Deepfake jest sposobem wykorzystania sztucznej inteligencji do prześladowania, poniżania i nękania - jak zaznacza Suzie Dunn, prawniczka zajmująca się cyberprzemocą - "za pomocą znanej od wieków taktyki pozbawiania kobiet ich seksualnej autonomii". Bo to właśnie kobiet najczęściej dotyczy problem i obserwujemy to od lat.
W 2015 roku w Wielkiej Brytanii powstała infolinia dla ofiar wykorzystywania intymnych prywatnych zdjęć i nagrań wideo. Na początku mowa była przede wszystkim o zdjęciach skradzionych, z czasem zaczęło przybywać tych spreparowanych.
Sophie Mortimer, prowadząca infolinię Revenge Porn Helpline, opowiadała "MIT Technology Review" o zdjęciach wykorzystywanych w celu zdyskredytowania kogoś. Jej zdaniem już wtedy pojawienie się większej liczby deepfake'ów było tylko kwestią czasu. - To tak, jakbyśmy wstrzymywali oddech i czekali na wielką falę - mówiła.
Nie pomyliła się.
Jedną z głośnych ofiar tej "broni" była Rana Ayyub, indyjska dziennikarka, która sprzeciwiła się reakcji rządu na gwałt na ośmioletniej dziewczynce. Kobieta stała się ofiarą skoordynowanej internetowej kampanii nienawiści. Film porno z jej udziałem stworzono, by ją uciszyć i zniechęcić do podejmowania aktywności publicznej.
Gdy pod koniec tego roku Grok, czatbot działający na platformie X, umożliwił "rozbieranie" kobiet za pomocą jednej krótkiej komendy, ofiarami tego procederu padła m.in. wicepremierka Szwecji Ebba Busch, ale też… Anna Frank. - Grok pozwala wykorzystać zdjęcie Anny Frank, rozebrać ją i umieścić na jej ciele tatuaże przedstawiające swastyki - powiedział podczas debaty francuski liberał Sandro Gozi, podkreślając, że nie ma to nic wspólnego z wolnością słowa, ale jest regularnym łamaniem unijnych przepisów o usługach cyfrowych (DSA), dlatego musi być powstrzymane i ukarane.
28 stycznia posłanka Monika Rosa, jako przewodnicząca sejmowej komisji do spraw dzieci i młodzieży, zwróciła się do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka z apelem o "niezwłoczne powołanie międzyresortowego i międzyinstytucjonalnego zespołu do spraw wypracowania i przeprowadzenia zmian legislacyjnych w zakresie przeciwdziałania przestępstwom popełnianym z wykorzystaniem technologii cyfrowych, w tym sztucznej inteligencji i technologii deepfake, na szkodę małoletnich". I dlatego to z nią rozmawiam o tym, co musi się stać, by dziewczynki i kobiety w Polsce mogły czuć się bezpieczniej.
Justyna Suchecka: Czytam policyjne rady, co robić, by nie paść ofiarą technologii deepfake: "nie udostępniaj prywatnych zdjęć osobom, którym nie ufasz", "ustaw wysoki poziom prywatności w social mediach". Czy to nie brzmi trochę jak: "nie ubieraj krótkich spódniczek, jeśli nie chcesz paść ofiarą gwałtu"?
Monika Rosa: Rzeczywiście, trochę może tak brzmieć. Ale ja przede wszystkim słyszę w tym: rodzicu, nie sharentinguj, chroń wizerunek swojego dziecka. I myślę, że rodzicom takie przypominanie stale jest potrzebne.
Zachęty do dbania o prywatność są słuszne, ale dla wielu kobiet brzmią jak ponury żart. Dla polityczek, aktorek, dziennikarek i wielu innych twarz jest narzędziem pracy. A pani się nie boi, co może się stać z jej wizerunkiem?
Jasne, że się boję. I jest to poparte nie tylko kwestią prywatnych doświadczeń czy obserwacji. Kobiety są średnio 27 procent bardziej narażone na przemoc w internecie niż mężczyźni, a kobiety ze świata polityki, aktywistki, prawniczki, bizneswomen czy dziennikarki - mówiąc wprost: wszystkie te, które są aktywne publicznie - są szczególnie narażone (dane UN Women - red.).
To przemoc słowna, groźby gwałtu, przerabianie w upokarzający sposób naszych zdjęć, ale też otrzymywanie zdjęć, których nigdy nie chciałyśmy oglądać. Mam na myśli tzw. dickpicki (fotografia penisa wysłana przez internet lub telefon - red.). Ta przemoc w świecie cyfrowym jest coraz bardziej nasilona i często zniechęca kobiety do zaangażowania i aktywności.