- Jak sukces Kacpra Tomasiaka wpłynął na polskie skoki narciarskie?
- Czy boom na młodych skoczków rzeczywiście już się rozpoczął?
- Jakie wyzwania stoją przed klubami i sponsorami po olimpijskich sukcesach?
- Co eksperci radzą Tomasiakowi i jego rodzinie w kontekście kariery oraz marketingu?
- Jakie są perspektywy dalszego rozwoju młodego medalisty?
To były dwa tygodnie, które wstrząsnęły polskimi skokami narciarskimi. Wbrew logice, bo w klubach bieda aż piszczy, a wyniki w Pucharze Świata, najważniejszej skoczkowej lidze, nie powalają od lat. Na podium z Polakiem czekamy prawie rok, na polskie zwycięstwo - aż trzy.
W końcu nadeszły igrzyska, w których naszego honoru bronić mieli łyżwiarze szybcy. Wtedy wyskoczył on, Kacper Tomasiak. 19-letni chłopak, oficjalnie skoczek z kadry B, który do sezonu przygotowywał się z drugą pod względem ważności grupą polskich zawodników. Tak, on jeszcze pół roku temu trenował z, nazwijmy to tak, rezerwową reprezentacją skoczków!
Luty 2026, Predazzo. Najpierw medal srebrny na skoczni normalnej. Szok. Pięć dni później - brązowy na dużej. To już nie szok, to oszołomienie połączone z szaleństwem i euforią. W końcu konkurs duetów i znów srebro. Trzy medale na jednych igrzyskach skoczka, którego na liście faworytów nie było. Trzy medale na jednych igrzyskach, takie rzeczy wcześniej robili najwięksi naszego sportu, konkretnie największe: Irena Szewińska, Otylia Jędrzejczak i Justyna Kowalczyk.
- Szczerze? Trochę jest to niewytłumaczalne - przyznaje Jakub Kot, były skoczek, dziś ekspert Eurosportu i trener w AZS Zakopane. On oglądał zawody olimpijskie skoczków z bliska.
- Jak to się stało? Podejrzewam, że nikt nie wie. Przecież on w konkursach Pucharu Świata bywał w czołówce, ale nigdy nie stał na podium - mówi Marek Pach, prezes Wisły, innego zakopiańskiego klubu.
Tomasiak 20 tysięcy razy
Trzy medale Kacpra, którego kilka miesięcy temu znało niewielu. Dziś trudno wskazać polski dom, w którym by o nim nie słyszano. Tomasiak jest wszędzie.
Instytut Monitorowania Mediów policzył, że jego nazwisko od 9 do 18 lutego padło w polskich mediach ponad 20 tysięcy razy. Trzykrotnie mniej pisano o Robercie Lewandowskim w całym czerwcu 2024 roku, gdy nie było wiadomo, czy kapitan Polski zdąży wyzdrowieć na Euro. A wydawało się, że przez moment problem Lewandowskiego urósł do rangi państwowej.