2024 roku określiłem go mianem "rakiety Frankensteina" - powiedział ekspert ds. zagrożeń rakietowych w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (PISM) Marcin Piotrowski. Dodał, że "to, co robią Rosjanie" nazywa "nuklearnym Halloween".
Analityk wyjaśniał, że Oriesznik to "składak" kilku elementów pochodzących z innych, już sprawdzonych systemów. Jego zdaniem Moskwa stara się stworzyć wrażenie, że posiada i wprowadza już do służby nowe systemy strategiczne, takie jak Oriesznik. Te, według ich propagandowej narracji, nie mają na świecie analogów. To jednak nieprawda.
Oriesznik jest pociskiem średniego lub średnio-dalekiego zasięgu (ang. IRBM - Intermediate Range Ballistic Missile, pocisk balistyczny średnio-dalekiego zasięgu), prawdopodobnie opartym o konstrukcję pocisku RS-26 Rubież (prace nad nim trwały między 2011 a 2015 rokiem, program zawieszono w 2018 roku).
Teoretycznie pocisk może przenosić głowice jądrowe - łącznie sześć, mających zdolność niezależnego naprowadzania na różne cele - choć w wojnie z Ukrainą stosowane są ładunki konwencjonalne. Ich dokładna celność jest trudna do ustalenia, jednak ograniczone skutki ataków wskazują, że efekty użycia tego typu broni są niewspółmierne do kosztów i mają głównie wymiar propagandowo-informacyjny: są raczej demonstracją zdolności niż dążeniem do zadania realnych strat.
Element wojny informacyjnej
W przypadku użycia Oriesznika w obwodzie lwowskim w nocy z czwartku na piątek - zdaniem eksperta - wszystko wskazuje na to, że ponownie wykorzystano głowice ćwiczebne, pozbawione ładunku wybuchowego, które rażą cel wyłącznie siłą kinetyczną wynikającą z ich ogromnej prędkości.
Choć głowica wypełniona betonem może stanowić zagrożenie dla celów powierzchniowych, takich jak duże miasta czy lotniska, ekspert postrzega te działania jako element wojny informacyjnej wymierzonej w partnerów Ukrainy. Wybór celu w okolicach Lwowa nie był przypadkowy, jednak - jak zaznaczył Piotrowski - należy pamiętać, że Rosjanie uprzedzili Amerykanów o ataku z dwudniowym wyprzedzeniem, zgodnie z umową z 1988 roku dotyczącą notyfikacji testów balistycznych.
Ekspert PISM zapytany o to, czy uderzenie Oriesznikiem tak blisko granic NATO powinno budzić obawy o obecne bezpieczeństwo Polski i obiektów takich jak lotnisko w Jasionce, odparł, że Rosjanie próbują po prostu uwiarygodnić swoje groźby i kolejną wersję ich oficjalnej doktryny, używając do tego niedopracowanego systemu prototypowego.
- Gdyby naprawdę zamierzali zaatakować cele w Polsce, po prostu użyliby sprawdzonych systemów, takich jak Iskander, które są rozmieszczone na Białorusi czy Kalibr wystrzelonych z Morza Czarnego - ocenił Piotrowski.
"Najlepsza odpowiedź na rosyjskie prowokacje"
W jego ocenie taka strategia psychologiczna wydaje się skuteczna w kontekście administracji Donalda Trumpa. Jak zaznaczył, Rosjanie grają wizją nuklearnej apokalipsy i różnych "cudownych broni", co najwyraźniej działa na wyobraźnię polityków w USA. W obliczu ogromnych kosztów i niewielkich postępów na froncie, rosyjskie dowództwo ma uzupełniać działania militarne presją psychologiczną oraz sabotażem w Europie.
- Spodziewam się, że w najbliższych tygodniach lub miesiącach dojdzie do kolejnych prób użycia Oriesznika. Zwłaszcza że 5 lutego wygasa traktat Nowy START - prognozował analityk. Wyjaśnił, że Rosjanie mogą chcieć wykreować wrażenie posiadania potężniejszego arsenału, aby zyskać lepszą kartę przetargową w przyszłych negocjacjach - na przykład oferując "wycofanie" rzekomo rozmieszczonych na Białorusi kompleksów w zamian za to, by Amerykanie nie rozmieszczali w Europie swoich systemów hipersonicznych LRHW Dark Eagle.
Zdaniem eksperta PISM, odpowiedzią Zachodu na te działania powinno być, i jest, wzmacnianie obrony. Niemcy wprowadzają system Arrow-3, zdolny do przechwytywania pocisków takich jak Oriesznik jeszcze w fazie środkowej ich lotu, czyli w kosmosie. Podobne możliwości mają amerykańskie antyrakiety SM-3 w bazie w Redzikowie. Istnieje też opcja rozmieszczenia w Europie Środkowej systemu THAAD.
- Uważam jednak, że najlepszą odpowiedzią na rosyjskie prowokacje jest rozwijanie własnych europejskich zdolności ofensywnych, takich jak projekt ELSA, mający na celu wprowadzenie systemów balistycznych i manewrujących o zasięgu do trzech tysięcy kilometrów. Inwestowanie w te technologie to dla Europy jedna z lepszych dróg dla zapewnienia nam realnego bezpieczeństwa i wpłynięcia na kalkulacje Putina - podsumował Marcin Piotrowski.
Rakietowy atak Rosji na Ukrainę
Jak przekazał szef lwowskiej administracji obwodowej Maksym Kozycki, celem uderzenia Oriesznikiem, do którego doszło w czwartek tuż przed północą, był obiekt infrastruktury krytycznej. Przeprowadzone na miejscu badania laboratoryjne wykazały, że tło promieniowania mieściło się w normie i nie stwierdzono nadmiernego stężenia szkodliwych substancji w powietrzu. To znaczy, że żadna z głowic nie przenosiła ładunku nuklearnego.
Reuters, powołując się na lokalne media, podał, że celem ataku był prawdopodobnie kompleks podziemnych magazynów gazu w pobliżu miasta Stryj. Zbiorniki Bilcze-Wołycia-Uhersko to największa taka instalacja w Europie, zdolna pomieścić 17 miliardów metrów sześciennych gazu.
Ukraiński serwis Suspilne, opierając się na informacjach ukraińskich sił powietrznych, podał, że rakieta balistyczna przemieszczała się z prędkością 13 tys. km/h. Podobnie jak ta, która uderzyła w zakłady przemysłu rakietowego Piwdenmasz w Dnieprze w listopadzie 2024 r., została wystrzelona z poligonu Kapustin Jar w obwodzie astrachańskim.
Oriesznik to - jak twierdzi Rosja - hipersoniczna rakieta balistyczna średniego zasięgu. Przemieszcza się w egzosferze (pogranicze atmosfery i kosmosu) osiągając prędkością do 8-10 machów (ponad 10-12 tysięcy km/h) i ma zasięg do 5,5 tysiąca kilometrów. Może być wyposażona w sześć głowic uzbrojonych zarówno w ładunek konwencjonalny, jak i jądrowy.
Autorka/Autor: sz/akr
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock