- W tej sprawie kuriozum goni kuriozum. Dla rodziny to potęgowanie krzywdy i poczucia niesprawiedliwości - podkreśla adwokat Tomasz Krześniak, pełnomocnik bliskich zmarłej Edyty Wieczorek.
Przez 20 lat rodzice nie mogli sprzedać jej samochodu, żeby opłacić koszty procesu. Nie mogli zrobić nic z jej mieszkaniem, choć byli przekonani, że ich córka nie żyje. Nie mogli postawić jej pomnika na cmentarzu, a nawet zorganizować symbolicznego pożegnania.
12 lat czekali na prawomocny wyrok.
20 lat na akt zgonu córki.
Jej ojciec nie doczekał pogrzebu, zmarł.
Mieszkanie Edyty spłonęło, jej samochód będą musieli zezłomować.
Książę z bajki
Edyta Wieczorek miała 30 lat, dobrą pracę w zagranicznej firmie, kawalerkę w podwarszawskich Ząbkach i nowy samochód. Jedyne, czego jej brakowało, to drugiej połówki. I "strasznie, ale to strasznie, chciała już kogoś mieć" - mówi pełnomocnik jej rodziców.
Arkadiusz B. zaczepił ją na portalu randkowym. Był wrzesień 2005 roku.