Estoński regulator o problemach Zondacrypto

kryptowaluty shutterstock_2537960569
Sulowski o ustawie o rynku kryptowalut
Nie zajmujemy się płynnością giełd kryptowalutowych - informuje tvn24.pl estoński regulator, instytucja nadzorująca Zondacrypto. Dodaje, że śledzi dyskusję w Polsce. Zwraca uwagę na znaczącą rozbieżność między deklarowaną przez giełdę liczbą klientów, a danymi urzędowymi.

Nie kończą się problemy największej polskiej giełdy kryptowalut Zondacrypto, o których informowaliśmy wczoraj w tvn24.pl. Jej klienci w mediach społecznościowych cały czas skarżą się na trudności z wypłatą pieniędzy. Spółka w najnowszym oświadczeniu opublikowanym we wtorek wieczorem przekazała, że standardowy czas procesowania wypłat (maksymalnie 48 godzin) przywróci w ciągu najbliższych 10 dni.

Dzień wcześniej jej prezes Przemysław Kral deklarował, że będzie to trwało krócej, 5-6 dni.

Z kolei Prokuratura Krajowa poinformowała w środę, że na wniosek Prokuratora Generalnego zbada doniesienia medialne o domniemanych nieprawidłowościach w funkcjonowaniu giełdy. Będą to robić ci sami śledczy, którzy badają niewyjaśnioną do tej pory sprawę zaginięcia w 2022 roku Sylwestra Suszka, założyciela giełdy BitBay, która później przekształciła się w Zondacrypto.

Estoński regulator o Zondacrypto

To największa polska giełda kryptowalut, choć jest zarejestrowana w Estonii, a jej prezes na stałe mieszka w Monako. Zapytaliśmy więc estoński odpowiednik Komisji Nadzoru Finansowego o to, czy śledzi dyskusję toczoną w Polsce wokół giełdy i czy planuje jakieś kroki.

W przesłanej odpowiedzi Estońska Jednostka Wywiadu Finansowego (FIU) zastrzegła, że nie może badać tego, czy giełdy kryptowalutowe są wypłacalne i czy mają pełne pokrycie środków klientów, może jedynie zajmować się wykrywaniem i zapobieganiem praniu pieniędzy przez te giełdy.

"Nie posiadamy ani mandatu prawnego, ani narzędzi regulacyjnych (takich jak raportowanie ukierunkowane na kapitalizację), aby monitorować kwestie płynnościowe lub interweniować (np. poprzez wprowadzenie moratorium) w celu ochrony roszczeń wierzycieli" - czytamy w przesłanym oświadczeniu.

Estoński regulator informuje, że śledzi to, co się dzieje w Polsce odnośnie Zondacrypto i przekazuje, że na koniec 2025 roku zarejestrowany w Estonii podmiot miał około 57 tysięcy aktywnych klientów. A tymczasem giełda deklaruje publicznie, że ma ich milion. "Ta znacząca rozbieżność sugeruje, że większość tych polskich obywateli może być obsługiwana przez inny podmiot - potencjalnie spółkę z grupy we Włoszech lub nieznaną jednostkę, a nie przez firmę estońską" - ocenia FIU.

Urząd zwrócił też uwagę, że estońska spółka zarządzająca giełdą Zondacrypto nie ma licencji wymaganej na mocy rozporządzenia (MiCA Markets in Crypto-Assets). Ta licencja, na mocy której działa obecnie, wygasa 1 czerwca.

W podobnym duchu estoński regulator odpowiedział nam w styczniu: "Na podstawie informacji ze strony internetowej firma obsługuje łącznie osiem razy więcej klientów, niż jest obsługiwanych przez podmiot zarejestrowany w Estonii".

- Estoński urząd napisał w praktyce: nie jesteśmy od oceny, czy zondacrypto ma płynność i czy środki klientów są bezpieczne, nie mamy do tego kompetencji ani narzędzi, a dodatkowo widzimy rozbieżność sugerującą, że większość polskich klientów może być obsługiwana nie przez estońską spółkę, lecz przez inny podmiot - wyjaśnia w rozmowie z nami dr Adam Behan, doktor prawa i inżynier informatyki z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego zdaniem, to ważny sygnał. - Urząd w praktyce sugeruje, że ogromna większość polskich klientów może w ogóle nie zawierać umów z estońską spółką, tylko z jakimś innym podmiotem. A to ma duże znaczenie dla właściwości nadzorczej i ewentualnego dochodzenia roszczeń - dodaje ekspert.

W środę sprawę skomentował też premier Donald Tusk.

Redagował Piotr Machajski

Czytaj także: