Tak służby i władze informowały o interwencji w mieszkaniu matki prezydenta

Karol Nawrocki
Fałszywe zgłoszenie i służby w domu rodziny prezydenta. Rzeczniczka MSWiA o szczegółach
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Radek Pietruszka
W sobotę wieczorem po fałszywym zgłoszeniu służby weszły siłą do mieszkania należącego do matki prezydenta Karola Nawrockiego. Tego samego dnia o sprawie poinformowała Państwowa Straż Pożarna oraz przedstawiciele władz, w tym premier Donald Tusk. Przedstawiamy, jakie komunikaty godzina po godzinie spływały w tej sprawie do opinii publicznej.

Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz poinformował w sobotę o godzinie 21.37 w mediach społecznościowych, że "doszło do kolejnego fałszywego zgłoszenia przez numer 112". "Tym razem dotyczyło to rodzinnego domu Prezydenta RP w Gdańsku. Służby pod nieobecność domowników wyważyły drzwi i weszły do mieszkania" - napisał.

Poinformował też, że jeszcze tego samego dnia w imieniu Karola Nawrockiego szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker spotka się w trybie pilnym z ministrem spraw wewnętrznych i administracji Marcinem Kierwińskim.

Zgłoszenie wpłynęło o godzinie 19.33

Jeszcze przed godziną 22 Państwowa Straż Pożarna opublikowała w mediach społecznościowych komunikat, w którym poinformowała o szczegółach interwencji służb w Gdańsku. "23 maja 2026 r. o godz. 19.33 wpłynęło zgłoszenie SMS wskazujące na możliwość wystąpienia pożaru w mieszkaniu oraz zagrożenia życia osób znajdujących się wewnątrz. Następnie wpłynęło kolejne zgłoszenie dotyczące nagłego zatrzymania krążenia" - czytamy.

"Po przybyciu na miejsce i przeprowadzeniu rozpoznania kierujący działaniem ratowniczym podjął decyzję o siłowym wejściu do lokalu. W wyniku sprawdzenia mieszkania nie stwierdzono zagrożenia pożarowego ani obecności osób poszkodowanych. Lokal był pusty" - przekazano.

Zapytaliśmy resort spraw wewnętrznych o szczegóły dotyczące przebiegu interwencji. Jak wynika z odpowiedzi przesłanej w poniedziałek, po pierwszym zgłoszeniu, o godzinie 19:42 na miejscu pojawiła się straż pożarna i pierwsza karetka pogotowia. Strażacy po przybyciu "prowadzili standardowe rozpoznanie - sprawdzali okna, dzwonili domofonem i poszukiwali widocznych oznak zagrożenia (m.in. dymu)" - wyjaśnia ministerstwo. 

"Ze względu na zasłonięte okno, strażacy nie mogli ocenić sytuacji w drugim pomieszczeniu" - dodano. 

Kilka minut później, o godzinie 19:48 wpłynęło kolejne zgłoszenie. "Oba zostały wykonane z tego samego numeru telefonu" - zaznacza MSWiA

W kolejnym zgłoszeniu była "informacja o ustaniu funkcji życiowych osoby przebywającej w mieszkaniu". W związku z tym strażak pełniący funkcję dowódcy interwencji podjął decyzję o "siłowym wejściu" do mieszkania. 

W niedzielnych komunikatach straż pożarna informowała o dwóch karetkach pogotowia na miejscu zdarzenia. Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka wyjaśniła we wtorek w rozmowie z tvn24.pl, że została ona zadysponowana po drugim zgłoszeniu, czyli po godzinie 19:48. Łącznie na miejscu było czterech ratowników medycznych - poinformował resort w odpowiedzi przesłanej tvn24.pl.

Szef MSWiA zwołuje pilną naradę na godzinę 22.15

Kierwiński we wpisie z godziny 21.51 poinformował, że - w związku z z fałszywym alarmem dotyczącym pożaru w domu należącym do rodziny prezydenta - w trybie pilnym na godzinę 22.15 zwołał spotkanie służb podległych MSWiA.

Tusk przed godziną 22: zwołałem odprawę rządu

Premier Donald Tusk przed godziną 22 napisał w mediach społecznościowych, że doszło do "kolejnej telefonicznej prowokacji". Zapewnił wówczas, że jest w stałym kontakcie z ministrami i służbami, a także przekazał wyrazy solidarności prezydentowi.

Poinformował też wtedy, że na niedzielę rano zwołał odprawę rządu.

Rzeczniczka MSWiA po pilnej naradzie

Chwilę po północny rzecznika MSWiA Karolina Gałecka poinformowała o przebiegu pilnej narady w resorcie. Pod przewodnictwem Kierwińskiego wzięli w niej udział między innymi: komendant PSP nadbyg. Wojciech Kruczek, komendant główny policji gen. Marek Boroń, komendant CBZC mł. inspektor Wojciech Olszowy oraz wiceministrowie Czesław Mroczek i Wiesław Leśniakiewicz.

"Centrum Powiadamiania Ratunkowego przekazało zgłoszenie zgodnie z obowiązującą procedurą bezpośrednio do Straży Pożarnej, Policji i ratownictwa medycznego. Wymienione służby ratunkowe pojawiły się niezwłocznie. Na miejscu zdarzenia kierujący akcją strażak, po rozpoznaniu sytuacji, podjął decyzję o siłowym wejściu do mieszkania, należącego do rodziny Prezydenta RP" - czytamy w komunikacie.

Około godziny 1.30 Gałecka opublikowała kolejny wpis, w którym poinformowała, że mieszkanie, którego dotyczyło zgłoszenie, nie należy do prezydenta, lecz do członka jego rodziny. "W związku z tym adres ten nie jest objęty ochroną SOP" - napisała.

Niedziela, godzina 8 rano. Rusza odprawa

W niedzielę po godzinie 8 rano w siedzibie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa w Warszawie odbyła się zapowiedziana przez Tuska odprawa z udziałem między innymi Kierwińskiego, ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, wicepremiera ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego, ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka, a także kierownictwa służb podległych MSWiA.

Początek odprawy był jawny. Wtedy głos zabrał szef rządu, który zwrócił się do szefów służb i zaznaczył, że powinny one "dołożyć maksymalnych wysiłków, żeby dokonać identyfikacji osób, które się tym zajmują" oraz "jak najszybciej doprowadzić do ich zatrzymania". Zapowiedział przy tym "przegląd wszystkich procedur".

Tusk poinformował też, że jeszcze w nocy był w bezpośrednim kontakcie z panem Nawrockim, a Kierwiński rozmawiał z przedstawicielami kancelarii prezydenta. Reszta spotkania odbyła się za zamkniętymi drzwiami.

Godzina 10 rano, koniec odprawy. Rozpoczyna się briefing

Około godziny 10 odbył się briefing po odprawie z udziałem wiceszefa MSWiA Czesława Mroczka, komendanta głównego policji gen. insp. Marka Boronia oraz komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej nadbryg. Wojciecha Kruczka.

Mroczek poinformował wówczas, że przedstawiciele resortu oświadczyli, że sprawcy tych zdarzeń nie pozostaną bezkarni. Przekazali też premierowi informacje o działaniach podjętych przez służby w tej sprawie.

Tusk i Kierwiński reagują na narrację o "ataku"

Po interwencji w mieszkaniu w Gdańsku szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki jeszcze w sobotę wieczorem stwierdził, że "służby pod rządami premiera Donalda Tuska i ministra Marcina Kierwińskiego wyłamały drzwi w prywatnym domu Prezydenta RP po fałszywym alarmie". Część polityków PiS wezwała szefa MSWiA do dymisji.

Szef rządu odnosząc się w niedzielę po godzinie 11 do tych publikacji, ocenił: "Nazywać interwencję straży pożarnej, która zareagowała na informację o możliwym pożarze i zagrożeniu ludzkiego życia 'brutalnym atakiem służb na prezydenta' to skrajny cynizm lub skrajna głupota".

Podobne stanowisko wyraził w swoim wpisie Kierwiński. "Straż pożarna, Policja mają obowiązek reagować na zgłoszenie o zagrożeniu życia ludzkiego. Nazywanie działania zgodnego z procedurami atakiem jest czymś obrzydliwym. Są tacy, którzy ze wszystkiego chcą zrobić oręż polityczny, ale tu chodzi o procedury, które co dzień ratują życie" - napisał.

Do kogo należy mieszkanie?

Szef MSWiA w kolejnym wpisie opublikowanym w niedzielę o godzinie 12.18 odniósł się do dyskusji dotyczącej tego, do kogo należy mieszkanie w Gdańsku, którego dotyczyło zgłoszenie. Podobnie jak wcześniej rzeczniczka resortu, Kierwiński potwierdził, że "mieszkanie należy do członka rodziny Pana Prezydenta i nie jest chronione przez SOP".

O 12:42 Leśkiewicz stwierdził, że dyskusja o tym, czy dom rodzinny prezydenta należy do Nawrockiego jest "odwróceniem uwagi od istoty problemu". "Mieszkanie należy do Mamy Pana Prezydenta, które dziedziczą Pan Prezydent i Jego Siostra. Jest wpisane do dostępnego publicznie oświadczenia majątkowego" - oznajmił rzecznik głowy państwa.

Niedziela wieczór. Kierwiński: mieszkanie nie było zgłaszane

W niedzielę wieczorem w "Faktach po Faktach" w TVN24 Kierwiński przekazał, że służby "prowadzą bardzo intensywne śledztwo".

Poinformował też, że mieszkanie w Gdańsku "nie było zgłaszane ani przez pana prezydenta, ani przez jego urzędników do tego, aby było mieszkaniem, w którym na stałe przebywa pan prezydent". - Nie podlega jako takie ochronie SOP-u - dodał.

Poniedziałek rano. Wiceszef MSWiA o ustaleniach

W poniedziałek rano w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24 wiceszef MSWiA Czesław Mroczek poinformował, że zgłoszenie do służb wpłynęło za pośrednictwem aplikacji Alarm112. Umożliwia ona przekazanie zgłoszenia alarmowego do Centrum Powiadamiania Ratunkowego przez osoby, które nie mogą wykonać połączenia głosowego. - Ona wymaga rejestracji, więc tam są procedury uwiarygodniania. Jeżeli chodzi o szczegóły tego zgłoszenia, one są w tej chwili przedmiotem działania służb, w szczególności w śledztwie policyjnym - tłumaczył Mroczek.

Był też pytany, czy matka prezydenta jest objęta ochroną SOP. Jak mówił, z urzędu taka ochrona obejmuje tylko "osoby pełniące funkcję". - Natomiast jest praktyką w przypadku najważniejszych osób w państwie - prezydenta, prezesa rady ministrów - że ochroną obejmowani są członkowie rodziny - dodał. 

Był dopytywany o to ponownie w dalszej części programu. - Jeżeli chodzi o ochronę bezpośrednią polegającą na fizycznej ochronie - nie. I ten lokal też nie był chroniony - mówił. 

Mroczek pytany, czy służby są już na tropie sprawców, odpowiedział, że "będą mogli odpowiedzieć na to" w najbliższych dniach. Piasecki dociekał, czy ślady prowadzą za granicę. - Nie mogę w tej chwili tego potwierdzić - odpowiedział Mroczek. 

Źródło: TVN24, tvn24.pl
Czytaj także: