Prezydent USA Donald Trump wygłosił orędzie o stanie państwa. Było ono najdłuższe w historii - trwało godzinę i 47 minut. Większość przemówienia dotyczyła polityki wewnętrznej, tematom zagranicznym poświęcił znacznie mniej czasu.
Prof. Małgorzata Zachara-Szymańska z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ, autorka podcastu "Wolna Amerykanka" komentowała w TVN24 wystąpienie Trumpa.
Zachara-Szymańska: wystąpienia Trumpa mają coraz większą rozpiętość
- Nie wydaje się, żeby Donald Trump zdołał przekonać Amerykanów tym, że mówi coraz dłużej, bo rzeczywiście te jego wystąpienia mają coraz większą rozpiętość - mówiła.
Jej zdaniem w przemówieniu istotne było "to, że tym przekazem, który był sformułowany zaraz na początku, był przekaz o wielkości Ameryki, o tym, jak ekonomicznie, bo to dla wszystkich Amerykanów ma znaczenie, to państwo za czasów drugiej kadencji Donalda Trumpa się wzmocniło".
- Kłopot polega na tym, że rzeczywistość nie nadąża za wizją prezydenta, dlatego że on mówi o bezprecedensowym wzroście. Tymczasem gospodarka amerykańska w 2025 roku osiągnęła niższy wzrost niż w roku poprzednim - mówiła prof. Zachara-Szymańska. - Ten pierwszy okres bieżącego roku też nie jest jakiś szczególnie spektakularny - dodała.
- Obniżono podatki dla najbogatszych, a podwyższono, właściwie z pewnymi niewielkimi wyjątkami, na które Donald Trump zwraca uwagę, dla tych, którzy gdzieś tam na dole drabiny społecznej się sytuują i dla klasy średniej, co jest kolejnym takim kamyczkiem do tego ogródka ogólnej pauperyzacji - oceniła.
Jak mówiła prof. Zachara-Szymańska, Trump "kształtuje taką percepcję, że ta wielka Ameryka, ona jest tuż za rogiem i musimy jeszcze odrobinę mieć cierpliwości, i ona się już wyłania i zaraz ją zobaczymy".
"To była lekcja fitnessu dla polityków Partii Republikańskiej"
Komentując przebieg przemówienia Trumpa, ekspertka mówiła, że "to była taka lekcja fitnessu dla polityków Partii Republikańskiej". - Dlatego że niemalże tam co trzy, cztery, pięć zdań oni powstawali z oklaskami i następnie podnosili się znowu w tym niegasnącym entuzjazmie dla swojego przywódcy - oceniła.
- Wydaje mi się, że to jest taki obrazek, który na poziomie wizualnym może oddziaływać na odbiorców Donalda Trumpa - powiedziała. - On mówi tak, słuchajcie, to są ludzie, którzy pochodzą z waszych okręgów wyborczych i oni są zachwyceni tym wszystkim, co my tutaj robimy, więc dlaczego wy, którzy na nich głosowaliście, mielibyście w jakiś sposób swój zachwyt powstrzymywać - mówiła.
Jak oceniła prof. Zachara-Szymańska, Trump pojawia się "wszędzie tam, gdzie jest widowisko". - On bierze odpowiedzialność za wszystko to, co wydarzyło się znakomitego i co jest powodem dla radości obywateli Stanów Zjednoczonych - mówiła.
- On po prostu wychodzi i mówi dosłownie niejednokrotnie: jam to, nie chwaląc się, sprawił - powiedziała.
Ekspertka oceniła, że w wystąpieniu Trumpa "nie pojawiły się takie wątki, które wzbudzają niepokój obywateli, komentatorów, analityków i reprezentantów Partii Demokratycznej". - To jest logika sprawowania urzędu przez tego wyjątkowo nastawionego na spektakl prezydenta - dodała.