Masz subskrypcję?
Jeszcze kilka lat temu Chiny były dla Europy przede wszystkim źródłem tanich produktów, głównie mniej skomplikowanych. Dziś coraz częściej postrzegane są jako gospodarczy rywal i potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa ekonomicznego Starego Kontynentu.
Szczególne obawy budzi dominacja Pekinu w obszarze surowców krytycznych - zależność, która przypomina wcześniejsze uzależnienie Europy od rosyjskiego gazu.
Wojciech Jakóbik, założyciel Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego, zauważa w rozmowie z TVN24+, że Europejczycy przez lata opierali się na dostawach gazu z Rosji, który w tabelkach wyglądał na najtańszy. - Trwało to do momentu, gdy gaz został wykorzystany jako broń przeciwko Europie - zauważa.
- Dzisiaj Europejczycy budzą się w sytuacji głębokiej zależności od Chin w zakresie surowców krytycznych, metali ziem rzadkich oraz komponentów zielonych technologii. W niektórych obszarach Chińczycy kontrolują nawet około 90 procent rynku. Zrzucenie tej zależności będzie znacznie trudniejsze niż odejście od rosyjskich surowców - dodaje.
Także Konrad Popławski z Ośrodka Studiów Wschodnich podkreśla w rozmowie z TVN24+, że choć analogia do Rosji jest częściowo trafna, skala zależności od Chin jest znacznie większa. - Rosja w zasadzie dążyła do dominacji w kilku segmentach sektora energetycznego, będąc partnerem ekonomicznie dużo słabszym od UE. Chiny są państwem, które zdołało rozwinąć, a miejscami zdominować kluczowe łańcuchy dostaw, w tym sektory wysoko innowacyjne, jak fotowoltaika, usługi cyfrowe czy robotyka. Z kolei w dostawach przetworzonych surowców ziem rzadkich można mówić o pozycji monopolistycznej - zwraca uwagę.
W odpowiedzi na rosnące obawy Europa coraz częściej sięga po narzędzia, które wcześniej bardziej kojarzyły się z Waszyngtonem niż z Brukselą. Komisja Europejska nakłada cła na część chińskich produktów, prowadzi dochodzenia dotyczące subsydiów i ogranicza dostęp chińskich firm do niektórych zamówień publicznych.
Choć o pełnowymiarowej wojnie handlowej, na wzór tej prowadzonej przez Waszyngton i Pekin, wciąż trudno mówić, w europejskich stolicach coraz częściej pada pytanie nie o to, czy relacje gospodarcze z Chinami będą się zaostrzać, lecz jak daleko zajdzie ta konfrontacja.