Jak mówią polscy politycy i dlaczego używają wulgaryzmów również na mównicy sejmowej? O tym w drugiej części programu "Tak jest" w TVN24 Rafał Wojda rozmawiał z doktorem habilitowanym Michałem Rusinkiem (pisarz, literaturoznawca, tłumacz, autor książki "Trzewiokracja, czyli co tam piszczy w polityce"). - To ciekawe, że w języku polskim mamy taką parę, gdzie po jednej stronie jest język parlamentarny, a po drugiej stronie jest język nie tyle nieparlamentarny, co karczemny. To, z czym mamy do czynienia w przypadku niektórych polityków, to jest właśnie język karczemny. On się pojawia, kiedy człowiekowi puszczają nerwy - stwierdził Rusinek. Dodał, że "żyjemy w bardzo nerwowych czasach". - Rzeczywistość stawia nas w sytuacjach nerwowych, ale też mam wrażenie, że jak otwieramy sobie portal informacyjny, to nie mamy tam informacji, tylko mamy emocje. Emocje stają się nie czymś dodanym do naszego życia, tylko czymś podstawowym - tłumaczył gość TVN24. Jego zdaniem, "nie ma powodu, dla którego politycy mieliby zachowywać się inaczej niż reszta społeczeństwa". - Nie jest powiedziane, że jeżeli ktoś ma większy zasób słów i jest bardziej oczytany, to będzie od razu lepszym politykiem. Przychodzi mi do głowy taki polityk, który jest świetnie wykształcony i świetnie posługuje się językiem, ale mam wrażenie, że ten jego język pisany jest cyrylicą - podsumował Rusinek, odnosząc się do Grzegorza Brauna.