W ubiegłym tygodniu media obiegały informacje o podjęciu interwencji przez służby w mieszkaniach osób publicznych bądź ich bliskich. Jednym z takich przypadków było wejście do gdańskiego mieszkania matki prezydenta Karola Nawrockiego. Straż pożarna zdecydowała się wyłamać zamki drzwi w związku ze zgłoszeniami o zagrożeniu życia. Te okazały się nieprawdziwe. Prokuratura poinformowała w poniedziałek o wszczęciu śledztwa w sprawie wywołania fałszywego alarmu i bezpodstawnego postawienia służb w stan gotowości.
Jeszcze wcześniej policja interweniowała - tak samo po fałszywym, jak się okazało, alarmie - w mieszkaniu szefa Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza oraz na warszawskiej posesji prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego.
Takie zjawisko ma swoją nazwę: swatting. To - jak czytamy na stronie Komendy Stołecznej Policji - forma cyberprzemocy i "bezmyślny, nielegalny i zazwyczaj telefoniczny żart, wykonywany na numer alarmowy, aby wzbudzić złudne poczucie niebezpieczeństwa, mający na celu podniesienie alarmu wśród służb". Ich sprawcy to swatterzy, którzy "zgłaszają nieistniejące zagrożenia i przeważnie robią to anonimowo lub za pomocą fałszywych tożsamości".
W związku z incydentem w mieszkaniu rodziny prezydenta premier Donald Tusk zwołał odprawę rządu i przedstawicieli służb. Mówił na niej, że mamy do czynienia z prowokacjami, a tę w stosunku do prezydenckiej rodziny określił jako o "wyjątkowo paskudnym charakterze". Szef rządu zapowiedział także "przegląd wszystkich procedur".
"Rolę odgrywają sekundy"
O to, jak obecnie obowiązujące procedury działają, pytamy byłych funkcjonariuszy.