Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej ma arbitralnie ustalić wysokość wynagrodzenia, jakie Google powinno płacić dziennikarzom i wydawcom za korzystanie z wytwarzanych przez nich treści - podaje Presserwis. Wniosek w tej sprawie pod koniec czerwca złożyło Stowarzyszenie Dziennikarzy i Wydawców Repropol po tym, jak wielomiesięczne negocjacje i mediacja prowadzone przez UKE z amerykańskim potentatem zakończyły się fiaskiem.
Google swoje, wydawcy swoje
Rozmowy między Repropolem a Google dotyczące kwoty jaką koncern powinien przelewać działającym w Polsce wydawcom trwały od stycznia 2025 roku. W tym roku mediację w tej sprawie rozpoczął UKE, czyli państwowy regulator rynku telekomunikacyjnego.
Spór dotyczy wynagrodzeń wynikających z obowiązkowej dla wszystkich krajów UE implementacji unijnej dyrektywy DSM (Digital Single Market) do polskiego prawa autorskiego. Chodzi o wynagrodzenia, które tak zwane big techy (w tym Google) powinny płacić za wykorzystywanie należących do wydawców i dziennikarzy treści.
Spór o setki milionów
Jak wynika z szacunków szwajcarskiej firmy FehrAdvice wykonanych na zlecenie Związku Pracodawców Wydawców Cyfrowych, Google na usługach wyszukiwania treści w polskiej przestrzeni internetowej osiąga przychody o wartości ok. 2,25 miliarda złotych rocznie (dane z raportu z 2025 roku). Prawie połowa tej kwoty przypada na reklamy wyświetlane przez Google przy wyszukiwaniu treści związanych z publikacjami dziennikarskimi i chronionych prawem autorskim. Innymi słowy koncern zarabia na treściach, ale za dostęp do nich nie płaci.
Według poszerzonego modelu finansowego przygotowanego przez FehrAdvice Google powinno przekazywać polskim twórcom treści dziennikarskich równowartość ponad pół miliarda złotych rocznie. Wartość krajowego rynku mediów firma doradcza PWC oszacowała na 68,5 mld zł (dane za 2025 rok).
Czas ucieka
Ostatnia nowelizacja prawa autorskiego przewiduje, że w razie braku ugody między stronami prezes UKE w ciągu 60 dni (lub 30 dni od opinii biegłego o ile urząd go powoła) wydaje decyzję określającą stawkę. Od orzeczenia określającego wysokość wynagrodzenia dziennikarzy i wydawców obie strony mogą wnieść sprzeciw do sądu powszechnego, ale taki ruch nie wstrzymuje wykonania decyzji. Obowiązek zapłaty powstaje niezależnie od złożenia ewentualnego sprzeciwu do sądu - a platforma musi wypłacić wynagrodzenie dziennikarzom i wydawcom, nawet jeśli zaskarży decyzję UKE. Mechanizm arbitrażu został wprowadzony po presji wydawców, którzy argumentowali, że bez interwencji państwa big techy będą w praktyce dyktować warunki i marginalizować media jakościowe.