W poniedziałek RARS poinformowała o złożeniu zawiadomienia do prokuratury w sprawie tzw. "afery węglowej" z czasów rządu PiS. Chodzi o wydarzenia z 2022 roku, kiedy w związku z potrzebą dostarczenia węgla gospodarstwom indywidualnym rząd premiera Mateusza Morawieckiego zdecydował, aby surowiec ten kupić z krajów takich jak Kazachstan, Kolumbia i Australia.
Szef MSWiA Marcin Kierwiński mówił w środę w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24, jednym z głównych budzących wątpliwości wątków jest fakt, że kupiony węgiel nie spełniał standardów jakości. - Mówię to bardzo jasno, zarzutem moim nie jest to, że kupowano węgiel, tylko że kupiono chłam, że kupiono coś, co się do niczego nie nadaje - mówił.
- Jak dziś słyszę polityków PiS, którzy bronią tej idiotycznej decyzji i mówią: "kupowaliśmy węgiel, żeby pomóc Polakom", to ja zadaję im jedno proste pytanie: ile z tych 750 tysięcy ton tego miału, które kupili, przekazali Polakom? Okrągłe zero, bo wiedzieli, jak przyjmowali ten węgiel, że on się do niczego nie nadaje - podkreślił szef MSWiA.
"To wygląda na wielki szwindel"
Jak dodał, kolejnym aspektem tej sprawy są pośrednicy zaangażowani w zakup węgla. - Dziwna jest praktyka, w której za dostawę węgla odpowiadają spółki, które były powołane dwa, trzy, cztery tygodnie wcześniej i nie mają żadnego doświadczenia - podkreślił.
- Dziwne jest to, że w styczniu 2022 roku RARS podpisuje list intencyjny, że od danej spółki będzie kupował węgiel, a decyzja o utworzeniu tej rezerwy jest podejmowana w maju 2022 roku - kontynuował Kierwiński. - To wygląda na wielki szwindel - podkreślił.
Niegospodarność czy przekręt?
Zapytany, czy jest to kwestia niegospodarności przez nadzorowany wtedy przez PiS RARS, czy mówimy już o popełnieniu przestępstwa, Kierwiński odparł, że "niegospodarność na pewno, a czy przekręt, nie wiem, na to musi odpowiedzieć prokuratura".
- Wiem, że dziwnym trafem wszystko, co kupowano w trybie takim nadzwyczajnym przez RARS, nadzorowanym przez Morawieckiego, okazywało się jednym wielkim przekrętem - powiedział Kierwiński. Jak ocenił, "każdy kryzys służył do tego, aby generować tak naprawdę dziwne transakcje".
Spór o program SAFE? Tutaj nie ma żadnej rozmowy, jest tylko polityka
Szef MSWiA skomentował także spór o ustawę wprowadzającą program SAFE. Po przyjęciu poprawek do niej w zeszłym tygodniu przez Senat czeka ona jedynie na podpis prezydenta. Dyskusję podgrzał w poniedziałek sam premier Donald Tusk, który w mediach społecznościowych nazwał polityków sprzeciwiających się tej ustawie "zakutymi łbami". Potem tłumaczył się ze swoich słów.
Marcin Kierwiński nie dostrzegł w wypowiedzi premiera niczego niewłaściwego. Jak mówił, politycy PiS krytykują SAFE nie zapoznawszy się z listą wydatków, na które unijne pieniądze zostaną przeznaczone. - Proszę popatrzeć, jakie argumenty padają po stronie PiS-u. Nie czytali załącznika, nie wiedzą, co w tej ustawie jest, ale mówią, że "uzależnimy się od Niemiec", "to jest niemiecki dyktat", "to jest sprzedanie polskiej niepodległości" - podkreślił.
- Tutaj nie ma żadnej rozmowy merytorycznej, jest tylko polityka. Jeżeli ktoś wybiera w tak fundamentalnych kwestiach polskie bezpieczeństwo politykierstwo, a nie bezpieczeństwo, to jest zakutym łbem - ocenił Kierwiński.
Zapytany, czy tak ostry język wobec przeciwników programu SAFE nie zamyka jakiejkolwiek dyskusji na ten temat, Kierwiński odparł, że "tych, którzy posługują się tego typu kłamliwą retoryką należy określać bardzo, bardzo twardo i mocno i to robimy".
Dodał on również, że rząd nie prowadził żadnych negocjacji z prezydentem Karolem Nawrockim, by skłonić go do podpisania ustawy wprowadzającej program SAFE. - To są zbyt ważne sprawy, aby podlegały prostym dealom politycznym, "pan prezydent jedno tak, drugie nie". To są zbyt fundamentalne sprawy - powiedział Kierwiński.
"Ten, kto tak myśli, nie zna Donalda Tuska"
W zeszłym tygodniu doszło do rozłamu w Polsce 2050. Grupa 18 parlamentarzystów utworzyła nowy klub o nazwie Centrum. Marcin Kierwiński zaprzeczył stanowczo, aby politycy Koalicji Obywatelskiej brali udział w tym procesie oraz aby rozpad koalicjanta był partii na rękę.
Jak podkreślił, "jesteśmy zainteresowani, żeby w koalicji, w partiach koalicyjnych był jak największy porządek". - Tego typu zmiany, rozpady, podziały, one zawsze generują dodatkową niepewność. Nie byliśmy tym zainteresowani i nic z tym nie robiliśmy - mówił. - Więcej partnerów to zawsze większe potencjalne ryzyko tego, że napięcia pomiędzy nimi (koalicjantami - red.) się narodzą - zaznaczył.
Zapytany, czy rozbicie jednego klubu na dwa mniejsze i mniej wypływowe nie jest w interesie KO, Kierwiński odparł, że "ten, kto tak myśli, nie zna Donalda Tuska". - Donald Tusk tak naprawdę chce rozmawiać z bardzo przewidywalnymi partnerami (...), on nie lubi długich deliberacji z wieloma środowiskami politycznymi - powiedział.
Autorka/Autor: Mikołaj Gątkiewicz/ads
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24