Do zabójstwa Łukasza Masiaka, od 2010 r. dziennikarza własnego portalu internetowego naszamlawa.pl, doszło w nocy 14 czerwca 2015 r. w kręgielni, w jednym z nocnych lokali w Mławie.
Według biegłych, mężczyzna zmarł w wyniku kopnięcia w głowę. Bartosz N. zbiegł i ukrywał się przez ponad pół roku. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Na początku lutego 2016 r. zgłosił się do płockiej Prokuratury Okręgowej.
Postawiono mu wtedy zarzut działania z zamiarem ewentualnego pozbawienia życia mławskiego dziennikarza. Bartosz N. nie przyznał się do zabójstwa. Utrzymywał, że doszło do nieszczęśliwego wypadku.
Pierwszy wyrok
W kwietniu tego roku płocki sąd skazał Bartosza N. na karę 7 lat więzienia. Ogłaszając wyrok, sąd zmienił kwalifikację czynu z zabójstwa na spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego skutkiem był zgon dziennikarza.
Sąd ustalił, że Bartosz N. kopnął w szyję Masiaka, w wyniku czego doszło do pęknięcia tętnicy kręgowej oraz masywnego krwawienia, "przy czym następstwem tego czynu była spowodowana nieumyślnie śmierć" dziennikarza.
W ocenie sądu, który powołał się m.in. na zeznania świadków, Bartosz N. nie działał z premedytacją, czyli z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia. Zdaniem sądu materiał dowodowy nie przekonuje również, aby działalność dziennikarska miała związek ze śmiercią Masiaka. Przyczyną miał być zatarg natury towarzyskiej.
Relacja po wyroku pierwszej instancji w sprawie Bartosza N.
Dwie apelacje
Podczas wtorkowej rozprawy odwoławczej prokuratura i oskarżyciel posiłkowy mówili, że nie zgadzają się z przyjętą przez sąd kwalifikacją czynu. Według nich N. działał z zamiarem ewentualnego pozbawienia życia; zwracali uwagę, że oskarżony bił z ogromną siłą, zadawał perfekcyjne ciosy, bo sam ćwiczył sztuki walki. Wiedział, jak uderzyć, aby zabić. Przypomnieli, że po zdarzeniu N. uciekł i ukrywał się przez kilka miesięcy; zdawał sobie sprawę z tego, co zrobił.
Strona przypomniała także, że N. na chwilę przed zdarzeniem kontaktował się z mężczyzną, który określany jest jako lokalny przestępca i zaraz po zdarzeniu również telefonował do niego. Ofiara miała pisać o tym mężczyźnie artykuły i dlatego zdarzenie mogło mieć z tym związek.
"Obydwaj po alkoholu"
Obrońca oskarżonego nie zgadzał się z argumentami prokuratury i oskarżyciela posiłkowego. Jego zadaniem wydźwięk społeczny, jaki nadano sprawie, od samego początku utrudnił zachowanie obiektywizmu. Zdaniem obrony bezpodstawne jest wiązanie zdarzenia z działalnością dziennikarską ofiary. Obrona podziela zdanie sądu I instancji, że jego przyczyną był zatarg natury towarzyskiej, a całe zajście spowodował dziennikarz. Tak że nie można mówić o N., że działał z zamiarem pozbawienia życia.
Przekonywał, że jego klient "ma uczucia, wielu pomagał", zwłaszcza niepełnosprawnym, a całe zdarzenie "odcisnęło piętno na jego życiu".
- To nie jest tak, że jedna osoba jest święta, a druga zła - mówił obrońca.
Przypomniał, że zarówno N., jak i dziennikarz byli w chwili zdarzenia pod wpływem alkoholu. Według obrony, żadne zebrane dowody nie wskazują na to, że jego klient liczył się ze śmiercią ofiary.
Po wysłuchaniu stron Sąd Apelacyjny postanowił - ze względu na zawiłość sprawy - odroczyć ogłoszenie wyroku do 19 października.
Bartosz N. długo ukrywał się przed policją
Autor: bż/i/jb / Źródło: TVN24 Łódź, PAP
Źródło zdjęcia głównego: TVN24 Łódź