Goście Bogdana Rymanowskiego podkreślali, że stenogram nie daje ostatecznych odpowiedzi i nie można na jego podstawie wnioskować o przyczynach katastrofy. – Cały czas jest dużo znaków zapytania, w sumie niewiele nam to dało. To tylko zapis jednego elementu, a potrzebujemy jeszcze zapisu parametrów lotu. Brzmi to dramatycznie, ale wciąż nie wiadomo, dlaczego prezydencki samolot znalazł się tak nisko od progu pasa – stwierdził były dowódca 36. specpułku płk Tomasz Pietrzak.
Gromosław Czempiński z kolei zwrócił uwagę, że na wskazania wysokości podawane przez nawigatora, nie słychać reakcji pilota. - Nie można też wyczytać z głosu nawigatora, czy jest tam jakieś zdenerwowanie. Nie ma zapisanej żadnej reakcji na to, że jest 90 m i na komendę „odchodzimy” – zauważył.
"Nawet nie myślę, że mógł odpaść silnik"
Pytani o teorię, że przyczyna katastrofy mogła być utrata sterowności, a konkretnie odpadniecie silnika, obaj piloci byli sceptyczni. - Nawet nie myślę, że mógł odpaść silnik. Zatrzymałem się na wysokości 100 m i do tej pory mogę zinterpretować ten lot, dalej to jest praca komisji. Opieranie się na rejestratorze głosowym to tylko spekulacje – stwierdził Pietrzak. A Czempiński dodał, że odpadnięcie silnika powinny zarejestrować czarne skrzynki, dlatego jest to „trudne do wyobrażenia”.
Pietrzak zapewnił też, że na tym etapie śledztwa nie można przesądzać o winie pilotów. - Oni odpowiadali za cały lot, ale byli tylko elementem wykonawczym całego procesu decyzyjnego, żeby tam właśnie lecieć. Obwinianie załogi, tylko załogi, jest wielce niesprawiedliwe – stwierdził. Nie oznacza to jednak, jego zdaniem, że któryś z pasażerów wywierał na pilotów nacisk, żeby lądowali w Smoleńsku mimo mgły.
"Nie sądzę, żeby były tam znamiona nacisku"
Kilka minut przed katastrofa w kokpicie słychać słowa Mariusza Kazany, szefa protokołu dyplomatycznego MSZ. - Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić - mówił Kazana na wieść o trudnych warunkach atmosferycznych.
- Wydaje mi się, że to standardowa procedura miedzy głównym pasażerem a załogą. Nie sądzę, żeby były tam znamiona nacisku. To rozsądna dyskusja i jak najbardziej słusznie prowadzona rozmowa – uważa pułkownik. Także Czempiński, pytany o ewentualne naciski, odparł: - W moim odczuciu nie.
A słowa Kazany, jego zdaniem, oznaczały, że prezydent ma podjąć decyzję, czy samolot ma czekać nad Smoleńskiem, aż się pogoda poprawi, czy polecieć na jedno z zapasowych lotnisk.
kaw//mat
Źródło: tvn24