Ekspert o zagrożeniach z powietrza: Polska wciąż uczy się, jak reagować

Syrena alarmowa w centrum Warszawy
Ekspert o zagrożeniach z powietrza: Polska wciąż uczy się, jak reagować
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Radek Pietruszka/PAP
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Polska wciąż uczy się, jak systemowo reagować na zagrożenia z powietrza. Zdaniem eksperta ds. wojskowości Mariusza Cielmy, który gościł na antenie TVN24, potrzebne są między innymi jasne procedury postępowania w urzędach, szpitalach i innych instytucjach.

W piątek mieszkańcy województw lubelskiego i podkarpackiego otrzymali alerty RCB dotyczące zagrożenia z powietrza po informacji o dronie w pobliżu granicy z Ukrainą. W części miejscowości zawyły syreny alarmowe. Wojsko poinformowało, że około cztery kilometry od granicy polsko-ukraińskiej spadł lub został zestrzelony dron.

O tym, jak Polska powinna przygotować się do reagowania na tego rodzaju zagrożenia, mówił w piątek rano na antenie TVN24 Mariusz Cielma, ekspert ds. wojskowości. Zwrócił uwagę, że procedury powinny obejmować między innymi konkretne zasady postępowania w instytucjach publicznych.

- Ciągle uczymy się tego co robić systemowo, kiedy zawyją syreny. Myślę, że to będzie najłatwiej wprowadzić w różnych urzędach i innych instytucjach publicznych, jak szpitale. Tutaj mamy możliwość narzucenia pewnych standardów i jest to egzekwowalne - mówił.

Zwrócił także uwagę na ryzyko znużenia społeczeństwa częstymi alarmami, szczególnie na terenach przygranicznych.

- Już dzisiaj jest dużo takich sygnałów. Wystarczy posłuchać sond prowadzonych przez media wśród mieszkańców Lubelszczyzny, szczególnie powiatów przygranicznych. Oni dostają bardzo dużo tego typu ostrzeżeń i przyzwyczajają się do tego - powiedział.

Ile czasu na ostrzeżenie?

Cielma był pytany z jakim wyprzedzeniem powinny być uruchamiane alarmy dla mieszkańców w przypadku zagrożenia. Jako przykład wskazał Ukrainę. Mówił, że podczas lipcowego incydentu z pociskiem manewrującym, który spadł pod Kraśnikiem, obserwował sposób alarmowania na Wołyniu.

- Mniej więcej 20 minut przed tym, jak ten pocisk pojawił się na terytorium Ukrainy, pojawiły się komunikaty o tym zagrożeniu. To jest dobry przykład, bo u nas bardzo często informacje pojawiały się dopiero w sytuacji, kiedy tak naprawdę była już eksplozja - powiedział.

Jego zdaniem w Polsce optymalny byłby czas około 20 minut, a maksymalnie pół godziny. Jednocześnie zaznaczył, że alarm nie powinien być ogłaszany zbyt wcześnie i utrzymywany przez długi czas bez pewności, czy zagrożenie rzeczywiście nastąpi. Zwrócił uwagę, że Polska coraz częściej musi reagować na incydenty związane z pojawianiem się dronów w pobliżu jej granic. Jego zdaniem procedury dotyczące takich sytuacji powinny zostać wypracowane wcześniej.

- Szkoda, że dopiero teraz się uczymy, bo jednak takie procedury powinny być wcześniej wypracowane - ocenił.

Trump o Polsce, ostrzeżenia Tuska, Hołownia wybrany
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:

Trump o Polsce, ostrzeżenia Tuska, Hołownia wybrany

Dodatkowe samoloty zamiast kolejnych wojsk?

Cielma odniósł się również do kwestii obecności amerykańskich wojsk w Polsce. W jego ocenie, jeśli miałoby dojść do rozmieszczenia dodatkowych sił USA, powinno to nastąpić w zachodniej części kraju, między innymi w garnizonach, w których wcześniej rotacyjnie stacjonowali amerykańscy żołnierze.

Jednocześnie zaznaczył, że z punktu widzenia obecnych zagrożeń Polska może potrzebować nie tylko kolejnych wojsk lądowych. Wskazał na możliwość rozmieszczenia dodatkowych amerykańskich samolotów bojowych.

Jako przykład podał bazę w Powidzu oraz inne polskie bazy lotnicze. Jak mówił, dodatkowa eskadra F-16 mogłaby wspierać polski system bezpieczeństwa, między innymi jako kolejna para samolotów pozostających w gotowości do działania.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: