Do Australii Lwice, jak przez kibiców nazywane są irańskie piłkarki, przyleciały, żeby rywalizować w Pucharze Azji. 2 marca, przed pierwszym meczem - zaledwie dwa dni po ataku USA i Izraela na Iran - hymnu nie śpiewały. Stały w milczeniu. W irańskiej telewizji z miejsca nazwano je "zdrajczyniami".
Co działo się potem? Źródła bliskie CNN Sports poinformowały, że piłkarki zostały zmuszone - groźbami skierowanymi wobec ich rodzin - do śpiewania hymnu przed kolejnymi meczami.
Śpiewały, niektóre także salutowały.
Po trzech przegranych - z Koreą Południową, Australią i Filipinami - odpadły z turnieju.
Kiedy miały wracać do ojczyzny, pięć z nich uciekło. Jak? - Próbowały wydostać się przez parking, wykorzystując to, że większość ekipy szykowała się do wyjazdu na lotnisko - opisywała Tina Kordrostami, doradczyni władz stanu Sydney i irańska emigrantka. Drzwi były zamknięte, zawodniczki wróciły zatem do lobby. Stamtąd, w panującym chaosie i zamieszaniu, wymknęły się na wolność.
- Jakie konsekwencje grożą sportowcom w Iranie za sprzeciw wobec reżimu?
- W jaki sposób irańskie zawodniczki próbowały uciec i uzyskać azyl?
- Jak eksperci oceniają sytuację kobiet uprawiających sport w Iranie?
- Podpisałem ich wnioski o wizę humanitarną - oznajmił australijski minister spraw wewnętrznych Tony Burke. Według lokalnych mediów o azyl poprosiły jeszcze dwie osoby, piłkarka i osoba ze sztabu, co Burke potwierdził, przemawiając w parlamencie. - Wkrótce ruszy proces ubiegania się o wizy stałe. Po wszystkim, przez co przeszli ci ludzie, nie ma potrzeby, by ta sprawa trafiła do sądu - podkreślił. Zdradził też, że jedna z kobiet, która przyjęła ofertę wizy, ostatecznie poprosiła o powrót do Iranu.
Pozostała część ekipy już wcześniej odleciała do Kuala Lumpur. Gdy autokar wiózł drużynę na lotnisko, wokół zebrali się irańscy kibice, krzycząc, by policja "ratowała nasze dziewczyny". Według Hadiego Karimiego, obrońcy praw człowieka i członka lokalnej społeczności irańskiej, widać było co najmniej trzy zawodniczki wykonujące międzynarodowy gest pomocy.
Według rozmówcy CNN jest jednak mało prawdopodobne, by Iranki ten gest znały. W państwowych mediach pierwszy wiceprezydent Iranu Mohammad Reza Aref zapewnił, że rząd zagwarantuje piłkarkom bezpieczeństwo, oskarżając media zachodnie o nagonkę. - Iran wita swoje dzieci z otwartymi ramionami - miał powiedzieć.
"Niektóre ciężko pracujące zawodniczki naszej reprezentacji piłkarskiej będące dziećmi tej właśnie ziemi działały nieumyślnie, pod wpływem emocjonalnej prowokacji wynikającej z wrogich intryg i złośliwości" - napisano w oświadczeniu prokuratora generalnego Iranu. I podkreślono: "Zaprasza się je do powrotu do ojczyzny ze spokojem i pewnością siebie. W ten sposób mogą nie tylko ukoić obawy swoich rodzin, ale także stanąć ramię w ramię z wielkim i godnym podziwu narodem Iranu, w konfrontacji ze spiskami wrogów naszego ukochanego kraju".
"Utniemy ci głowę, a zdjęcie wyślemy twojej rodzinie"
Jak ucieczka była możliwa, skoro irańskim sportowcom zazwyczaj towarzyszą w zagranicznych podróżach funkcjonariusze ochrony, których zadaniem jest monitorowanie reprezentantów, egzekwowanie wytycznych politycznych i ideologicznych oraz zapobieganie ucieczkom?
Anonimowy zawodnik powiedział CNN Sports, że przez sześć lat rozważał i planował siedem różnych prób ucieczki. Pierwsza - przerwana została po rozmowie telefonicznej z zaniepokojoną matką. Druga i trzecia - udaremnione przez podejrzliwych działaczy, którzy usunęli go z kadry. Czwarta - aresztowanie na lotnisku, więzienie i tortury przez kilka miesięcy. Piąta - wycofanie się w ostatniej chwili współtowarzyszy ucieczki. Szósta i siódma - przerwane z powodu trudności związanych z fałszywym paszportem.