Nalot policji na papugarnię. Zabezpieczono 130 ptaków. Zdjęcia

Jedna z zabezpieczonych papug
Zabezpieczone papugi oraz warunki, w jakich je znaleziono
Źródło wideo: KMP w Katowicach/Ptasia Przystań
Źródło zdj. gł.: Ptasia Przystań
Wydziobane pióra, przerośnięte dzioby, niesprzątnięte odchody - ponad 130 ptaków zostało zabezpieczonych przez policję. Mundurowi wraz z przedstawicielami Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii oraz wolontariuszami z Ptasiej Przystani wkroczyli do papugarni Carmen w Katowicach. Część z ptaków wymaga leczenia. Papugarnia odpowiedziała na zarzuty i sama zamierza zgłosić zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

11 maja policja pod nadzorem prokuratury wkroczyła do papugarni Carmen w Katowicach. Zarekwirowano około sto trzydzieści ptaków, które przekazano na razie fundacji Ptasia Przystań. To ona obecnie się nimi opiekuje - jako tymczasowe zabezpieczenie.

- Niektóre ptaki wymagały interwencji lekarsko-weterynaryjnej - powiedział nam o zwierzętach z papugarni Jarosław Rozmysł, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Katowicach.

Fundacja Ptasia Przystań opublikowała na swoim profilu w mediach społecznościowych zdjęcia pokazujące warunki, w jakich przebywały ptaki. Widzimy na nich brud, pajęczyny i sporo odchodów. Wśród zdjęć fundacji są też pojedyncze fotografie pokazujące papugi z wydziobanymi piórami. Widać na nich też osobnika z rozwarstwionym dziobem.

"Ponad połowa z odłowionych ptaków posiadała widoczne objawy chorób lub zaniedbania (przerośnięte i zniekształcone dzioby, przerośnięte i zniekształcone pazury, zniekształcone palce, guzy, rany, wyłysienia, połamane pióra, zmiany w okolicach dziobów mogące świadczyć o zakażeniu świerzbem, zabrudzenia wokół kloaki, podejrzenie zaparcia jaja )" - informowała na Facebooku Ptasia Przystań.

"Fala wyzwisk i agresji słownej"

Fundacja dodała, że z powodu działań prokuratury i dołączenia w przyszłości fotografii do materiału dowodowego, nie może opublikować wszystkich zdjęć.

"To, co zastaliśmy na miejscu, zostanie z nami na długo. Widok ptaków – ich kondycja, zachowanie, stan zdrowia – łamie serce każdej osobie, która choć raz miała do czynienia z tymi niezwykłymi, wrażliwymi istotami" - napisała Ptasia Przystań.

Ptasia Przystań napisała także, że w czasie interwencji 11 maja pracownicy papugarni nie wiedzieli nawet, ile ptaków znajduje się w obiekcie. Połowa z nich była nieoznakowana. W innym poście fundacja wspomniała także, że wolontariusze w trakcie interwencji 11 maja "spotykali się z falą wyzwisk i agresji słownej ze strony pracowników obiektu".

Trzy ptaki zabrano już w 2025 roku

Dochodzenie dotyczące nieprawidłowej opieki nad ptakami prowadzone jest od zeszłego roku. W 2025 roku zabezpieczono trzy ptaki, które znajdowały się w złym stanie zdrowia. Jak podała w komunikacie Komenda Miejskiej Policji w Katowicach, papugi zbadano. Opinia biegłego wskazała, że ich stan niekoniecznie jest przypadkiem i wszystkie ptaki mogą być przetrzymywane w niewłaściwych warunkach.

"Z uzyskanej w toku postepowania opinii biegłego wynikało, że ptaki przetrzymywane mogą być w niewłaściwych warunkach, a ich zabezpieczenie jest niezbędne do przeprowadzenia szczegółowych badań i oceny ich stanu" - napisał w komunikacie prokurator Aleksander Duda rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Papugarnia tłumaczy, dlaczego część ptaków jest chora

Papugarnia Carmen 12 maja przed godziną 4.30 napisała na Facebooku, że tego dnia obiekt "z przyczyn niezależnych" jest zamknięty. Po południu opublikowała oświadczenie, w którym wskazała, że interwencja z 11 maja jest "wynikiem donosu oraz zgłoszenia do prokuratury".

"Nasza papugarnia od lat prowadzi również działalność fundacyjną, której celem jest pomoc porzuconym, niechcianym oraz ciężko chorym ptakom. Trafiają do nas zwierzęta w bardzo złym stanie zdrowia, często wymagające natychmiastowej pomocy i specjalistycznej opieki. Wielokrotnie są to przypadki skrajnego zaniedbania, a nawet stany agonalne. Mimo ogromnych kosztów leczenia, rehabilitacji i utrzymania, wszystkie działania finansujemy z własnych środków" - twierdzi papugarnia.

W oświadczeniu papugarnia zadeklarowała współpracę z organami sprawiedliwości, aby wyjaśnić sprawę. Mają w tym pomóc m.in. zabezpieczone dokumenty.

Papugarnia: "Składamy zawiadomienie do prokuratury"

Papugarnia oskarża także byłych pracowników, którzy uczestniczyli w interwencji jako wolontariusze, a są z papugarnią "w silnym konflikcie". Podkreśla, że fundacją Ptasia Przystań kieruje osoba, która była u nich wczesniej zatrudniona.

Ponadto według papugrani odławianie ptaków miało być przeprowadzone z narażeniem ich zdrowia. Z tego powodu Carmen zamierza złożyć zawiadomienie do prokuratury "dotyczące podejrzenia znęcania się nad zwierzętami podczas przeprowadzanej interwencji".

"W naszej ocenie doszło do sytuacji, które naraziły ptaki na ogromny stres oraz cierpienie. Zwierzęta były przez wiele godzin gonione i wyłapywane w sposób chaotyczny, co skutkowało między innymi uderzaniem ptaków o podłogę i szyby. Według naszych obserwacji dochodziło również do kontaktu ptaków z metalowymi elementami sprzętu używanego do odławiania" - podała papugarnia.

"W czasie akcji żaden ptak nie ucierpiał"

Ptasia Przystań zaprzeczyła tym oskarżeniom. Podkreśliła w oświadczeniu, że " fundacja nie prowadziła do tej pory żadnych zbiórek, wydatki były pokrywane z własnych środków".

"W czasie akcji żaden ptak nie ucierpiał i wszystkie dotarły bezpiecznie do miejsca zabezpieczenia. Ptaki były przewożone w małych transporterach ponieważ takie są zalecenia odnośnie transportu ptaków." - napisała na Facebooku Ptasia Przystań.

Obecnie papugi mają być stopniowo badane. Z powodu ich liczby musi być to kilku weterynarzy. Tymczasowo opiekuje się nimi fundacja

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: