25 lat z Andrzejem

Andrzej Morozowski
Spotkanie w niedzielę w Warszawie. Takiego Andrzeja pamiętamy
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Był z nami od samego początku i 25 lat historii TVN24 to w dużej mierze również Jego historia. Nie wyobrażamy jej sobie bez profesjonalizmu Andrzeja Morozowskiego, ale też bez jego uśmiechu, żartów, przyjaźni. Co mówił o swojej stacji?

Do TVN24 Andrzej Morozowski trafił z Radia Zet, które nazywał swoim "matecznikiem". Gdy pięć lat temu pisał okolicznościowy materiał, przyznał, że zdecydował się na zmianę bez wahania, choć sceptycznie nastawieni koledzy pukali się w głowę. On był jednak przekonany, że "w tak rozpolitykowanym kraju, jak nasz, ogólnopolska telewizja skoncentrowana na wiadomościach, publicystyce, dokumencie ma rację bytu".

"Rozczulam się na wspomnienie..."

Czas pokazał, że miał rację, choć początki - z dzisiejszej perspektywy - nie wyglądały na łatwe. "Przychodziłem do parlamentu przed ósmą rano, jeszcze przed posłami. Rozczulam się na wspomnienie, jak to niegdyś wyglądało od technicznej strony. Dźwigałem wielki metalowy pojemnik z lampami do oświetlenia sejmowych korytarzy. Operator niósł kamerę, statyw, mikrofony itd. Rozwijaliśmy obaj kable łączące kamerę z wozem transmisyjnym i rozkładaliśmy je wzdłuż sejmowych korytarzy tak, aby nikomu nie przeszkadzały. Robiąc w Sejmie wiele kilometrów dziennie, niejako pracowaliśmy nogami" - opisywał po latach.

Szybko okazało się, że nasza stacja trafiła w potrzeby nie tylko widzów, ale też polityków. "Już kilka tygodni po powstaniu TVN24, gdy wchodziłem do gabinetu polityka i prosiłem o komentarz, słyszałem, że on najpierw musi zobaczyć w TVN24, co na konferencji prasowej, 50 metrów dalej, obwieścił konkurent z innej partii" - pisał Andrzej.

Politycy wykorzystywali swój czas na antenie w różny sposób. Odpowiadając na pytania widzów, Andrzej przypomniał rozmowę przed wyborami prezydenckimi w pierwszych latach działania stacji. Jednym z kandydatów w wyborach w 2005 roku był były poseł Adam Słomka. - Prowadziłem rozmowy ze wszystkimi kandydatami, a on był jednym z ostatnich, bo miał poniżej jednego procenta poparcia w badaniach. Przedstawił się, odpowiedział na trzy pytania, powiedział: "dalej nie chce mi się z panem rozmawiać", zdjął mikrofon i wyszedł - wspominał.

Odpowiadając widzom, Andrzej opowiedział też, co było dla niego największym wyzwaniem w tej pracy. Nie trudni rozmówcy, presja czasu, czy nawet wpadki techniczne. - Wie pan co, ja jestem nerwus. Więc największe wyzwanie, to żeby nie skubać skórek przy paznokciach, żeby się nie podrapać w jakimś dziwnym miejscu, by nie poprawiać okularów. Dla mnie to jest straszna rzecz, żeby wytrzymać godzinę w ten sposób - przyznał.

Misja: człowiek

On sam uważał się za szczęściarza, któremu udało się połączyć pracę i pasję. - Najważniejsze, żeby ktoś miał pasję do tego, co robi. To nie może być tak, że to jest od godziny ósmej do szesnastej i później się o wszystkim zapomina - mówił. W pracy miał nie tylko współpracowników, ale też przyjaciół, z którymi lubił spędzać czas. - Ja mam tutaj właściwie samych przyjaciół - mówił o kolegach z TVN24. Nie tylko razem pracowali, ale spotykali się też po pracy.

To, co robił, traktował jak misję. - Politycy mają tyle władzy, tyle pieniędzy publicznych w rękach, że ciągle ktoś im na te ręce musi patrzeć - mówił. I patrzył. W TVN24, w "Faktach" TVN, "Skanerze politycznym", "Bohaterze tygodnia", "Studiu 24", "Prześwietleniu", "Rozmowie bardzo politycznej", w końcu w tak lubianym przez naszych widzów "Tak jest". Jak tę misję postrzegał? Podkreślał, że "wszystko gdzieś musi mieć duszę, a tak naprawdę najważniejszy w tym jest człowiek".

"Głęboko w to wierzę, że dociekliwe, niezależne media, takie jak TVN24, są w Polsce potrzebne i się obronią" - podkreślał. "Bez dziennikarzy naszej stacji Polacy być może nigdy nie dowiedzieliby się lub dowiedzieli w jakimś okrojonym wymiarze o sprawie niesłusznego skazania Tomasza Komendy, licznych przypadkach tuszowania pedofilii w Kościele, kamienicy z pokojami na wynajem szefa NIK Mariana Banasia czy o wyrzuconych w błoto 70 milionach złotych na tzw. wybory kopertowe".

Trudno mówić "był"
Dowiedz się więcej:

Trudno mówić "był"

Pożegnanie Andrzeja Morozowskiego

Andrzej zmarł 4 sierpnia, po długiej chorobie. Miał 69 lat, choć wszyscy czuliśmy, że jest... był dużo młodszy. Na pewno za młody, by odchodzić. Pożegnamy go w piątek, 14 sierpnia o godzinie 10 na Powązkach Wojskowych w Warszawie (ul. Powązkowska 43/45). Uroczystości będą miały charakter otwarty i będą mogli w nich uczestniczyć wszyscy, którzy chcą go pożegnać.

Wcześniej widzowie będą mogli powspominać go razem z nami w niedzielę, podczas spotkania z okazji 25-lecia stacji na Placu Centralnym przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, gdzie wystawiona zostanie księga pamiątkowa.

Źródło: TVN24
Czytaj także: