PO o podsłuchiwaniu dziennikarzy. Apelują do Szydło i pokazują dokument

Polska

Posłowie PO zaprezentowali dokument zawierający wyniki audytu ws. podsłuchiwania dziennikarzytvn24
wideo 2/25

Posłowie PO zaprezentowali w środę kopię dokumentu, który - jak mówili - stanowi dowód, że w czasach rządów PO-PSL nie stosowano nielegalnych podsłuchów wobec dziennikarzy. Zażądali też wyjaśnień od polityków PiS dlaczego w tej sprawie wprowadzali w błąd opinię publiczną.

Tuż przed sejmowym głosowaniem o wotum nieufności dla szefa MSW, posłowie opozycji wzywali premier, aby zdymisjonowała ministra Błaszczaka, gdyż jest to "osoba, która kłamie i wprowadza w błąd" również samą premier.

Według posła Brejzy szef MSW "oszukał" wszystkich polskich parlamentarzystów i opinię publiczną "utajniając wyniki audytu" (chodzi o audyt dot. ewentualnego podsłuchiwania dziennikarzy zlecony przez byłego komendanta głównego policji insp. Zbigniewa Maja - red.). Posłowie PO zaprezentowali jednocześnie dziennikarzom kopię dokumentu, który do Stanisława Trociuka, zastępcy Rzecznika Praw Obywatelskich, 12 stycznia wystosował insp. Maj.

Zdaniem posła Marka Wójcika (PO), z pisma tego "jasno wynika, że insp. Maj już 12 stycznia wiedział o tym, że nie było żadnych nielegalnych podsłuchów zakładanych przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych". - Już 12 stycznia było wiadomo, że nie można mówić, że nie było żadnej inwigilacji dziennikarzy, żadnych 80 nielegalnie założonych podsłuchów" - powiedział poseł Platformy.

Brejza: minister Błaszczak kłamie i oszukał opinię publiczną

Brejza zarzucił premier Beacie Szydło, że pomimo pisma, które Maj skierował do zastępcy Rzecznika Praw Obywatelskich, 19 stycznia "w Parlamencie Europejskim kolportowała informacje o tym, że w Polsce za rządów Platformy Obywatelskiej władza podsłuchiwała nielegalnie 80 dziennikarzy". - Mimo tego dokumentu 24 lutego, 36 dni po jego sporządzeniu, minister Błaszczak na komisji spraw wewnętrznych i administracji na pytanie posłów PO o wyniki tej kontroli kłamie i mówi, że ta kontrola cały czas ma miejsce, sugeruje, że tego dokumentu nie ma. Ten dokument znajduje się m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich - powiedział poseł PO. Brejza i Wójcik mówili też, że politycy PiS powinni wyjaśnić, dlaczego w sprawie podsłuchów dziennikarzy wprowadzali w błąd opinię publiczną. - Dziś wyjaśnienia wymaga dlaczego politycy PiS, w tym ministrowie polskiego rządu jeszcze przez miesiąc opowiadali nieprawdę, jeszcze przez miesiąc powoływali się na informacje, które już w styczniu można było zweryfikować. Dziś pani premier powinna zmierzyć się z tą informacją, pani premier powinna opinii publicznej wyjaśnić, dlaczego jeszcze przez miesiąc pozwalała, żeby ministrowie wprowadzali w błąd opinię publiczną - powiedział Wójcik.

Suski: podsłuchy były

Przed samym głosowaniem nad wnioskiem o wotum nieufności dla ministra Mariusza Błaszczaka, poseł PO Marek Wójcik (już na sali sejmowej - red.), składając wniosek o przerwę w obradach, przypomniał o dokumencie sporządzonym przez byłego już Komendanta Głównego Policji Zbigniewa Maja.

- Nie było żadnej inwigilacji dziennikarzy. Panie ministrze, z pisma podpisanego przez komendanta Maja wynika jednoznacznie, już 12 stycznia było wiadomo, że informacje o 80 nielegalnie założonych podsłuchach się nie potwierdziły. Opinia publiczna domaga się w tej sprawie - powiedział na mównicy sejmowej poseł Wójcik. - Mogę państwu powiedzieć, że podczas posiedzenia komisji służb specjalnych uzyskaliśmy informacje na temat kilkudziesięciu podsłuchów dziennikarzy. Jeśli chodzi o szczegóły, były tam i legalne, i nielegalne podsłuchy. Szanowni państwo, jeśli chodzi szczegóły, nie mogę nic więcej mówić, bo jest to informacja tajna, więc proszę nie wprowadzać opinii publicznej w błąd. Podsłuchy były - odpowiedział Wójcikowi poseł PiS Marek Suski.

W głosowaniu Sejm odrzucił wniosek PO o wyrażenie wotum nieufności wobec szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka. Głosowało 443 posłów. Za poparciem wniosku o wotum nieufności wobec szefa MSWiA opowiedziało się 177 posłów (z PO, Nowoczesnej, PSL i 4 posłów Kukiz'15), przeciwko było 239 (wszyscy posłowie PiS, sześciu posłów Kukiz'15, dwóch niezrzeszonych). Wstrzymało się 27 posłów - wszyscy z klubu Kukiz'15.

Sejm odrzucił w środę wniosek PO o wyrażenie wotum nieufności wobec szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka. Wcześniej w Sejmie odbyła się debata w tej sprawie. - Mam pełne zaufanie do ministra Błaszczaka - mówiła premier Beata Szydło. (http://www.tvn24.pl)

Zieliński: poseł złamał prawo

Pod koniec 2015 r. insp. Maj powołał grupę, która miała sprawdzić, czy funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Policji podsłuchiwali dziennikarzy w związku z tzw. aferą podsłuchową. W styczniu informowano m.in., że kontrolerzy natrafili na materiały, które świadczą, że w zainteresowaniu śledczych pojawiali się dziennikarze i ich rodziny. Sam Maj mówił wówczas, że wobec dziennikarzy i ich rodzin "były stosowane formy pracy policji".

O ujawniony w środę dokument dziennikarze - po głosowaniu ws. wniosku dotyczącym wotum nieufności dla szefa MSW - zapytali w Sejmie wiceministra w MSWiA Jarosława Zielińskiego. - Poseł, który dzisiaj to pismo przekazał pani premier złamał prawo, ponieważ to pismo jest oklauzulowane. Naruszył on, i ten kto mu to pismo dał, ustawę o ochronie informacji niejawnych - powiedział Zieliński. Według niego, pismo "nie mogło być uzyskane w tym trybie, w którym uzyskał je poseł". - Organ, który mu je udostępnił, też powinien być prawnie pociągnięty do odpowiedzialności, jakiej - to kwestia analizy - zaznaczył wiceszef MSWiA. - Badanie w sprawie nielegalnych podsłuchów dziennikarzy nie zakończyło się, posłowie PO nie mają pełnej wiedzy na ten temat - tak do zarzutów Platformy odniósł się wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński (PiS). Jego zdaniem ujawnienie dokumentu mogło być złamaniem prawa.- Zastanowimy się, co z tym zrobić, bo w Polsce przepisów każdy musi przestrzegać, posłowie PO również. A im się wydaje, że ich to nie obowiązuje - dodał Zieliński. Polityk ostrzegał też posłów PO "przed wnioskami zbyt pochopnymi". - Oni ogłaszają triumfalnie, że nie było żadnych działań inwigilujących dziennikarzy, a ja na ich miejscu bym tego nie ogłaszał, bo po pierwsze nie mają pełnej wiedzy o tej sprawie, po drugie - jej badanie nie zostało dokończone - powiedział wiceszef MSWiA.

"Sprawa stanowi część większej całości"

Podkreślił, że sprawa stanowi "część większej całości", która zostanie przedstawiona, m.in. gdy Biuro Spraw Wewnętrznych "doprowadzi swoje działania audytowe do końca". Według niego, gdyby nie zdarzenia jak np. wniosek o odwołanie szefa MSWiA, działania te toczyłyby się szybciej. - Nie dałbym nie tylko głowy, ale i małego palca za takie twierdzenie, że nie było działań inwigilujących dziennikarzy niezgodnych z prawem - powiedział Zieliński. Sprawa audytu w BSW była w lutym omawiana na posiedzeniu sejmowej komisji spraw wewnętrznych i administracji. Koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński powiedział tam, że "istnieje lista 48 dziennikarzy, którzy w czasach rządów PO i PSL byli inwigilowani przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego". Z kolei 11 marca przekazał posłom sejmowej komisji ds. służb specjalnych listę 52 dziennikarzy, którzy byli w zainteresowaniu operacyjnym ABW i CBA za rządów Platformy. Nie zdradził żadnych nazwisk. Na początku lutego KGP przekazała raport z audytu ws. działań funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych w związku z "aferą taśmową" stołecznej prokuraturze okręgowej, która od roku prowadzi postępowanie sprawdzające w tej sprawie. Śledztwo wszczęto po publikacji "Gazety Wyborczej", która w lutym 2015 r. pisała, że tajna grupa utworzona latem 2014 r. badała, czy za "aferą podsłuchową" stoją byli szefowie ABW, SKW i BOR oraz urzędujący szef CBA.

Autor: tmw/kk / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24