Gdy firma potrzebuje kapitału, może sprzedać akcje lub wyemitować obligacje. Tym razem Alphabet wybrał rynek długu, a szczególne zainteresowanie wzbudziła obligacja zapadająca dopiero za sto lat.
100-letnia obligacja Google'a
To ruch o tyle zaskakujący, że mowa o spółce publicznej wycenianej na niemal 4 biliony dolarów. Jednak nawet 126 miliardów dolarów gotówki zaczyna wyglądać skromnie w obliczu planów podwojenia nakładów na rozwój AI do 185 miliardów dolarów w tym roku.
Obligacje 100-letnie należą do rzadkości. Spółki rzadko decydują się na tak długoterminowy dług, bo same rzadko przetrwają sto lat. Dla indywidualnego inwestora zakup takiej obligacji oznacza, że nie doczeka jej wykupu. Instrumenty te mają większy sens dla instytucji, takich jak fundusze wieczyste uniwersytetów czy rządy, które funkcjonują przez pokolenia.
Historia uczy pokory
Przeszłość pokazuje, że takie emisje nie zawsze kończyły się sukcesem. W 1996 roku IBM wyemitował obligację 100-letnią w czasie, gdy jego dominacja w branży technologicznej nie była kwestionowana. Wkrótce jednak konkurenci, tacy jak Microsoft czy Apple, zaczęli podkopywać jego pozycję rynkową.
Rok później sieć handlowa JC Penney sprzedała obligacje stuletnie o wartości 500 milionów dolarów. Dwadzieścia trzy lata później, po ogłoszeniu upadłości, papiery te były warte grosze w przeliczeniu na dolara nominalnej wartości.
Ostatnią amerykańską firmą, która zdecydowała się na podobny ruch, była Motorola w 1997 roku.
Inwestor Michael Burry, znany z filmu The Big Short, napisał w poniedziałek w mediach społecznościowych: "Na początku 1997 roku Motorola była jedną z 25 największych firm w Ameryce pod względem kapitalizacji rynkowej i przychodów. Marka korporacyjna Motorola w 1997 roku była numerem jeden w USA, wyprzedzając Microsoft… Dziś Motorola jest 232. firmą pod względem kapitalizacji rynkowej i ma zaledwie 11 miliardów dolarów sprzedaży".
Choć Motorola nadal funkcjonuje i obsługuje swój dług, moment emisji obligacji, po którym nastąpił jej stopniowy zmierzch, skutecznie ostudził entuzjazm wobec tak długoterminowych emisji korporacyjnych.
Niewielki, ale chłonny
Rynek obligacji stuletnich istnieje, lecz jest ograniczony. To instrumenty przeznaczone głównie dla dużych inwestorów instytucjonalnych, takich jak firmy ubezpieczeniowe czy fundusze emerytalne, które muszą zabezpieczać długoterminowe zobowiązania.
W przypadku obligacji firmy Alphabet popyt okazał się ogromny. Jak podał Bloomberg, spółka pozyskała niemal 32 miliardy dolarów w mniej niż 24 godziny. We wtorek sprzedała dług denominowany w funtach brytyjskich i frankach szwajcarskich, dzień po emisji obligacji o wartości 20 miliardów dolarów w USA. Obligacja 100-letnia była niemal dziesięciokrotnie nadsubskrybowana, co oznacza, że popyt inwestorów znacząco przewyższył podaż.
Innymi słowy - inwestorzy wierzą, że Alphabet przetrwa 100 lat i wciąż będzie działać w 2126 roku.
Steve Sosnick, główny strateg w Interactive Brokers, ocenił: - Rozumiem, dlaczego rynek chętnie pożycza im pieniądze. Inwestorzy są gotowi chłonąć te obligacje, ponieważ w większości te spółki z grupy Big Tech nie mają dużego zadłużenia, mają ogromną siłę generowania zysków i bardzo dobre przepływy pieniężne.
Jak dodał, Google ma dodatkowy atut w postaci swojej pozycji rynkowej. - Jeśli zamierzasz pożyczyć komuś pieniądze na 100 lat, sprawdzony monopol to prawdopodobnie nie jest złe miejsce – powiedział Sosnick.
Opracował Jan Sowa/kris
Źródło: CNN
Źródło zdjęcia głównego: JUSTIN LANE/PAP/EPA