Pielęgniarki twierdzą, że są szykanowane i oskarżane o roznoszenie wirusa. "Nasilają się takie niemiłe akty"

TVN24 | Kraków

Autor:
wini/gp
Źródło:
TVN24 Kraków
Szpital w Skarżysku-Kamiennej zamyka kolejny oddziałTVN24
wideo 2/36
TVN24Szpital w Skarżysku-Kamiennej zamyka kolejny oddział (wideo archiwalne)

Pielęgniarki ze skarżyskiego szpitala powiatowego twierdzą, że one i ich rodziny są szykanowane i wypraszane ze sklepów "w obawie przed koronawirusem”. U kilkunastu pracowników tej placówki potwierdzono zakażenie. Swoje wsparcie dla pielęgniarek zadeklarował starosta skarżyski.

KORONAWIRUS W POLSCE. RAPORT TVN24.PL

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO >>>

Według medialnych doniesień ognisko zakażenia w skarżyskim szpitalu zaczęło się od pierwszej pielęgniarki ze stwierdzonym zakażeniem, która pracowała tam oraz w szpitalu w Grójcu. Jak jednak podkreśla Iwona Michta, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w szpitalu powiatowym w Skarżysku-Kamiennej, "jest jeszcze za wcześnie, żeby takie wnioski wyciągać".

- Nasilają się takie bardzo niemiłe akty, jakieś wypraszanie ze sklepu, jakieś telefony i sms-y z "zaleceniami", że skoro jesteśmy źródłem zakażenia, to powinnyśmy się izolować – mówi w rozmowie z tvn24.pl Michta.

Jako przykład wyjątkowo absurdalnych uprzedzeń wskazuje pielęgniarkę, która od około dwóch miesięcy jest na zwolnieniu lekarskim. – Ktoś doszedł do wniosku, że skoro ona jest w domu, to pewnie jest na kwarantannie przez koronawirusa i teraz dostaje takie telefony cała jej rodzina, że nie powinni roznosić tego wirusa – opisuje Michta.

Przewodnicząca podkreśla, że wszystkie pielęgniarki bardzo przeżywają tę sytuację. Szczególnie mocno dotyka to pierwszą zakażoną, która według relacji Michty "nie czuje się dobrze". – Jest osłabiona, a psychicznie jeszcze dobija ją ta fala hejtu– mówi przewodnicząca.

"Wirus nie zostawia kartki"

Skarżyskie pielęgniarki opublikowały oświadczenie, w którym przekonują, że "personel medyczny w obszarze wykonywania świadczeń zdrowotnych przestrzega standardów i procedur sanitarno – epidemiologicznych wdrożonych w związku z panującą pandemią".

Zaapelowały też o zachowanie spokoju i nieobwinianie ich o rozprzestrzenianie się epidemii.

"Wirus nie zostawia kartki z informacją, że którakolwiek z nas została zarażona . Przychodząc do pracy personel nie ma świadomości z kim miał kontakt dnia poprzedniego . Objawy nie pojawiają się natychmiast. To z powodu luki w przepisach i słabego zaopatrzenia w środki ochrony osobistej, oraz swobodnego dostępu do szybkich testów dochodzi do zakażeń. Narażamy się same oraz swoje rodziny po to, by móc nieść pomoc innym. Nagrodą za to jest otrzymywanie negatywnych wpisów i fala hejtu" – piszą pielęgniarki.

- W pierwszych dniach zostawałyśmy niemal bohaterkami, za chwilę będziemy na pręgierzu opinii publicznej – zauważa Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Jej zdaniem, winna tej sytuacji jest niewystarczająca liczba pielęgniarek, która prowadzi do krzyżowania się dróg zakażeń (np. przez to, że jedna pielęgniarka ma kilka miejsc pracy), przed czym związek już od dawna ostrzegał.

Starosta: szanujmy się!

Swoje wsparcie dla pielęgniarek wyraził starosta skarżyski. Apel Artura Berusa został zamieszczony na stronie internetowej starostwa.

"Mam świadomość, że każde nieznane zjawisko epidemiczne wywołuje strach, panikę, a co za tym idzie nieracjonalne zachowania społeczne. Jednak strach nie zwalnia nas - społeczności lokalnej - od bycia człowiekiem, który SZANUJE GODNOŚĆ DRUGIEGO CZŁOWIEKA bez względu na sytuację w jakiej się znalazł, niezależnie od swojej woli"– czytamy w apelu.

Jak tłumaczy Jolanta Jagiełło, rzeczniczka prasowa starosty, powodem wystosowania apelu były medialne doniesienia, dotyczące sposobu traktowania pielęgniarek ze szpitala przez niektórych mieszkańców miasta.

- Mieliśmy też telefony od pracowników szpitala, że są źle traktowani w sklepach i na ulicach – tłumaczy Jagiełło. Jako przykład szykan wskazuje sytuację opisaną przez lokalne media, podczas której mąż jednej ze skarżyskich pielęgniarek miał zostać wyproszony ze sklepu. – Nie chciano go obsłużyć, ponieważ skoro jego żona pracuje w szpitalu, to na pewno i on roznosi koronawirusa. Mieszkańcy myślą, że jeśli ktoś pracuje w szpitalu, to również może mieć taką przypadłość – tłumaczy Jagiełło.

Ognisko zakażenia

Obecnie zakażenie potwierdzono u 11 osób z personelu skarżyskiego szpitala oraz u sześciu pacjentów. Jeden z nich, 80-letni mężczyzna, zmarł.

Pierwsza informacja o pielęgniarce zakażonej koronawirusem została podana w poprzedni wtorek. W komunikacie na stronie starostwa napisano: "u jednej z pielęgniarek oddziału neurologicznego szpitala powiatowego w Skarżysku-Kamiennej, mieszkanki powiatu szydłowieckiego, która pracowała także w szpitalu w Grójcu, potwierdzono zakażenie koronawirusem. Obecnie przebywa na kwarantannie".

W związku z tym we wtorek zamknięto oddziały neurologiczny, udarowy i rehabilitacji neurologicznej; przebadano pacjentów i personel. 65 osób musiało pozostać na terenie placówki do momentu otrzymania wyników.

Po informacji o kolejnych zakażonych osobach zamknięto także oddział chirurgiczny.

Jak tłumaczy Leszek Lepiarz, dyrektor starachowickiego szpitala, zamknięcie oddziałów ma "uspokoić sytuację" - Miałem przypadki, że personel próbował mi odmówić dalszej pracy w szpitalu, w związku z tym taką decyzję podjęliśmy - mówi dyrektor.

 
Infolinia NFZ dotycząca koronawirusaKancelaria Prezesa Rady Ministrów

Autor:wini/gp

Źródło: TVN24 Kraków

Źródło zdjęcia głównego: TV24