Masz subskrypcję?
Zatrzymujemy auto na poboczu drogi.
Leśną ścieżką dochodzimy do ewangelickiego cmentarza. Takiego, jakich wiele jest rozsianych w pomorskich lasach. Kilka minut spacerem wśród drzew. Przed kilkoma laty cmentarz został wysprzątany, płyty nagrobne podniesione z ziemi i błota, podobnie żeliwne krzyże. Mieszkańcy, co mogli, to zrobili. Dzisiaj jednak mech ponownie porósł już mogiły.
Wracając, orientujemy się, że betonowe płyty, którymi wyłożona jest droga, są dziwne - jakby zdobione. Czy właśnie stąpamy po nagrobkach?
To bardzo możliwe. Na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych, gdzie - jak na przykład na Pomorzu Zachodnim nastąpiła niemal całkowita wymiana ludności - zastane na cmentarzach płyty nagrobne początkowo wykorzystywane były przy nowych pochówkach i do utwardzania dróg. Później dla władz komunistycznych niemieckość tych ziem była niechcianym dziedzictwem. W latach 70. ubiegłego stulecia w akcjach likwidacji ewangelickich śladów zdewastowane nagrobki zakopywano pod ziemią, mniej lub bardziej skrupulatnie. Inne pozostawione bez opieki cmentarze niszczały i zarastały.
CZĘŚĆ 1
Swastyka i grzyby
Mamy iść drogą przez las, a mogił szukać po lewej stronie. Rzeczywiście, na stoku wzniesienia znajduje się cmentarz, w zasadzie - sterta gruzów pośród drzew i krzaków. Grzyby porastają kamienne i betonowe powierzchnie tego, co zostało z grobów, i gnije teraz pod wilgotną ściółką. Rdza pokrywa metalowe elementy powyginanych krzyży, które od dawna nie przypominają symboli żadnej wiary, tylko zwykły złom. Miejsce "niepamięci", zapomniane na pewno przez ludzi, a być może i Boga. Trudno oprzeć się wrażeniu, że otaczająca nas rzeczywistość to jakiś postapokaliptyczny obraz. Jakbyśmy byli świadkami upadku dawnej cywilizacji, wzgardzonej przez tych, którzy przyszyli na to miejsce i żyją tu do dziś.