Jesus call center. Spowiedź w czasach zarazy

TVN24 | Katowice

Autor:
mag/i
Źródło:
TVN 24 Katowice
Minister zdrowia: ograniczamy liczbę osób uczestniczących w obrzędach liturgicznychTVN24
wideo 2/9
TVN24Minister zdrowia: ograniczamy liczbę osób uczestniczących w obrzędach liturgicznych

Z powodu epidemii parafie i kurie szukają sposobów na bezpieczną spowiedź wielkopostną. Płyty pleksi na kratkach konfesjonału? Spowiedź na telefon? Spowiedź w samochodzie? Instrukcja, jak wzbudzić żal doskonały?

KORONAWIRUS W POLSCE. RAPORT TVN24.PL

"Kratkę konfesjonału należy zakleić folią od strony spowiednika lub przymocować cienką pleksę od strony penitenta, pamiętając o ich dezynfekcji. Innym sposobem prowadzenia spowiedzi może być spowiedź w wyodrębnionej części kościoła (kaplica, zakrystia, chór albo przylegająca salka). W takim miejscu penitent może się spowiadać półgłosem, klęcząc lub siedząc w odległości 1,5 metra od spowiednika. Na rozgrzeszenie powinien zawsze uklęknąć. Należy postarać się, aby sakrament był sprawowany godnie, z zachowaniem tajemnicy sakramentalnej. Nie należy podawać stuły do ucałowania" - czytam na stronie diecezji rzeszowskiej.

Odwołana "noc konfesjonałów"

Wedle przykazań kościelnych religii katolickiej, "każdy wierny jest zobowiązany przynajmniej raz w roku spowiadać się ze swoich grzechów" i "przynajmniej raz w roku na Wielkanoc przyjąć Komunię świętą". W praktyce katolicy spowiadają się masowo tuż przed Wielkanocą. W kościołach przed konfesjonałami ustawiają się gigantyczne kolejki. W czasach zarazy ciągnęłyby się na ulicach, bo do kościoła może wejść najwyżej pięć osób, nie licząc księży, blisko siebie mogą stać dwie, nie licząc wspólnie zamieszkujących, a reszta w odległości co najmniej półtora metra.

W wielu parafiach przed Wielkanocą odbywała się "noc konfesjonałów", czyli spowiadanie w godzinach nocnych dla ludzi żyjących "w zapracowaniu, nieustannym biegu", jak mówił rok temu serwisowi KAI koordynator tej akcji ksiądz Grzegorz Adamski.

Diecezja rzeszowska już odwołała "noc konfesjonałów".

Spowiedź na telefon

Oto post z profilu facebookowego Centrum Nowej Ewangelizacji Don Bosco we Wrocławiu:

A oto komentarze do posta:

Edyta: Spowiedź na telefon? No chyba nie do końca to właściwe hasło. Wprowadza w błąd, niestety.

Jordan: Kontynuując ten nietrafiony żart to zapytam czy można się wyspowiadać przez Messengera?

Joanna: Jak zamawiam pizzę na telefon, to nie znaczy, że zjem ją przez telefon, tylko że zamawiam z dowozem.

Faktycznie, przez telefon spowiedź w Don Bosco tylko się zamawia, a kapłan nawet nie przyjedzie na wezwanie, jak dostawca pizzy. To penitent ma stawić się na umówiony termin.

Podobne emocje wzbudziło internetowe ogłoszenie parafii w Toruniu: "Michalici otwierają spowiedź na telefon". Ale chodzi o to samo, co duchownym z Wrocławia: zadzwoń, umów się, przyjdź.

Spowiedź ogólna

Ksiądz Adam Kokoszka, wykładowca teologii moralnej, na portalu Formacji Stałej Kapłanów Diecezji Tarnowskiej pisze, że pytanie o to, "czy można posługiwać się współczesnymi środkami komunikacji, takimi jak internet czy telefon" do sakramentu pokuty stawiane jest w Kościele coraz częściej.

"Gdyby tak się stało, byłaby to prawdziwa rewolucja w podejściu do sakramen­tów Kościoła" - twierdzi Kokoszka. Watykan sprzeciwiał się spowiedzi na odległość już na początku XVII wieku, gdy praktykowano spowiadanie się za pomocą listów, potem w XIX wieku, gdy wrócił temat po wynalezieniu telefonu, wreszcie u zarania XXI wieku i powszechnej dostępności internetu..

Papieska Rada Do Spraw Środków Społecznego Przekazu w 2002 roku wyraziła się jasno:

"Rzeczywistość wirtualna nie jest zamiennikiem Realnej Obecności Chrystusa w Eucharystii, sakramentalnej rzeczywistości innych sakramentów i współudziału w kulcie sprawowanym w żywej wspólnocie. W internecie nie ma sakramentów; a nawet doświadczenia religijne, możliwe w nim dzięki łasce Boga nie są wystarczające w oderwaniu od współdziałania z innymi wiernymi w świecie rzeczywistym. To kolejny aspekt Internetu, który wymaga studium i refleksji".

Hierarchowie Kościoła katolickiego upierają się przy fizycznym spotkaniu spowiednika i penitenta. Również dlatego, by chronić tajemnicę spowiedzi. Rozmowę przez telefon czy komunikator internetowy mógłby ktoś podsłuchać, nagrać, rozpowszechnić.

"Stan obecny jest taki, że papież nie pozwala na spowiedź z wykorzystaniem telefonu czy internetu. Jeśli zdarzają się takie wypadki, są one uznawane za nadużycia i surowo ganione" - pisze Kokoszka. Ale stwierdził to w 2017 roku, gdy pandemii COVID-19 mogła spodziewać się co najwyżej garstka wirusologów.

SARS-CoV-2 już zmienił Kościół, przeniósł nabożeństwa do świata wirtualnego. Zniesiono obowiązek chodzenia do kościoła na niedzielną mszę, wystarczy wysłuchać transmisji z mszy w telewizji czy internecie i grzechu nie ma. Od 24 marca online prowadzone są także "Rekolekcje w kwarantannie".

- Internet staje się w obecnej sytuacji ważnym narzędziem, który łączy ludzi na modlitwie. Dzięki temu możemy być razem, nie będąc razem fizycznie” – powiedział ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Episkopatu.

Ale wobec spowiedzi na odległość, papież nie zmienia stanowiska. W nocie Penitencjarii Apostolskiej odnoście sakramentu pojednania w obecnej sytuacji pandemii, która ukazała się 20 marca i którą można przeczytać w całości na stronie Episkopatu Polski, nie ma słowa o telefonie czy internecie. Powtarza się sformułowanie "indywidualna spowiedź" i pojawia się zalecenie, by odbywała się ona "w przewietrzonym miejscu poza konfesjonałem, z zachowaniem odpowiedniego dystansu, przy użyciu masek ochronnych, zwracając absolutną uwagę na sakrament i niezbędną dyskrecję".

Ponadto, do biskupa diecezjalnego należy zawsze ustalenie, na terenie własnego okręgu kościelnego i w zależności od poziomu pandemii, przypadków poważnej konieczności, w których zgodne z prawem jest udzielenie rozgrzeszenia ogólnego: na przykład przy wejściu do oddziałów szpitalnych, gdzie hospitalizowani są zakażeni wierni zagrożeni śmiercią, stosując w miarę możliwości i przy zachowaniu odpowiednich środków ostrożności środki nagłaśniające, aby można było usłyszeć rozgrzeszenie.

Spowiedź bez tajemnic

"W pierwszych wiekach dobrym chrześcijaninem był ten, kto nie musiał przystępować do sakramentu pokuty i de facto do niego nie przystępował; dziś natomiast gorliwy wierny to taki, kto przynajmniej raz w miesiącu klęka przy kratkach konfesjonału. Z tego nie wynika, że pierwsi chrześcijanie nie czynili pokuty. Wręcz przeciwnie, byli ludźmi umartwień i wyrzeczeń, ale właśnie po to, aby nie popełnić grzechu, który wymagałby sakramentalnego rozgrzeszenia" - pisze jezuita Dariusz Kowalczyk na portalu opoka.org.pl.

I dalej: "Patrząc na tę zdumiewającą historię sakramentalnego jednania się człowieka z Bogiem, nasuwa się pytanie, czy jego obecna forma jest formą ostateczną i definitywną? Sądzę, że nic nie wskazuje na to, aby tak właśnie było".

Jezuita uważa, że niemożność wyspowiadania się przez elektroniczne środki komunikacji nie wynika z istoty sakramentu pokuty, ale z dyscypliny jego sprawowania, która Kościół może zmienić.

W definicjach spowiedzi, które przywołuje Kowlaczyk, nie ma mowy o osobistym spotkaniu spowiednika i penitenta.

W sakramencie pokuty, wierni wyznający uprawnionemu szafarzowi grzechy, wyrażający za nie żal i mający postanowienie poprawy, przez rozgrzeszenie udzielone przez tegoż szafarza, otrzymują od Boga odpuszczenie grzechów po chrzcie popełnionych i jednocześnie dostępują pojednania z Kościołem, któremu grzesząc zadali ranę.

Sakrament pokuty składa się z trzech aktów penitenta oraz z rozgrzeszenia kapłana. Aktami penitenta są: żal za grzechy, spowiedź lub ujawnienie grzechów przed kapłanem oraz postanowienie wypełnienia zadośćuczynienia i czynów pokutnych.

Jezuita zauważa, że " przez kratki konfesjonału zazwyczaj niewiele albo nic nie widać". Ksiądz nie wie, z kim ma do czynienia, myli się co do wieku, a nawet płci penitenta. Poznaje grzechy kogoś, kogo potem nie rozpozna na ulicy. Niektórzy wierni z wiejskich parafii celowo spowiadają się w obcych parafiach, by nie zostać rozpoznani. Konkluzja: spowiedź w konfesjonale jest anonimowa. Spowiednik i penitent tylko się słyszą. Jak przez telefon.

Jezuita dyskutuje też z zagrożeniem nienaruszalności tajemnicy spowiedzi, które miałoby nieść posrednictwo elektroniczne. "Temu, kto miałby nikczemny zamiar podsłuchiwania spowiedzi, łatwiej byłoby zamontować mikrofon w jakimś konfesjonale niż szukać spowiedzi na internetowych łączach" - przekonany jest Kowalczyk.

"Poza tym - przypomina duchowny - tajemnica spowiedzi dotyczy spowiednika, a nie penitenta. Jeśli penitent chce publicznie wyjawić swoje grzechy, to może to zrobić, pod warunkiem, że nie będzie tego robił w celu wywołania zgorszenia. A ewentualne ryzyko podsłuchania, czy też podejrzenia spowiedzi w internecie penitent bierze na siebie. Przecież, jeśli ktoś podsłucha spowiedź w konfesjonale, to nikt nie oskarża kapłana, że złamał tajemnicę spowiedzi, bo nie zabezpieczył konfesjonału".

Spowiedź w samochodzie

Ksiądz Rafał Jarosiewicz od 2014 roku wykorzystuje do spowiadania samochód, którym parkuje przy centrach handlowych, szkołach, klubach, barach, domach publicznych, wszędzie tam, gdzie są chętni do spowiedzi, na każdym parkingu i ulicy w swojej diecezji koszalińsko- kołobrzeskiej.

Konfesjonał jedzie do wiernychNa ulice Koszalina wyjedzie pierwszy w Polsce mobilny konfesjonał.Fakty Online

Dzisiaj przykład z niego biorą inni kapłani, modyfikując metodę na czas zarazy. Jarosiewicz wozi tradycyjny konfesjonał w vanie, do którego zaprasza penitentów. Ksiądz Adam Pawłowski z parafii świętgo Marcelina w Rogalinie w Wielkopolsce nie spotyka się z penitentami w jednym pojeździe.

- Stoję na dużym parkingu pod kościołem. Siedzę w swoim samochodzie na miejscu pasażera w maseczce na twarzy, penitent podjeżdża swoim z mojej prawej strony i wyznaje grzechy bez wysiadania - opowiada Pawłowski.

W Bowie w stanie Maryland w USA duchowny Scott Holmer uprawia Drive-Through Confession podobnie, z tą drobną różnicą, że penitenci podjeżdżają samochodem, a on siedzi na krześle na ulicy. Spowiedź - z zewnątrz - przypomina usługę dla kierowców w sieci restaurację fast food. Zasada, wynikająca z zaleceń epidemiologów, jest zawsze taka sama: zachować odległość półtora metra. Ksiądz Pawłowski z Rogalina ustawia pachołki między samochodami, oddzielając także siebie i penitenta od kolejnych chętnych do spowiedzi, by nikt nie słyszał grzechów.

Spowiedź bez spowiednika

"Należy powiadomić wiernych o praktyce żalu doskonałego, o którym informuje Penitencjaria Apostolska w Nocie z dnia 19 marca 2020 roku. Zostaną udostępnione w formie elektronicznej specjalne ulotki do przekazania wiernym, z instrukcją, jak wzbudzić w sobie akt żalu doskonałego z intencją przystąpienia do spowiedzi sakramentalnej, gdy będzie to możliwe" - czytam podpunkt 4 punktu 9 zarządzenia biskupa płockiego w sprawie sprawowania czynności liturgicznych w czasie stanu epidemii (inne punkty dotyczą chrztu, bierzmowania, mszy i wszystkich obrzędów związanych z Wielkanocą).

Do podpunktu podlinkowana jest krótka, niespełna jednostronicowa instrukcja.

W sytuacji, gdy nie ma możliwości wyznania grzechów przed kapłanem, należy: 1) wzbudzić w sobie pragnienie przyjęcia sakramentu pokuty (z postanowieniem przystąpienia do niego przy najbliższej okazji); 2) zrobić rachunek sumienia i w odniesieniu do wykrytych grzechów postanowić nie popełniać ich w przyszłości (jak w ramach przygotowania do spowiedzi sakramentalnej); 3) wzbudzić w sobie żal za popełnione grzechy ze względu na miłość do Boga – tak uczciwie, jak tylko potrafimy; można wypowiedzieć formułę: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu” albo przeczytać np. Psalm 51(50); 4) przyjąć sobie jakiś czyn pokutny w ramach pokuty za grzechy; 5) przyjąć Komunię św. (sakramentalnie lub duchowo).

Samochodowy spowiednik z Rogalina, ksiądz Adam Pawłowski, po rozmowach z parafianami i pierwszych spowiedziach w czasie zarazy przewiduje, że grzechy teraz będą dotyczyć głównie kłótni i kłamstw.

- Grzech jest zawsze odbiciem naszego życia. Inne grzechy ma mechanik, inne kierowca ciężarówki i matka piątki dzieci - mówi Pawłowski. - Dzisiaj ludzie boją się chodzić do pracy z obawy przed zakażeniem, ze strachu o zdrowie najbliższych, starszych. Lęk nie jest grzechem, ale ludzie będą kłamać szefów, że nie pójdą do pracy, bo coś tam. Przebywają więcej w domu, niż zwykle, z rodziną i zaczynają na siebie warczeć.

Autor:mag/i

Źródło: TVN 24 Katowice

Źródło zdjęcia głównego: facebook