|

Po stoku pędzi za przewodnikiem. "Złoto zabrała nam mgła"

Michał Gołaś i Kacper Walas, współpraca i zaufanie
Michał Gołaś i Kacper Walas, współpraca i zaufanie
Źródło: Rex Features/East News
Nigdy nie uważał się za osobę z niepełnosprawnością, choć ze szkolnej ławki to, co napisane na tablicy, czytać musiał przez lornetkę. Rywalizacja na stoku z tymi, którzy problemów ze wzrokiem nie mają, okazała się niemożliwa. Michał Gołaś, wspomagany przez przewodnika Kacpra Walasa, z XIV Zimowych Igrzysk Paralimpijskich Mediolan-Cortina 2026 wrócił z aż dwoma medalami. Jak to zrobił? Artykuł dostępny w subskrypcji

Michała Kacper podziwia. Michała i innych paraalpejczyków. - To jest i podziw, i szacunek - zapewnia. - Widzę z bliska, jak ogromną mają motywację, jak pokonują trudności, jak sport dodaje im sił do życia.

W światowej czołówce są od lat, na arenie tak dużej obaj debiutowali. I z Biało-Czerwonych tylko oni dostali się we Włoszech na podium. W slalomie gigancie, w kategorii niewidomi i niedowidzący, sięgnęli po brąz. W slalomie specjalnym - po srebro.

Dlaczego Michał był zatem zawiedziony?

Początki

Kraków - stamtąd pochodzi, tam mieszka i studiuje, na Akademii Kultury Fizycznej im. Bronisława Czecha. Narty w rodzinie Gołasiów były od zawsze - tata, pan Michał senior, w narciarstwie alpejskim został nawet akademickim wicemistrzem Polski, całkiem nieźle. Michał junior, rocznik 2004, i jego młodsza o trzy lata siostra Oliwia, na nartach jeździć zaczęli tak wcześnie, że tego nie pamiętają. W góry, czyli niedaleko, jeździli w każdej wolnej chwili. Zawody alpejczyków Michał oglądał też w telewizji, z kolegami, z zapartym tchem.

Michał Gołaś i Kacper Walas z brązowymi medalami. Potem zdobyli jeszcze srebrne
Michał Gołaś i Kacper Walas z brązowymi medalami. Potem zdobyli jeszcze srebrne
Źródło: Rex Features/East News

- Kiedy miałem sześć czy siedem lat, zacząłem już jeździć w klubie. Od razu wiedziałem, że to jest to - opowiada. - W podstawówce sportu było dużo, próbowałem kilku dyscyplin, piłka nożna, tenis, grałem też na gitarze. Najważniejsze były jednak narty, na pierwszym miejscu, te wyjazdy w góry fascynowały mnie najbardziej, mnie i Oliwię. Razem wyjeżdżaliśmy na obozy i zawody, z grupą znajomych, bardzo fajne to było - wspomina.

Michał i Oliwia mają genetyczną wadę wzroku, Zespół Stargardta, czyli dystrofię plamki żółtej (część siatkówki), prowadzącą do postępującej utraty centralnego widzenia.

- Są różne odmiany tej choroby, w różny sposób się rozwija, ja na pewno widzę trochę inaczej od siostry. Moje pole widzenia jest dość dobre, gorzej widzę za to z daleka i szczegóły. Generalnie funkcjonuję normalnie, na co dzień radzę sobie sam. Nigdy nie uważałem się za osobę niepełnosprawną, tylko za osobę z wadą wzroku, chociaż w szkole z tablicy czytać musiałem przez lornetkę, a różne treści do nauki musiałem powiększać. Czytam e-booki, tam mogę sobie ustawić odpowiednio dużą czcionkę - wyjaśnia Michał.

Czytaj także: