Prokuratura: policjant mógł być "kretem" przestępców. "Tego się nie wybacza"

Zatrzymany policjant pracował w kutnowskiej komendzie
Policjant usłyszał zarzuty
Źródło: TVN24 Łódź

O kulisach przygotowywanych policyjnych akcji miał mówić osobom postronnym przynajmniej trzy razy. Zdaniem prokuratury w co najmniej jednym przypadku intencja była jasna: utrudnienie postępowania i pomoc podejrzanemu, na którego zasadzali się jego koledzy z policji. Marcin R., funkcjonariusz z Kutna (woj. łódzkie) jest podejrzany o przestępstwo, którego wśród policjantów się nie wybacza.

W służbie od 12 lat. Młodszy aspirant Marcin R. pracował w dziale dochodzeniowo-śledczym.

- Ułożony chłopak. Żona, dziecko. Budził zaufanie - opowiada nam policjant, który przez wiele lat współpracował z R.

Dziś podejrzanym o przekroczenie uprawnień.

- Pozyskiwał informacje o czynnościach prowadzonych przez innych funkcjonariuszy i przekazywał je osobom trzecim - informuje Tomasz Szczepanek z łódzkiej prokuratury.

Wyjaśnia, że funkcjonariusz jest podejrzany o to, że wrażliwe informacje przekazał trzem osobom.

- W jednym przypadku doszło do usiłowania utrudnienia postępowania karnego poprzez udzielenie pomocy podejrzanemu, wobec którego miały być prowadzone czynności - mówi prokurator.

Policjant nie przyznał się do winy. Odmówił składania wyjaśnień. Przebywa na wolności, musiał wpłacić 8 tysięcy złotych kaucji. Został też zawieszony w obowiązkach służbowych.

- Od jakiegoś czasu nie miał problemu z tym, że na facebooka wrzucał foty z ludźmi, którzy byli mocno szemrani. Oby jednak informacje o zdradzie się nie potwierdziły, bo nie ma większego wstydu - opowiadają kutnowscy policjanci.

Zdrada

Sprawę Marcina R. badali funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych. To policja w policji.

- Jest nas około trzystu. Nie jest tajemnicą, że nie jesteśmy zbyt lubiani - opowiada jeden z nich w rozmowie z tvn24.pl.

BSW ma swoją komórkę w każdym mieście wojewódzkim. Zazwyczaj nie zajmują się sprawami funkcjonariuszy ze swojego rejonu.

- Chodzi o to, żeby mieli jak największą szansę na badanie zagadnienia bez wiedzy zainteresowanych - opowiada insp. Mariusz Ciarka, rzecznik Komendanta Głównego Policji.

W BSW nie chcą mówić o tym, jak rozpracowywali Marcina R. Ale - jak mówią funkcjonariusze - nie jest to nietypowa sprawa. W 2016 roku 36 funkcjonariuszy usłyszało zarzuty przekroczenia uprawnień i przekazywania poufnych informacji osobom trzecim. Rok temu problem był jeszcze większy - status podejrzanych przyznano 47 policjantom. To dane z opublikowanego w zeszłym tygodniu raportu, w którym Biuro podsumowuje roczne wyniki swojej pracy.

- Jak mamy kreta, to jest tylko jedna metoda działania. Procedura wykluczenia- mówi jeden z policjantów BSW.

Jak to wygląda w praktyce? Nasz rozmówca tłumaczy, że BSW kontroluje się grupę, do której dociera informacja o planowanych działaniach policji. Potem sprawdzają, czy doszło do przecieku. W ten sposób wykluczają kolejnych podejrzewanych.

- To mocno czasochłonne, ale inaczej się nie da. Im mniejsza grupa, tym szybciej wytypujemy, kto kontraktuje się z przestępcami - słyszymy.

„Kret” po wykryciu – jak opowiadają nasi rozmówcy – wylatuje z policji.

- Potem często przechodzą na stronę przestępców. Pamiętam historię doświadczonego funkcjonariusza, który w końcu trafił za kraty jako członek zorganizowanej grupy przestępczej - mówi policjant BSW.

Upoważnieni

Funkcjonariusze BSW - w czasie prowadzenia działań - są upoważnieni do zabezpieczania dokumentów i zabezpieczania materiałów bez wcześniejszej zgody przełożonych komórek, w których prowadzone są działania.

- Cały materiał dowodowy od razu przekazywany jest prokuraturze. Chodzi o to, żeby zapewnić pełną transparentność działań BSW - tłumaczy Mariusz Ciarka z Komendy Głównej Policji.

Tłumaczy, że „policja w policji” bada wszystkie informacje o tym, że funkcjonariusze mogli dopuścić się przestępstw.

- Przyłapani przez nas przestępcy często „rewanżują” się oskarżeniami, które oczerniają funkcjonariuszy. Biuro Spraw Wewnętrznych weryfikuje każdy trop i często przywraca dobre imię policjantów – zaznacza Mariusz Ciarka.

Ale metody używane przez BSW nie podobają się wszystkim.

- W policji jest 120 tysięcy funkcjonariuszy i pracowników cywilnych. W takiej grupie zawsze znajdą się czarne owce. Ale "policja w policji" w pościgu za statystykami stosuje środki, które są nieakceptowalne. Stosują zasadę, że "jeńców się nie bierze" – mówi Krzysztof Balcer, szef związków zawodowych policji w Łodzi.

Opowiada historię działań BSW w szeregach łódzkich związków zawodowych.

- Zabezpieczyli bez żadnego uzasadnienia nasze dokumenty, których nie odzyskaliśmy. Zablokowano też środki na naszym koncie. Minęło półtora roku, a w sprawie nic się nie dzieje - opowiada Balcer.

Szef związkowców tłumaczy, że działania miały związek z rzekomymi nieprawidłowościami w rozliczeniach środków.

- Sąd stwierdził, że część działań BSW było bezzasadne. Teraz domagamy się, żeby policjanci z BSW ponieśli konsekwencje przekroczenia uprawnień. Jeżeli ktoś ma strzec standardów, to sam nie może łamać prawa - mówi Balcer.

***

Ze statystyk BSW wynika, że w 2017 roku policjantom przedstawiono 27 zarzutów przeciwko życiu i zdrowiu (w tym zarzuty zabójstwa), 23 przeciwko wolności i 52 przeciwko mieniu. Najwięcej jednak, bo aż 442 tyczyło się przestępstw przeciwko działalności instytucji państwowych i samorządowych. W tym zawarte są podejrzenia przestępstw np. o korupcję.

Autor: bż/gp / Źródło: TVN24 Łódź

Czytaj także: