Historyczny koncert przerwany niepogodą

The Cure na Open'er Festival 2026
Open'er 2026 - pierwszy dzień festiwalu
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: fot. Maciej Czyżewski / Open'er Festival 2026 / Alter Art
Chociaż przed nami jeszcze jeden dzień Open'er Festival 2026, to już mamy za sobą punkt kulminacyjny tegorocznej edycji. Koncert The Cure zapisał się jako jeden z najważniejszych w historii tego festiwalu. Pomimo tego, że Brytyjczycy ze względu na pogodę musieli skończyć przed czasem.

Open'erowy piątek pokazał, że to nie tylko festiwal muzyczny, ale również impreza z elementami obozu przetrwania. Przeszywające na wskroś mocne podmuchy wiatru, temperatura odczuwalna między 10 a 12 stopni Celsjusza oraz momentami mocny deszcz nie ułatwiały czerpania radości z muzyki.

Mało tego: niekorzystne warunki pogodowe spowodowały problemy techniczne, przez co zaplanowany na godzinę 19 koncert Slowdive wystartował z 40-minutowym opóźnieniem. W efekcie ich występ trwał jedynie 38 minut, a szkoda, bo grali wspaniale. Nie było jednak mowy, żeby zrobić przetasowania w programie. Ze względu na międzynarodową transmisję online występu The Cure, legendarna grupa musiała wyjść punktualnie o 21.

The Cure na Open'er Festival 2026
The Cure na Open'er Festival 2026
Źródło zdjęcia: fot. Maciej Czyżewski / Open'er Festival 2026 / Alter Art

The Cure to jedna z tych grup, których nikomu nie trzeba przedstawiać. Jestem przekonany, że nawet jeśli ktoś nie zna jej historii czy całego dorobku, to musiał chociaż raz w życiu usłyszeć jeden z ich nieśmiertelnych hitów. Począwszy od "Boys Don't Cry", "The Lovecats", "In Between Days", "Close To Me", "Just Like Heaven", "Lullaby", "Never Enough" czy "Friday I'm in Love". Na koncie mają 14 albumów studyjnych, a jak przekonywał w ostatnich wywiadach Robert Smith, kolejne dwa czekają gotowe na premierę.

The Cure w Polsce zadebiutowali prawie 30 lat na koncercie, który odbył się 15 listopada 1996 roku w katowickim Spodku. W kolejnych dekadach dali jeszcze sześć występów w naszym kraju. Na gdyński festiwal początkowo mieli przyjechać w 2020 roku, ale ze względu na szalejącą wówczas pandemię impreza się nie odbyła.

Ten koniec świata może być bardzo przyjemny
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:

Ten koniec świata może być bardzo przyjemny

Warto było czekać latami na ten występ, bo to z całą pewnością jeden z najważniejszych w dotychczasowej 24-letniej historii Open'era. Mimo trudnej pogody, przed sceną zgromadziło się przynajmniej kilkanaście tysięcy osób. Przyglądając się niektórym nieznajomym w bliższym i dalszym otoczeniu, szybko odniosłem wrażenie, że są na koncercie życia.

Finał przed czasem

Zaczęli hitem "Plainsong" z krążka "Disintegration" z 1989 roku - jednego z najważniejszych albumów historii. A potem sięgali po kolejne z najróżniejszych okresów kariery. Łącznie podczas ponad dwugodzinnego show zagrali 26 piosenek. Na koniec pojawiły się "The Lovecats", "Friday I'm in Love" oraz "Boys Don't Cry". Usłyszeć je na żywo to marzenie niejednej osoby. Żadne nagrania wideo nie są w stanie oddać tych emocji.

The Cure na Open'er Festival 2026
The Cure na Open'er Festival 2026
Źródło zdjęcia: fot. Maciej Czyżewski / Open'er Festival 2026 / Alter Art

Przed "Boys Don't Cry" Smith powiedział, że to "musi być" ich ostatnia piosenka wieczoru, ponieważ deszcz zalewa elektornikę na scenie. Zespół był zmuszony do zejścia ze sceny mniej więcej 15 minut przed końcem. Wiadomo nieoficjalnie, że grupa planowała jeszcze trzy utwory, między innymi "Close To Me".

Magia Coals, mroczne dźwięki Calvi

Oczywiście, open'erowy piątek to przede wszystkim The Cure, ale nie tylko. Program trzeciego dnia festiwalu otworzył magiczny występ grupy Coals. Pochodzący ze Śląska duet, tworzony przez Kachnę Kowalczyk i Łukasza Rozmysłowskiego, od 12 lat udowadnia, że jest jednym z najważniejszych przedstawicieli polskiej alternatywy. A mimo to - mam wrażenie - nie cieszą się rozpoznawalnością i uznaniem, na jakie zasługują. A zasługują na wszystkie zachwyty świata. W szczególności anielski wokal Kowalczyk, w którym trudno się nie zakochać. Chociaż znam ich twórczość, to na żywo zobaczyłem ich po raz pierwszy. Biję się w pierś, że tak długo z tym zwlekałem. Dzisiaj wybrzmiał przede wszystkim materiał z ich czwartego albumu "Magia", który ukazał się trzy tygodnie temu. Byli też goście specjalni: Hubert. (w numerze "primabalerina") oraz Kasia Lins w piosence "fanga".

Chwilę po Colas na scenę Alter Stage wyszła Anna Calvi - fenomenalna wirtuozka gitary i wokalistka, obdarzona mocnym głosem, porównywanym do śpiewaczek klasycznych. Z ogromną łatwością zawładnęła tłumem, porywając go w swój mroczny muzycznie świat. Z tego połączenia silnego wokalu i mocnych gitar wyszła uczta. Oby organizatorzy Open'era częściej sięgali po takie artystki jak Calvi.

Niezapomniane show zafundowała Amerykanka Ethel Cain, która do Polski przyjechała w ramach trasy "The Willoughby Tucker Forever Tour". Zaprezentowała materiał z dwóch pierwszych studyjnych płyt, które są częścią muzycznej trylogii Cain. Amerykanka - która jako pierwsza w historii artystka transpłciowa uplasowała swój krążek w zestawieniu Billboard 200 - zupełnie zasadnie była jedną z najbardziej wyczekiwanych gwiazd tegorocznej edycji Open'era.

Na scenie Tent Stage powstała scenografia nawiązująca do cmentarza z amerykańskiego Południa. Autorem tego projektu jest Oli Colman, który pracował w zespole odpowiedzialnym za scenografię dla Bad Bunny'ego na występ podczas Super Bowl. To właśnie ze scenografii Portorykańczyka pochodzi trawa, z którą podróżuje Cain. W tych okolicznościach wybrzmiały najróżniejsze odsłony jej oryginalnej mieszanki indie, folku, Americany i dark ambientu.

Ethel Cain
Ethel Cain
Źródło zdjęcia: Open'er Festival 2026 / Alter Art

Redagowała Katarzyna Guzik

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: