W rok pokonują dziesiątki tysięcy kilometrów. Posłowie tłumaczą się z kilometrówek

Sejm
W rok pokonują dziesiątki tysięcy kilometrów. Politycy tłumaczą się z kilometrówek
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Radek Pietruszka
Rekordziści pokonują rocznie ponad 40 tysięcy kilometrów. Do tego dochodzą taksówki. Posłowie przekonują, że to efekt spotykań z wyborcami, dojazdów do Sejmu, czy swoich biur. Od nowego roku obowiązuje rozporządzenie marszałka Sejmu w sprawie kilometrówek - zmiany mają zwiększyć przejrzystość wydatków. Materiał magazynu "Polska i Świat".

Niektórzy posłowie i posłanki są na dobrej drodze, aby pobić rekord przejechanych kilometrów za sejmowe pieniądze. Prawie setka parlamentarzystów w ubiegłym roku przejechała tyle kilometrów, że mogłaby okrążyć Ziemię.

Zbigniew Kuźmiuk z Prawa i Sprawiedliwości wyjeździł 42 tysiące kilometrów za 48 tysięcy złotych. - To sporo, ale ja posługuję się tylko swoim samochodem, nie korzystam z samolotów ani z pociągów - stwierdził polityk.

Z Radomia do Warszawy jest 100 kilometrów - poseł tłumaczy, że liczba kilometrów wzięła się stąd, że jest w Sejmie nie tylko w dni posiedzeń.

Rekordzistą jest poseł Koalicji Obywatelskiej Piotr Kandyba, który rozliczył kilometrówki za 48 300 złotych. Jego okręg wyborczy to Warszawa, biuro ma w Piasecznie. Parlamentarzysta tłumaczy, że jest ciągle w ruchu i dużo po okręgu podróżuje, a o sobie sam pisze poseł-pielgrzym.

"Każdy, kto podróżował przez czy wokół Warszawy wie też doskonale, że często najkrótsza trasa nie jest wcale najszybszą" - przekazał w jednym z wpisów.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Kilometrówki senatorów i wykorzystane limity. "Im to w wielu wypadkach naprawdę nie przeszkadza"

Na drugim miejscu Łukasz Mejza, który jeździ nie tylko szybko, ale jak się okazuje dużo i nie tylko swoim autem. Za taksówki Sejm zapłacił posłowi prawie 12 470 złotych. Do tego dochodzi najem samochodu i loty za 115 tysięcy złotych. Łącznie rozliczył kilometrówki na 48 100 złotych.

Łukasz Mejza
Łukasz Mejza
Źródło zdjęcia: Radek Pietruszka/PAP

Na podium znalazł się też poseł PSL-u Jarosław Rzepa, który wyjeździł paliwo za 47 tysięcy złotych - mieszka w Szczecinie, do domu ma 520 kilometrów.

Politycy, bez względu na przynależność partyjną, jeżdżą dużo

Sprawa kilometrówek łączy wszystkie ugrupowania. Po lewej stornie sporo pytań wywołały podróże Anny Marii Żukowskiej. Mieszka w Warszawie, biuro też ma w stolicy. Przewodnicząca Klubu Lewicy wyjeździła 33 tysiące kilometrów za 38 tysięcy złotych.

Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty wyjaśnił, że posłanka Lewicy ma kilka biur, między innymi w Radomiu. - To nie jest tak, że Sejm jest kilometr od jej domu - dodał.

Posłowie z reguły tłumaczą, że ciągle są w drodze, że jeżdżą do swoich okręgów, że są wśród wyborców. - Ja mam okręg wyborczy daleko, bo to jest ponad 430 kilometrów od Warszawy - wyjaśniał Robert Kropiwnicki z Koalicji Obywatelskiej, który w rok wyjeździł 43 tysiące kilometrów.

Mariusz Gosek z PiS przekonywał, że "wyjeździł 50 tysięcy kilometrów więcej niż zadeklarował". - Dlatego, że jestem wśród obywateli - podkreślił.

Wyjątkowo zajęty jest również rzecznik PiS-u. Przejazdy samochodem Rafała Bochenka do krakowskiego okręgu kosztowały podatników ponad 47 tysięcy złotych, do tego 25 tysięcy złotych na taksówki.

W ruchu jest też minister sportu Jakub Rutnicki, który w 2025 roku wyjeździł 35 tysięcy kilometrów za 40 tysięcy złotych, ale w połowie ubiegłego roku został ministrem i przysługuje mu służbowe auto. - Każdego dnia dziesiątki, setki kilometrów, bo spotykam się każdego dnia z mnóstwem samorządowców - wyjaśniał.

System rozliczania kilometrówek za ten rok zmienił marszałek Sejmu. Posłowie, gdy wyjadą poza swój okręg, będą musieli zdawać sprawozdanie z tras, a podróżując w okręgu nie mogą wydać więcej niż 1725 złotych miesięcznie.

Źródło: TVN24
Autorka/Autor: Łukasz Łubian
Czytaj także: