Wykonawca schodzi z budów. PKP wzywają go do powrotu

Z kraju

Budowa metra w Warszawietvnwarszawa.pl
wideo 2/3

PKP Polskie Linie Kolejowe wzywają spółkę Astaldi do realizacji kontraktów na liniach Dęblin–Lublin i Rawicz–Leszno - poinformował wiceminister infrastruktury Andrzej Bittel. Włoski budowlany gigant, realizujący w Polsce kilka kluczowych projektów infrastrukturalnych, ma kłopoty finansowe.

Pod koniec września Astaldi poinformowała, że zrywa kontrakty na przebudowę odcinków linii kolejowych nr 7 i E59. Wśród powodów wymienia znaczny wzrost cen materiałów budowlanych i siły roboczej, jak i trudności w uzyskaniu i transporcie materiałów.

Dziś na ten ruch zareagował resort infrastruktury. - Firma Astaldi dostała wezwanie do realizacji kontraktów na liniach Dęblin–Lublin i Rawicz–Leszno. W piątek wieczorem Astaldi przysłało do PKP PLK informację, że umowy wygasły - powiedział wiceminister Bittel. - Poruszono w piśmie m.in. problem z dostawami tłucznia na budowę. Mogę tylko powiedzieć, że gdyby Astaldi płaciło, tych problemów nie byłoby - dodał.

Jak powiedział w trakcie wtorkowej konferencji członek zarządu PKP PLK Arnold Bresch, od czerwca firma Astaldi nie płaci podwykonawcom, a zaległości sięgają blisko 40 mln zł. - Zespoły zamawiające z PKP PLK weryfikują dokumenty, które pozwolą na jak najszybsze zaspokojenie nieuregulowanych przez Astaldi zobowiązań - podał Bresch. Jak dodał, są cztery gwarancje bankowe założone na obie linie, na których trwają prace, na łączną sumę 270 mln zł.

Jak podano, Astaldi na obu budowach zatrudnia ok. 40 podwykonawców. Wiceminister Bittel powiedział, że "PKP PLK i Ministerstwo Infrastruktury ze szczególną troską traktują kwestie zaspokojenia finansowego podwykonawcow".

Bittel podkreślił, że Astaldi dostało "bardzo krótki termin na powrót do robót, dwa dni". - Następnie wystąpimy na drogę przewidzianą w takim wypadku w umowie - powiedział.

Kłopoty giganta

Astaldi ma kłopoty finansowe. Włoski gigant zwrócił się w piątek do sądu w Rzymie o ochronę przed wierzycielami. Jako główną przyczynę podano problemy w Turcji wynikające m.in. z pogłębiającego się tam kryzysu politycznego i finansowego. W rezultacie Astaldi ma kłopot ze sprzedażą swoich udziałów w konsorcjum, które zbudowało Trzeci Most Bosforski. To miał być zastrzyk finansowy pozwalający utrzymać spółce płynność.

Wczoraj firma podała, że w związku z tą sytuacją nie będzie w stanie zrealizować swojego planu na lata 2018-2022. A w reakcji na te doniesienia agencja Fitch obniżyła rating spółki do poziomu CCC do C.

Te informacje mogą brzmieć alarmująco biorąc pod uwagę, że Astaldi realizuje w Polsce szereg kluczowych inwestycji - ważny fragment zakopianki (na odcinku S7 Naprawa-Skomielna Biała), drogę S2 (Południowa Obwodnica Warszawy), czy też II linię warszawskiego metra (jest w konsorcjum z tureckim Gülermak).

Firma zapewnia jednak, że te projekty są niezagrożone. We wtorek jej przedstawiciele wspólnie z reprezentantami stołecznego ratusza pojawili się na konferencji prasowej, podczas której przekonywali, że budowa metra nie stanie.

- Nie ma żadnego zagrożenia dla naszych inwestycji, są realizowane zgodnie z planem - zadeklarowała wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska. Dodała jednak, że "w związku z zaistniałą sytuacją, firma Astaldi została poproszona o szereg dokumentów, żebyśmy byli pewni, że nasz kontrakt nie jest zagrożony".

- Wszystko na to wskazuje - i dokumenty, które do tej pory zgromadziliśmy, choć czekamy jeszcze na komplet - potwierdzają, że zmiany, jakie następują w firmie Astaldi nie mają wpływu na budowę warszawskiego metra - podkreśliła Kaznowska.

Przedstawiciel firmy Astaldi Francesco Paolo Scaglione informował, że "nie jest prowadzona żadna procedura upadłościowa firmy i nie ma przesłanek, żeby mogło się to wydarzyć w przyszłości".

Jak wyjaśnił, "firma miała problemy pod koniec zeszłego roku ze względu na zaległe od Wenezueli 400 mln euro". Dodał, że od początku tego roku w Astaldi wdrożono plan wzmocnienia firmy, który przewidywał m.in. sprzedaż koncesji na inne budowy oraz zwiększenie kapitału zakładowego, sfinansowanego po części przez rodzinę Astaldi, a także przez nowego udziałowca - japońską firmę IHI Corporation. Zaznaczył również, że firma ma wsparcie banków. - Banki są zainteresowane restrukturyzacją i utrzymaniem Astaldi, ponieważ są głównymi wierzycielami - podkreślił Scaglione. Zapewnił, że wystąpienia do włoskiego sądu o ochronę przed wierzycielami służy ochronie długów Astaldi przez niezbędny okres i nie hamuje działania firmy.

Także rzecznik Astaldi Mateusz Witczyński uspokaja i podkreśla, że sytuacja podobna do tej z budów linii kolejowych się nie powtórzy. - Obecnie nie ma planów związanych z rezygnacją z innych kontraktów. Sytuacja tych dwóch wypowiedzianych inwestycji była wyjątkowa – powiedział Witczyński w rozmowie z branżowym serwisem rynekinfrasturktury.pl.

Autor: bgr / Źródło: PAP, tvn24bis.pl, rynekinfrastruktury.pl

Źródło zdjęcia głównego: PKP