W niedzielę po południu policjanci otrzymali zgłoszenie o rannym zwierzęciu, które znajdowało się przy drodze w miejscowości Młynek niedaleko Starachowic. Patrol, który dotarł na miejsce, zastał tam młodego dzika.
Jak poinformował w komunikacie asp. Paweł Kusiak, rzecznik starachowickiej policji, funkcjonariusze skontaktowali się z lekarzem weterynarii. "Z uwagi na upływający czas i stan zwierzęcia policjanci postanowili działać. Dzielnicowi owinęli młodego dzika w koc termiczny, a następnie przetransportowali go do lecznicy weterynaryjnej w Starachowicach" - przekazał Kusiak.
"Przez dwa dni był w ciężkim stanie"
Dzik trafił pod opiekę lekarza weterynarii Dariusza Białonia, który stwierdził, że ma on około trzech miesięcy i waży niespełna sześć kilogramów.
- Został prawdopodobnie albo potrącony przez samochód, albo w inny sposób poturbowany mechanicznie. Miał uraz prawej przedniej kończyny. Przez dwa dni był w ciężkim stanie, ale otrzymał leczenie i teraz rokowanie co do jego życia jest ostrożne, w miarę dobre - powiedział nam Białoń.
Lekarz podkreślił, że po zakończeniu leczenia dzik trafi do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt - prawdopodobnie w Raczycach.
Dariusz Białoń zaznaczył, że powrót dzika na łono natury będzie skomplikowany. - Tego się nie da załatwić w tydzień. Jako mały dzik musiałby dołączyć do stada. Sam jest skazany na zagładę. Nie znajdziemy już jego rodziny, a do innych raczej nie zostanie przyjęty - podkreślił lekarz weterynarii w rozmowie z tvn24.pl
Nasz rozmówca dodał, że w ośrodku rehabilitacji dzikich zwierząt dzik będzie musiał doczekać dorosłości. W tym czasie pracownicy placówki będą starali się przygotować go do samodzielnego życia.