Farmy fotowoltaiczne otoczą ich działki. Protestują
- Nie jesteśmy przeciwko odnawialnym źródłom energii jako takim, a przeciwko skali tego przedsięwzięcia - mówi Anna Jaroszewicz, mieszkanka wsi Folwarki Wielkie, która na co dzień jest kierowniczką białostockiego schroniska dla zwierząt.
Stanęła na czele komitetu mieszkańców, którzy nie zgadzają się, aby w pobliżu ich domów powstały farmy fotowoltaiczne. Zgodnie z ich wyliczeniami panele (a mają być one budowane przez trzy niezależne od siebie firmy z kapitałem angielskim, holenderskim i niemieckim) zajmą łącznie ponad 970 hektarów gruntów rolnych. Najwięcej, bo około 500 ha w Rybołach i Pawłach, blisko 300 ha w Folwarkach Tylwickich i Wielkich oraz ponad 200 ha w Dobrzyniówce i Folwarkach Małych.
Panele z każdej strony działki, 15 metrów od domu
- Nikt z nami nie konsultował aż tak dużych zmian w naszym otoczeniu - mówi Jaroszewicz.
Oglądając okolice jej posesji z lotu ptaka, widzimy działkę otoczoną ze wszystkich stron przez pola i łąki. Jeśli plany inwestora się ziszczą, Jaroszewicz będzie miała z każdej strony panele. Wyliczyła, że najbliższe zaledwie dziewięć metrów od granicy jej działki i 15 metrów od domu.
Protestujący mieszkańcy obawiają się też, że sąsiedztwo paneli obniży wartość ich nieruchomości.
- W poszczególnych wsiach są kwatery agroturystyczne. Po wybudowaniu farm turyści już do nas raczej nie przyjadą. Upadną też szkółki jeździeckie, bo kto chciałby jeździć koniem wśród paneli - zaznacza.
Nie zarobią na zbieraniu kukurydzy
Informuje, że firmy, które chcą stawiać panele, zamierzają dzierżawić (bądź już dzierżawią, bo nikt tego oficjalnie nie ujawnił) ziemię od trzech rolników - a właściwie, jak mówi, przedsiębiorców - z dużymi areałami oraz jednej firmy.
- Firma ma blisko 500 gruntów w okolicach Rybołów i Pawłów, gdzie dziś rośnie kukurydza sprzedawana do biogazowni. Do zbioru kukurydzy wynajmowani są miejscowi mniejsi rolnicy ze sprzętem. Jeśli na tych areałach ustawione zostaną panele, ci miejscowi rolnicy stracą źródło zarobku - mówi Jaroszewicz.
Może być problem z paszą dla bydła
Natomiast jeśli chodzi o grunty należące do trzech wspomnianych rolników-przedsiębiorców, to dzisiaj spora część ich pól i łąk jest dzierżawiona przez mniejszych rolników.
- Jeśli powstaną tam farmy, ci mniejsi nie będą mieli czego dzierżawić. Nie będą więc mieli gdzie pozyskiwać chociażby siana dla swojego bydła. Co oznacza, że będą zmuszeni ograniczyć czy nawet zlikwidować swoje stada - opowiada nasza rozmówczyni.
Obawia się, że powstanie pierwszych paneli da efekt kuli śnieżnej. - Ci mniejsi rolnicy widząc, że ci duzi wydzierżawili swoje ziemie pod panele, mogą stwierdzić, że oni też tak zrobią, bo nie będą w stanie utrzymać się z produkcji rolnej wyłącznie na swoich polach - mówi Jaroszewicz.
Rolnik, który chce, by na jego ziemi były panele: farma nie śmierdzi, nie hałasuje
Jednym z dużych rolników, na których ziemi mają powstać panele, jest Łukasz Kulesza. Mówił przed kamerą TVN24, że "w gminie Zabłudów nie ma klimatu do inwestycji hodowlanych" czy nawet uprawiania buraków.
- Stąd pomysł na farmę fotowoltaiczą. Mam problemy z normalną pracą, bo jeżdżą traktory, świecą po oknach, samochody kurzą i hałasują. Skoro działalność rolnicza jest uciążliwa, to farma fotowoltaiczna nie śmierdzi jak hodowla, nie hałasuje, nie generuje ruchu samochodów - stwierdził.
Sąsiadka: chciał stawiać potężną biogazownię
Jego sąsiadką jest, należąca do komitetu protestującego, Barbara Walko ze wsi Folwarki Tylwickie.
- Nie jesteśmy jakimiś mieszczuchami, którym przeszkadza rolnictwo. Były nieporozumienia, bo sąsiad chciał ponad 10 lat temu postawić tuż przy samej wsi potężną biogazownię. Mieszkańcy to oprotestowali, bo zakres inwestycji był bardzo duży. Obawialiśmy się przykrych zapachów - mówi nam, dodając, że nikt nie blokował Kuleszy uprawiania buraków.
Hałas z magazynów energii
Podkreśla też, że nie jest prawdą to, iż farmy fotowoltaiczne nie generują żadnego hałasu.
- Chodzi o tzw. magazyny energii [na całym obszarze, czyli ponad 970 ha, mają powstać trzy takie magazyny - przyp. red.]. Z naszych wyliczeń wynika, że ten na działce w naszej miejscowości będzie zlokalizowany około 400 metrów w linii prostej od pierwszych domów w naszej miejscowości. Zgodnie z założeniami hałas będzie mieścił się w dopuszczalnej normie, ale jednak obawiamy się, że może być głośno - zaznacza rolniczka.
Poza Naturą 2000 i korytarzami ekologicznymi
Firmą, która zamierza na około 300 hektarach inwestować w pobliżu Folwarków Tylwickich, jest GreenFuture Energy. Z pisma, które od niej otrzymaliśmy, wynika, że szacowane wpływy do budżetu gminy z podatków tylko z tytułu jej farmy - a są jeszcze dwie inne firmy, które chcą stawiać panele - to około 3,7 mln zł rocznie.
GreenFuture Energy uzyskała już akceptację Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego oraz Wód Polskich.
"Inwestycja zlokalizowana jest poza obszarami Natura 2000 oraz poza korytarzami ekologicznymi" - zaznacza zarząd firmy.
RDOŚ: zielone światło dla około 610 hektarów z panelami
Adam Juchnik, szef Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Białymstoku, mówi nam, że w latach 2021-25 RDOŚ dał już zielone światło na budowę paneli na łącznej powierzchni około 610 hektarów. Natomiast ostatnia decyzja, z lutego 2026 roku, dotyczyła właśnie inwestycji w okolicy wsi Folwarki Tylwickie.
- Stwierdziliśmy, że inwestycja nie będzie oddziaływać ponadnormatywnie poza granicami nieruchomości objętej wnioskiem. Ponadto teren nie leży na obszarach wymagających specjalnej ochrony z uwagi na występowanie gatunków roślin i zwierząt. Inaczej by było, gdyby teren objęty był ochroną w ramach programu Natura 2000, ale nie jest objęty - zaznacza dyrektor.
Chodzą tam żubry i łosie
Anna Jaroszewicz komentuje, że, owszem, cały teren ponad 970 ha nie leży w obrębie Natury 2000, ale z nim sąsiaduje.
- Chodzi o pola i łąki przyległe do Puszczy Knyszyńskiej w rejonie takich miejscowości jak Małynki, Folwarki Tylwickie, Folwarki Wielkie, Dobrzyniówka. Chodzą tam łosie i żubry, które przemieszczają się z Puszczy Białowieskiej do Knyszyńskiej - zaznacza Jaroszewicz.
Niemal 1600 podpisów. Za mieszkańcami stanęli radni
Komitet protestacyjny zebrał 1541 podpisów mieszkańców pod protestem, który został dostarczony Adamowi Tomankowi, burmistrzowi Zabłudowa. W środę, na ostatniej sesji rady gminy, radni jednogłośnie stanęli po stronie mieszkańców i odrzucili projekt tzw. planu ogólnego gminy.
To nowy dokument planistyczny, który każda gmina w Polsce ma przyjąć do końca sierpnia. Jeśli tego nie zrobi, właściciele poszczególnych działek nie będą mogli starać się o uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy. Radni uznali jednak, że ważniejsze jest to, żeby - tak jak chcieli protestujący mieszkańcy - inwestorzy zamierzający budować farmy fotowoltaiczne nie mogli podeprzeć się zapisami planu ogólnego.
Burmistrz nie zorientował się, że wydał warunki na aż tyle hektarów
A projekt planu mówił, że na terenach otwartych (czyli bez zabudowy - przyp. red.) można byłoby stawiać panele fotowoltaiczne.
Burmistrz przyznał w pewnym momencie ożywionej dyskusji, że nie zorientował się, iż firmy składały w ostatnich kilku latach wnioski na budowę farm aż na tylu hektarach (robiły to w różnych punktach gminy, na wielu działkach liczących nieraz zaledwie po kilka czy też kilkanaście hektarów, a urzędnicy wnioski na każdą z działek rozpatrywali osobno).
- Przyznaję się do tego, że nie zauważyłem - powiedział Adam Tomanek.
Kiedy sala wybuchła śmiechem, stwierdził: "mogą pojawić się uśmiechy, (...) nikt nie zwrócił uwagi na skalę i mamy teraz pewnego rodzaju problem".
Tłumaczył siebie i swoich urzędników tym, że gmina wydała bardzo dużo decyzji o warunkach zabudowy nie tylko na farmy, ale też np. na budowy domów i skala inwestycji fotowoltaicznych została przegapiona.
Burmistrz jeszcze raz się przyjrzy
Teraz, gdy spora część warunków zabudowy na farmy została już wydana (więc odrzucenie przez radych projektu planu ogólnego nie ma w przypadku tych inwestycji znaczenia), protestujący mieszkańcy liczą, że uda się unieważnić decyzje środowiskowe, na podstawie których te warunki zabudowy zostały wydane. Otworzyć do tego drogę ma przyjęta przez radnych skarga na burmistrza, którą wystosowali protestujący.
Burmistrz będzie więc musiał jeszcze raz przyjrzeć się wnioskom o warunki zabudowy. Tym razem biorąc pod uwagę skalę inwestycji jako całości, a nie rozpatrując osobne wnioski na poszczególne, niewielkie nieraz, działki.