Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciałbyś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na numer 997 lub 112.
Krakowscy policjanci aresztowali kobietę, która okazała się brakującym ogniwem w śmiercionośnym łańcuchu dostaw narkotyków w całym kraju. - Monika K. usłyszała zarzuty brania udziału w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających i substancji psychotropowych - poinformował Mariusz Boroń z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Zachowanie kobiety polegało na nakłanianiu lekarza do wystawienia recept.
Sprawa ta ma związek z zatrzymaniem w listopadzie ubiegłego roku wypisującego recepty lekarza z Dolnego Śląska. - Ilości tych recept były tak ogromne, że lekarz po prostu (...) wybierał poszczególne numery PESEL i wypisywał na przypadkowe osoby - wyjaśniła aspirant Anna Zbroja-Zagórska z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
Tajemnicze zgony w Krakowie
Następnie opioidy trafiały do dilerów i ich ofiar, także z Krakowa. W listopadzie o procederze tym mówiła funkcjonariuszka operacyjna z wydziału kryminalnego krakowskiej KWP. Jak wtedy opisywała, kobiety te były między innymi wykorzystywane seksualnie czy proszone o udzielenie innych korzyści, a otrzymane leki były w stanie przedawkować.
W czterech przypadkach zakończyło się to tragicznym zgonem. Półtora roku temu informowaliśmy o tym, że mieszkańcy jednego z krakowskich bloków znaleźli zwłoki młodej kobiety. Kobieta została porzucona w windzie po tym, jak przedawkowała opioidy w jednym z mieszkań tego bloku.
- Ta sprawa ma swój początek w 2024 roku. To wtedy w Krakowie dochodziło do tajemniczych zgonów młodych kobiet. Nasza policjantka z wydziału kryminalnego połączyła ze sobą te wszystkie poszczególne sprawy - wspomina Zbroja-Zagórska.
Recepty za 200 tysięcy złotych
Nie byłoby jednak tego wszystkiego, gdyby dolnośląski lekarz nie złamał przysięgi Hipokratesa. Dostał 200 tysięcy złotych od Moniki K., która wykupowała opioidy wypisane przez niego i dystrybuowała je dalej.
- Czarne owce wszędzie się zdarzają. Nie będę ukrywał, że jesteśmy środowiskiem idealnym, bo ta chęć zysku, jeżeli ktoś ma morale niskie, to będzie tak rzeczywiście robił. A że można zarobić na tych pacjentach, to jest druga rzecz, bo ci pacjenci - chcąc pozyskać ten lek - naprawdę nie ma ceny, której by nie zapłacili - ocenił Eryk Matuszkiewicz, toksykolog ze Szpitala Miejskiego imienia Franciszka Raszei w Poznaniu.
Monice K. za udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz wprowadzanie do obrotu substancji psychotropowych i środków odurzających grozi do 12 lat więzienia. Lekarzowi dodatkowo jeszcze do pięciu lat za fałszowanie dokumentacji medycznej. W sumie zatrzymano w sprawie 17 osób.