Szalona prędkość w lodowej rynnie. "Otrzepujesz się i znowu na sanki"

Nikola Domowicz i Dominika Piwkowska wywalczyły szóste miejsce na igrzyskch olimpijskich
Nikola Domowicz i Dominika Piwkowska wywalczyły szóste miejsce na igrzyskch olimpijskich
Źródło: Michael Kappeler/dpa/PAP/EPA
Są z tych samych stron, prawie sąsiadki. Prawie równolatki. W zakończonych dopiero co igrzyskach olimpijskich Mediolan/Cortina 2026 Nikola Domowicz i Dominika Piwkowska zdumiały i zachwyciły, w saneczkowych dwójkach sięgając po miejsce szóste. Jak do tego sportu trafiły? Skąd ten sukces, skoro trenować muszą poza Polską? Czy zapowiedziane dofinansowanie toru syntetycznego im pomoże?
Artykuł dostępny w subskrypcji

Nikola - urodzona 30 sierpnia roku 2002, Dominika - 18 lutego 2003. Dom rodzinny pierwszej - Nowiny Wielkie, drugiej - Witnica, województwo lubuskie, powiat gorzowski. Uczniowski Klub Sportowy Nowiny Wielkie - obie reprezentują jego barwy.

Stamtąd wyruszyły w drogę, w szeroki świat. Kiedy z igrzysk wróciły, uroczyste powitanie bohaterek zorganizowano w witnickim domu kultury. Były lokalne władze i media, byli najbliżsi i znajomi - a w okolicy znają się przecież wszyscy. Rozmowy, wywiady, gratulacje, podziękowania zdjęcia, autografy. Niespodzianka, o niczym nie wiedziały.

Taniec współczesny, piłka nożna, siatkówka i koszykówka

Mijały się w gimnazjum, na korytarzu, "cześć, cześć" - nic więcej, choć poznały się już wcześniej. - Dobrze znają się nasi ojcowie - tłumaczy Nikola. - My gdzieś tam od razu też złapałyśmy kontakt, ale dopiero w saneczkarstwie zaczęłyśmy spędzać razem dużo czasu, zwłaszcza na obozach.

Pierwszy był jednak taniec współczesny w zespole Fart w Gorzowie Wielkopolskim. Z Witnicy to pół godziny jazdy samochodem. - Tańczyłyśmy tam z kuzynką, moi i jej rodzice wozili nas na zmianę - wspomina Dominika. - A potem zostałam sama, kuzynka zrezygnowała i zaczęłam dojeżdżać pociągiem. Ważne było też harcerstwo. Ciągle coś się działo, ciągle w ruchu.

Nikola Domowicz i Dominika Piwkowska startują w dwójce od roku 2017
Nikola Domowicz i Dominika Piwkowska startują w dwójce od roku 2017
Źródło: Steffen Proessdorf/PAP/EPA

Nikola? Ona sportowa była zawsze, żywe srebro. Tak mówi o sobie: - Biegałam w różnych szkolnych zawodach, grałam w piłkę nożną, oczywiście z chłopakami, ja jedyna dziewczyna. Zainteresowałam się też koszykówką i siatkówką, ale to potem, w gimnazjum. Wtedy byłam już w klubie, saneczkarstwo pojawiło się dosyć szybko, miałam chyba siedem lat, kiedy pojechałam na pierwszy obóz, więc te inne dyscypliny traktowałam jako urozmaicenie, taki trening ogólnorozwojowy. Tata działa w UKS-ie, pomaga, często z drużynami wyjeżdżał i w końcu zabrał na obóz i mnie.

Z UKS-em zaprzyjaźniony jest zresztą także tata drugiej z zawodniczek.

- W Nowinach Wielkich działa klub, nie ma za to toru, w Polsce nigdzie nie ma odpowiednego obiektu. Ja po raz pierwszy zjeżdżałam na torze w Czechach, kiedy z klubem wyjechałam na obóz, jeszcze na rolkach, nie na płozach. A w 2016 roku, o, właśnie mija 10 lat, pojechaliśmy na Łotwę, na tor z prawdziwego zdarzenia, sztucznie mrożony - mówi Dominika.

W dwójce trenują i startują od roku 2017 - debiutowały na zawodach w Siguldzie niedaleko Rygi.

Ponadrywane więzadła, wypadnięcie dysku, podskórne krwiaki

Z przodu siedzi Nikola. Dominika jest tylarzem, jak to się fachowo nazywa. Przed ślizgiem zawodniczki przechodzą wzdłuż toru, od startu do mety. Uczą się trasy, zapamiętują najdrobniejsze szczegóły. Potem, w czasie wizualizacji, trasę potrafią odtworzyć perfekcyjnie. Tam, w lodowej rynnie, na reakcję mają przecież setne, jeżeli nie tysięczne części sekundy.

Jak sankami sterować? - Ja steruję, to ode mnie zależy, czy do mety dojedziemy, czy nie - opowiada Nikola. - Nogi są na sankach, na płozach. Jeżeli nogą nacisnę na prawą płozę, jedziemy w lewo. Jeśli lewą - w prawo. Decydują naprawdę detale.

Nikola Domowicz i Dominika Piwkowska w akcji
Nikola Domowicz i Dominika Piwkowska w akcji
Źródło: Jan Woitas/DPA/PAP/EPA

Detale, a sanki pędzą z ogromną prędkością. Domowicz i Piwkowska tę największą uzyskały na torze w Kanadzie, było to - uwaga - 130 km/h. Wypadki? Wywrotki? - Nie ma saneczkarza, który nie zaliczyłby wywrotki - mówi Nikola. Co wtedy? - Jak to "co"? Wywalasz się, boli cię całe ciało, wstajesz, otrzepujesz się i znowu na sanki, kolejny ślizg, trzeba poprawić to, co było źle. To trochę brutalny sport, może dlatego tak fajny.

- U mnie bardzo zestresowane jest całe grono kobiece, mama i obie babcie - przyznaje Dominika. - Musiały to moje zajęcie, że tak drastycznie powiem, zaakceptować. Zwracają uwagę na trochę inne sprawy niż tata, po zawodach interesuje je po pierwsze to, czy jestem cała. Doskonale to rozumiem. Ale wspierają mnie bardzo, naprawdę.

Nikola: - Mój tata jest naszym zapalonym fanem i zawsze ogląda nasze ślizgi, przyjeżdża na zawody i siada jak najbliżej, wszystko musi widzieć. Mama rzeczywiście niekoniecznie, mama ślizg ogląda zazwyczaj na powtórce, kiedy wie, że jest już po i jestem bezpieczna. Dużo miałam kontuzji, ponadrywane więzadła w obu kolanach, wypadnięcie dysku, o podskórnych krwiakach, które nie wchłaniają się od lat, nie wspominając.

Czytaj także: