Choć od premiery filmu "Łup" minęło już kilka miesięcy, to znów jest o nim głośno za sprawą pozwu, który 6 maja złożyli Jonathan Santana i Jason Smith, zastępcy szeryfa hrabstwa Miami-Dade. Twierdzą oni, że thriller w reżyserii Joe Carnahana zawiera "zbyt wiele prawdziwych szczegółów", co zaszkodziło ich osobistej i zawodowej reputacji - podaje CNN, powołując się na treść pozwu złożonego w sądzie federalnym w Miami.
Ile wiader z pieniędzmi zatrzymali dla siebie?
Ben Affleck i Matt Damon zagrali w "Łupie" policjantów z południowej Florydy, którzy znajdują w pewnym domu miliony dolarów ukryte w wiadrach. To nawiązanie do autentycznej sprawy z 2016 roku, kiedy to policja znalazła w Miami Lakes ponad 21 milionów dolarów, powiązanych z osobą podejrzaną o handel marihuaną. Santana pełnił funkcję głównego detektywa przydzielonego do tej sprawy, a Smith był sierżantem nadzorującym zespół śledczy. Po emisji filmu "osoby trzecie pytały powodów, jakimi postaciami w filmie byli i ile wiader (z pieniędzmi - red.) zatrzymali dla siebie" - napisano w pozwie.
Chociaż Smith i Santana nie zostali wymienieni z imienia i nazwiska w filmie i nie brali udziału w jego produkcji, zdecydowali się pozwać Artists Equity, firmę producencką należącą do Afflecka i Damona. - Przedstawili policjantów jako skorumpowanych, przedstawili moich klientów jako skorumpowanych - powiedział stacji 7News adwokat funkcjonariuszy Ignacio Alvarez. - Ich reputacja została nadszarpnięta - przekonywał.
"Luźna inspiracja" kontra reputacja
Jak wynika z pozwu, obaj policjanci twierdzą, że ich "przyjaciele, członkowie rodziny i współpracownicy odnieśli wrażenie, że dopuścili się czynów przestępczych" takich jak te przedstawione w "Łupie". To między innymi spisek w celu kradzieży pieniędzy z handlu narkotykami, zabójstwo przełożonego, podpalenie budynków w dzielnicy mieszkaniowej i dokonanie egzekucji na agencie federalnym.
W aktach sprawy nie podano kwoty odszkodowania, o którą walczą policjanci. Funkcjonariusze domagają się rekompensaty, pokrycia kosztów sądowych, a także publicznego sprostowania.
Affleck i Damon o filmie
Ben Affleck i Matt Damon, promując film, zapewniali, że to historia "luźno oparta" na relacjach kapitana policji Miami-Dade, Chrisa Casiano, który podczas produkcji pełnił funkcję "doradcy technicznego". Damon powiedział też agencji Associated Press w styczniowym wywiadzie, że on i Affleck przygotowując się do filmu spędzali czas z Casiano i innymi funkcjonariuszami wydziału narkotykowego, aby lepiej zrozumieć ich pracę.
Leita Walker, prawniczka Artists Equity, stwierdziła, że "film nie przedstawia prawdziwej historii ani prawdziwych postaci, co zostało stwierdzone w zastrzeżeniu w napisach końcowych filmu" - podaje CNN. W jej ocenie funkcjonariusze Jonathan Santana i Jason Smith nie wskazali nawet, które postaci miałyby być na nich wzorowane, więc nie ma możliwości, by powiązać ich nazwiska z fikcyjnymi bohaterami.