Ruch ma ambitny cel – skutecznie wpływać na jakość życia politycznego. Tadeusz Jedynak jest zdziwiony faktem wpisania go na listę: – Jak się na niej znalazłem? Nie wiem. Mogę tylko przypuszczać – ocenia. Sądzi, że został „hurtowo” wpisany przez któregoś z kolegów związkowców wraz z innymi byłymi członkami podziemnej Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ Solidarność z czasu stanu wojennego.– Swojego podpisu osobiście nigdzie nie składałem. Nie wykluczam, że jak przeczytam jakieś dokumenty, to idee Ruchu mi się spodobają. Nie zamierzam jednak uczestniczyć w żadnej inicjatywie partyjnej, tym bardziej u boku prezydenta Kwaśniewskiego – zastrzega Jedynak. Tymczasem, jak zarzekają się twórcy Ruchu, absolutnie nie należy kojarzyć go z komitetem wyborczym Aleksandra Kwaśniewskiego, ani też z żadną nową partią polityczną. Ruch nie ma ambicji politycznych i wyborczych. – Naszym celem nie jest uczestnictwo w walce o władzę, lecz w walce o jakość sprawowania władzy – czytamy w deklaracji ideowej. Obserwatorzy życia politycznego nie dowierzają jednak zapewnieniom twórców Ruchu. – Nie po to Kwaśniewski wracał do polityki, żeby tworzyć polityczny salon. Były prezydent ma tyle politycznego seksapilu, że z pewnością liczy na więcej – diagnozuje politolog Marek Migalski. – Uważam, że celem ostatecznym jest powstanie formacji na lewo od PO, ponad Lewicą i Demokratami. Im szersza reprezentacja ideowa, tym lepiej. Na razie mamy do czynienia z poligonem doświadczalnym
Źródło: "Dziennik Zachodni"