Bez polityki

Monika Jaruzelska, feministka, socjalistka, polonistka: to pewnie pan wytnie, panie redaktorze

Bardzo łatwo byłoby zmienić nazwisko i schować się przed konfrontacją z tym, co jest moją tożsamością. Moją tożsamością jest to, że jestem córką generała Jaruzelskiego - wyznaje Monika Jaruzelska w rozmowie z Piotrem Jaconiem. Mieli rozmawiać o feminizmie, ale nie sposób było nie odnieść się do polityki, która towarzyszyła jej przez całe życie i wojska, które było jej rodziną. Wyzwoliła się jednak i zajęła modą, która - jak przyznaje - nie była jej pasją, ale pozwoliła na budowanie nazwiska w niezależnym od ojca świecie, w którym nikt nie mógł powiedzieć, że generał Jaruzelski jest dyktatorem i ustawił córkę. Monika Jaruzelska czuje się feministką, ale nie gościnią, bo nie lubi nowomowy i wymuszeń językowych. Podkreśla, że w domu najwyższą rangę w rodzinie pełniła mama, opowiada o męstwie i odwadze babci. - Prawdziwymi feministkami nie są te kobiety, które zobaczymy na Kongresie Kobiet, ale te, które w kołach gospodyń wiejskich działają, pomagają innym kobietom, które są maltretowane, nie mają pieniędzy, wychowują kilkoro dzieci, na przykład niepełnosprawnych. To są prawdziwe heroinie - stwierdza. Z drugiej strony zwraca uwagę na odrodzenie się feminizmu walczącego: - Słowo feminizm nabrało innego znaczenia po 22 października, czyli po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Feministki mają teraz o co walczyć. Nie o gościnie, tylko o coś, co dotyka kwestii życia i śmierci.