Polska

Pełnomocnik Podleśnej: w ocenie sądu zatrzymanie było legalne, ale niezasadne

Polska

Płocki sąd rozpoznał zażalenie na zatrzymanie Elżbiety Podleśnej
Płocki sąd rozpoznał zażalenie na zatrzymanie Elżbiety Podleśnejtvn24
wideo 2/5

Sąd częściowo uwzględnił zażalenie na zatrzymanie Elżbiety Podleśnej. Stwierdził, że było legalne, ale niezasadne - powiedział Radosław Baszuk, pełnomocnik 51-letniej kobiety, która jest podejrzana o profanację wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej. Chodzi o rozklejenie w Płocku wizerunku Maryi i Dzieciątka z tęczowymi aureolami.

51-letnia Elżbieta Podleśna, której przedstawiono zarzut profanacji wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej, pod koniec maja złożyła zażalenie na jej zatrzymanie przez policję.

We wtorek w Sądzie Rejonowym w Płocku odbyło się w tej sprawie posiedzenie. - Sąd postanowił o częściowym uwzględnieniu naszego zażalenia i w dniu dzisiejszym stwierdził, iż zatrzymanie pani Elżbiety Podleśnej 6 maja było niezasadne. Nie uwzględnił naszego zażalenia w zakresie kontroli legalności tego zatrzymania. Przyjął, że było legalne, acz niezasadne - poinformował mecenas Radosław Baszuk. Dodał, że sąd odroczył sporządzenie uzasadnienia do środy do godziny 10.

Pełnomocnik Podleśnej przekazał, że postanowienie sądu jest prawomocne. Przyznał, że "nie do końca" go ono satysfakcjonuje. - Jestem przekonany o nielegalności samego zatrzymania. Twierdzę, że nie zaistniała podstawa prawna upoważniająca do zatrzymania - powiedział.

Podleśna - jak powiedziała - przyjęła decyzję sądu "z połowicznym zadowoleniem": - Zależało mi również na stwierdzeniu nielegalności takiego działania policji.

Zapowiedziała, że będzie domagać się odszkodowania. - Chciałabym, aby odszkodowanie, które mam nadzieję zostanie uwzględnione, zostało przekazane na Fundację Trans-Fuzja, które zajmuje się pomocą prawną i psychologiczną osobom transpłciowym – powiedziała Podleśna. Przyznała, że nie wie jeszcze, w jakiej kwocie będzie dochodziła odszkodowania. - Myślę, że w rozsądnej – dodała.

"To była pokazówka"

- To zatrzymanie było bezzasadne. (...) Nie stworzyłam żadnych podstaw do tego, aby ktokolwiek się obawiał, że się nie pojawię na wezwanie. To było potrzebne władzy. Natomiast z prawnego punktu widzenia, było zupełnie nieuzasadnione - mówiła wcześniej Podleśna przed wejściem na salę rozpraw.

Dodała, że cały czas podtrzymuje stanowisko, że "użyte zostały środki były zupełnie nieadekwatne". Jej zdaniem, "to była pokazówka". - To miało też na celu wywołanie efektu mrożącego, "pokazanie, na co możemy sobie pozwolić" i jak twardo będziemy "egzekwować nasze jakieś wytyczne" - mówiła Podleśna.

Zarzut za Matkę Boską w tęczowej aureoli

Sprawa dotyczy rozlepienia w nocy z 26 na 27 kwietnia wokół płockiego kościoła św. Dominika plakatów oraz nalepek z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej, na których postaci Maryi i Dzieciątka otoczone zostały aureolami w barwach tęczy. Miały być one naklejane m.in. na koszach na śmieci i na przenośnych toaletach.

Plakaty z "tęczową" Matką Boską pozrywane w Płocku
Plakaty z "tęczową" Matką Boską pozrywane w Płocku

W związku z prowadzonym w tej sprawie dochodzeniem policja zatrzymała na początku maja Podleśną. W jej mieszkaniu policja przeprowadziła przeszukanie. Po przewiezieniu do komendy w Płocku kobieta została przesłuchana. Przedstawiono jej zarzut z artykułu 196 Kodeksu karnego dotyczący profanacji wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej. Artykuł 196 Kodeksu karnego mówi o tym, że "kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2". Podleśna nie przyznała się do zarzucanego czynu i odmówiła składania wyjaśnień. Następnie została zwolniona.

"Weszło sześciu panów w kamizelkach odblaskowych"

Sama Elżbieta Podleśna tak relacjonowała w rozmowie z TVN24 wizytę policji w jej mieszkaniu: - O godzinie szóstej rano, tradycyjnie to już taka nowa świecka tradycja w naszym państwie, rozległo się pukanie do drzwi, dzwonki do drzwi, na któryś zareagowałam. Początkowo trudno mi było dojść do siebie, czy jest to sen, czy jawa. Weszło sześciu panów w kamizelkach odblaskowych z napisem "policja", tak żeby nikt broń Boże nie mógł przeoczyć ich widoku - mówiła. - Przedstawili się jako ekipa z Płocka, część z nich była z Radomia (...) Powiedzieli, że mają nakaz przeszukania mojego mieszkania - opowiadała kobieta.

"Weszło sześciu panów w kamizelkach odblaskowych z napisem 'policja'"
"Weszło sześciu panów w kamizelkach odblaskowych z napisem 'policja'"tvn24

ZOBACZ KOMUNIKAT POLICJI W ZWIĄZKU Z ZATRZYMANIEM PODLEŚNEJ >

Autor: js/mtom / Źródło: TVN24, PAP

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości