Kraków

Ratują konie z Morskiego Oka. Groziła im rzeźnia

Kraków

KTOZAwans i Max miały trafić na rzeź

Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami informuje, że uratowało dwa konie z Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zwierzęta nie nadawały się już do zaprzęgów, które wożą turystów do Morskiego Oka i groziła im rzeźnia. - Mimo problemów finansowych wykupiliśmy zwierzęta, które teraz czekają na adopcję – mówi Paulina Boba, kierownik biura KTOZ.

Max ze względu na wiek nie był w stanie wozić turystów, siwy Awans nie "dogadywał" się z końmi w zaprzęgu. Miały trafić na rzeź.

Zadzwonili sami górale

Informację o tym, że można zwierzęta wykupić, Towarzystwu przekazali górale z Tatrzańskiego Parku Narodowego. - Kiedy pewnego dnia zadzwonił do nas góral i powiedział, że możemy od niego kupić konia za 4 tys. zł, była to dla nas duża kwota. Ale kiedy następnego dnia zadzwonił kolejny i zaproponował tyle samo za innego konia, baliśmy się, że w ogóle nie będziemy w stanie ich uratować– mówi Boba. – Nikt jednak nie był w stanie podjąć innej decyzji i skazać zwierząt na rzeź – dodaje.

Jak mówi, Towarzystwo zwróciło się do innych organizacji o pomoc finansową. Te jednak odmówiły. Sami górale również nie chcieli zgodzić się na zapłatę w późniejszym terminie. – Pożyczyliśmy pieniądze, zebraliśmy środki między członkami Towarzystwa i udało nam się odkupić zwierzęta.– mówi Boba.

Woziły turystów, teraz czekają na adopcję

Konie woziły turystów na drodze do Morskiego Oka. Max to wałach w typie szlachetnym, w wieku około 14 lat. Pod górę ciągnął pusty faciąg, a wracał na dół z turystami, którzy byli zbyt zmęczeni, żeby zejść na własnych nogach. Awans ma około 10 lat. Pracował przy rożnych imprezach okolicznościowych.

Teraz konie czekają na adopcję, która nie jest procesem prostym. Działacze Towarzystwa muszą najpierw dokonać kontroli, sprawdzić warunki panujące w stajni do której miały by trafić zwierzęta i to, czy właściciel zapewni im kontakt z innymi końmi. Podpisywana jest również umowa, która zapewnia, że zwierzęta nigdy nie trafią do rzeźni. Adoptowane konie nie mogą również być wykorzystywane do pracy, a jedynie do rekreacji.

Drogie utrzymanie

Towarzystwo ma nadzieję, że uratowane zwierzęta szybko znajdą nowy dom. Ich utrzymanie jest dla nich dużym wysiłkiem finansowym, bo zajmują się już 17 innymi końmi. - Opieka nad jednym to koszt 500 zł miesięcznie, nie wliczając w to leczenia, które jest najdroższe – mówi Boba.

Zwierzęta mają jednak duże szanse na adopcję. Generalnie są zdrowe, jednak Awansa może czekać operacja guza przy na przedniej kończynie. – Na razie czekamy na wyniki biopsji – mówi Boba.

Jak mówi kierowniczka biura Towarzystwa, sytuacje w których ratują konie zdarzają się często, średnio 2 razy w miesiącu. – Nawet dzisiaj dzwonił do nas mężczyzna z Krakowa z prośbą, abyśmy odkupili od niego konia, gdyż całą stajnie musi sprzedać – stwierdza.

Co z zaprzęgami ?

Obrońcy praw zwierząt domagają się likwidacji konnych zaprzęgów na szlaku do Morskiego Oka. Ich zdaniem zwierzęta przemęczają się ciągnąc pod górę zbyt dużą liczbę turystów. W Zakopanem testowany jest autobus elektryczny, który miałby jeździć na trasie do Kuźnic. Niewykluczone, że mógłby także zastąpić konne zaprzęgi w drodze na Morskie Oko.

Autor: mmw/kv / Źródło: TVN24 Kraków

Źródło zdjęcia głównego: KTOZ

Pozostałe wiadomości