Według szacunków izby turystycznej Łatgalii, historycznej krainy na wschodzie Łotwy, około 60 procent rezerwacji dokonanych przez turystów zagranicznych zostało anulowanych a jednocześnie liczba rezerwacji turystów krajowych spadła o około 40 procent w porównaniu z podobnym okresem ubiegłego roku. Odwoływane są również imprezy firmowe i wycieczki szkolne.
- Jak tylko dochodzi do jakiegoś incydentu przy wschodniej granicy, turyści od razu anulują pobyt i mówią wprost, że chodzi o drony - powiedziała właścicielka pensjonatu hotelowego w Bołowsku, położonego kilka kilometrów od granicy z Rosją. W maju ubiegłego roku gospodyni miała zarezerwowane już dwie trzecie wakacyjnych terminów, a obecnie zapełnione ma na dwa, trzy tygodnie - podkreślono w reportażu Latvijas Radio z Łatgalii.
Kwestia bezpieczeństwa narodowego
Według izby turystycznej puste hotele i pensjonaty wpłyną również na kondycję miejscowych producentów, gospodarstwa rolne, gastronomię, firmy transportowe i zatrudnienie w całym regionie.
Stabilność gospodarcza w Łatgalii jest obecnie kwestią bezpieczeństwa narodowego - argumentowano w liście do rządu wystosowanym w maju. Branża domaga się wprowadzenia państwowych instrumentów wsparcia ekonomicznego w celu zapobiegania upadłościom firm, utracie miejsc pracy i załamaniu się gospodarki w regionach wschodnich.
>> Nowy trend w turystyce. Nad Bałtyk i Morze Północne zamiast za granicę
W ostatnich tygodniach regularnie wydawano ostrzeżenia o zagrożeniu przestrzeni powietrznej na wschodzie Łotwy, co skutkowało między innymi przerwaniem trwających egzaminów w szkołach. Jeden z dronów spadł do jeziora, inny zaś uderzył w zbiorniki na terenie magazynu paliwowego, a incydent ten bezpośrednio poprzedził dymisję ministra obrony oraz upadek rządu premier Eviki Siliny.