Zatrzymać SMA. Kluczowe są "uśpione motoneurony"

sma rdzeniowy zanik miesni shutterstock_2329093539
7-letni Rafał, podopieczny Fundacji TVN, marzy o tym, by chodzić. Choruje na rdzeniowy zanik mięśni
Źródło: "Uwaga!" TVN
Jeszcze kilka lat temu rdzeniowy zanik mięśni (SMA) niemal zawsze oznaczał szybką utratę sprawności i istotnie skrócone życie. Dziś, dzięki przełomowym terapiom, u wielu osób udaje się zahamować postęp choroby i poprawić funkcjonowanie. - Ważna jest wczesna interwencja terapeutyczna - podkreśla specjalistka. Pacjenci liczą na refundację wyższej dawki leku.
Kluczowe fakty:
  • W Polsce około 1600 osób żyje z SMA. Ilu pacjentów korzysta z nowoczesnych terapii?
  • Oprócz całkowicie sprawnych i obumarłych motoneuronów istnieją tzw. "uśpione" komórki, które można aktywować odpowiednim leczeniem..
  • Badania wykazały, że wyższe dawki nusinersenu mogą skuteczniej chronić motoneurony i szybciej ograniczać proces neurodegeneracji.
  • Jakie rozwiązania systemowe są potrzebne, by wesprzeć pacjentów z SMA?

Kiedy Natalii, córce Karoliny Kaczyńskiej postawiono diagnozę rdzeniowego zaniku mięśni, miała pół roku, a badania nad terapią dopiero trwały. SMA to poważne, genetycznie uwarunkowane schorzenie nerwowo‑mięśniowe. W jego przebiegu dochodzi do obumierania neuronów w rdzeniu kręgowym, które odpowiadają za pracę mięśni - w efekcie mięśnie stopniowo słabną i zanikają.

- Mieliśmy szczęście w nieszczęściu. Nasza córeczka dostała leczenie w wieku 1,5 roku w ramach programu wczesnego dostępu do leku. Słuchając informacji na temat tego, co dzieje się w medycynie, mam nadzieję, że wyższa dawka nusinersenu będzie wkrótce dostępna dla polskich pacjentów. Natalia już bardzo długo otrzymuje lek, dzięki czemu wypracowaliśmy wiele. Liczymy jednak na to, że dzięki wyższej dawce uda nam się osiągnąć więcej, żeby córka była sprawniejsza i bardziej samodzielna - mówi pani Karolina.

Natalia miała pół roku, kiedy postawiono jej diagnozę SMA
Natalia miała pół roku, kiedy postawiono jej diagnozę SMA

W Polsce około 1200 osób korzysta dziś z wielu nowoczesnych terapii leczenia tej choroby. O nich m.in. rozmawiano podczas konferencji "Przyszłość leczenia SMA - każdy motoneuron ma znaczenie".

"Uśpione" motoneurony - szansa na odzyskanie sprawności

SMA dotyka średnio jedno na 5-8 tysięcy nowo narodzonych dzieci i stanowi najczęstszą genetyczną przyczynę zgonów wśród niemowląt. W Polsce co 35. osoba jest nosicielem mutacji odpowiedzialnej za chorobę, a każdego roku diagnozuje się ją u około 30-40 noworodków. Łącznie z SMA żyje dziś w Polsce ponad 1600 osób.

W przebiegu SMA dochodzi do neurodegeneracji i utraty motoneuronów, co prowadzi do postępującej utraty sprawności. Motoneurony - komórki ruchowe zlokalizowane w pniu mózgu i rdzeniu kręgowym - odpowiadają za możliwość wykonywania ruchów mięśni. U osób zdrowych ich liczba zapewnia prawidłowe funkcjonowanie organizmu i sprawność ruchową.

- Fizjologia chorego na SMA jest taka, że bardzo trudno ratować neurony ruchowe, jeżeli dzieje się z nimi coś złego. Dlatego tak ważna jest wczesna interwencja terapeutyczna w okresie przedobjawowym. Na szczęście w Polsce, dzięki stosowanym od kilku lat badaniom przesiewowym, ma ona miejsce - wyjaśnia prof. Anna Kostera‑Pruszczyk, kierowniczka Katedry i Kliniki Uniwersytetu Medycznego w Warszawie.

Oprócz motoneuronów sprawnych oraz całkowicie obumarłych, istnieje pula tzw. "uśpionych" komórek ruchowych.

- Są to neurony w stanie dysfunkcji, ale wciąż żywe. Dzięki odpowiedniej interwencji można je "obudzić" i pobudzić do aktywności. Jeśli obudzimy choć jeden motoneuron, może się okazać, że chory utraci 20 zamiast 60 procent swoich możliwości. Każdy motoneuron jest potrzebny nie tylko do zarządzania funkcjami ruchowymi, ale też do ochrony mięśni należących do jego jednostki ruchowej. Dzięki temu mięśnie pozostają sprawne. Proces ten, przynajmniej częściowo, jest możliwy dzięki innowacyjnym terapiom - podkreśla prof. Kostera-Pruszczyk.

Skuteczność terapii SMA pod lupą naukowców

Specjaliści podkreślają, że stosowane obecnie narzędzia oceny postępów terapii w rdzeniowym zaniku mięśni (SMA) nie oddają w pełni zmian zachodzących u pacjentów. Naukowcy poszukują więc markerów biologicznych, które w sposób bardziej precyzyjny i powtarzalny pokazywałyby skuteczność leczenia oraz jego wpływ na organizm pacjenta.

- Obecnie jako markery skuteczności leczenia, w badaniach klinicznych i w realizowanym w Polsce programie lekowym używane są skale funkcjonalne - CHOP-INTEND (Children's Hospital of Philadelphia Infant Test of Neuromuscular Disorders, red.) oraz HFMSE (Hammersmith Functional Motor Scale Expanded, red.). Niestety narzędzia te mają swoje ograniczenia. Pokazują, że pacjent nie rozwinął bardzo ciężkich powikłań albo osiągnął kamienie milowe rozwoju, czyli znaczące etapy w rozwoju dziecka, jak np. umiejętność siedzenia czy stania. Niestety skale te nie mówią nic o jakości tego ruchu i są niewrażliwe na bardzo niewielkie zmiany – zaznacza prof. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak z Instytutu "Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka".

Specjalistka wskazała na duży potencjał neurofilamentów (NfL). To białka będące składnikami każdej komórki nerwowej. W sytuacji uszkodzenia komórki nerwowej w wielu różnych chorobach neurodegeneracyjnych przedostają się do płynu mózgowo-rdzeniowego i do krwi. Wzrost stężenia neurofilamentów oznacza uszkodzenie neuronów, natomiast spadek ich poziomu podczas terapii może wskazywać, że leczenie skutecznie ogranicza proces neurodegeneracji.

- Przykładem badania, które wykorzystywało neurofilamenty jako biomarkery, było badanie DEVOTE. Jego celem było pokazanie, czy wyższa dawka nusinersenu przyniesie lepsze efekty terapeutyczne. Okazało się, że podanie nusinersenu spowodowało spadek stężenia neurofilamentów, przy czym, przy wyższych dawkach spadek ten był bardzo wyraźny i bardzo szybki. To może oznaczać, że u pacjentów stosujących wyższą dawkę będziemy w stanie ochronić większą liczbę motoneuronów, dokonać tego szybciej, a może też "obudzić" te z nich, które śpią - podkreśla.

Mocniejsza dawka, lepsze efekty?

- Mamy już 10 lat doświadczenia z tym lekiem. Pokazują one, że lek jest bezpieczny, na co wskazuje fakt, że można go stosować u kobiet w ciąży. Skoro to bezpieczeństwo jest wysokie, a ostatnie badania wykazują, że spadek neurofilamentów, czyli biomarkerów, jest skorelowany z dawką leku, to mamy dowód na to, że dzięki wyższym dawkom nusinersenu neurodegeneracja będzie zahamowana wcześniej - dodaje dr Anna Łusakowska z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Dotychczasowe zmiany w programie lekowym B.102, wprowadzane sukcesywnie przez Ministerstwo Zdrowia, przynosiły korzystne rozwiązania dla chorych z SMA. W przypadku tej choroby rozwój medycyny się nie zatrzymuje. Dorota Raczek, prezeska Fundacji SMA, przypomniała, że po zarejestrowaniu w styczniu przez EMA wyższych dawek nusinersenu społeczność SMA oczekiwała szybkiej decyzji refundacyjnej. - Na szczęście jesteśmy nauczeni, że cierpliwość jest wynagradzana, a nasz program lekowy cały czas się rozwija. Czasami potrzeba jeszcze kilku miesięcy, żeby zaszły zmiany. One zawsze są na plus dla naszych chorych, dlatego jesteśmy nastawieni bardzo optymistycznie - wskazuje.

Brakuje ośrodków eksperckich

Stanisław Maćkowiak, prezes Krajowego Forum na Rzecz Terapii Chorób Rzadkich ORPHAN, zwrócił uwagę, że chociaż SMA to choroba rzadka, która ma bardzo dobrze zorganizowany system diagnostyki i leczenia, to jednak problemem pozostaje brak ośrodków eksperckich, o których mówi się od lat. - Mamy przygotowane kryteria, a w dalszym ciągu nic się z tym nie dzieje. Tymczasem jest to niezwykle ważne nie tylko dla chorych i ich rodzin, ale też dla systemu - zaznaczył.

- To prawda. W SMA mamy badania przesiewowe, mamy terapie, liczymy na następne, ale mamy też niezagospodarowane problemy, jak przejście dziecka z systemu pediatrycznego do systemu dla dorosłych, edukacja, aspekt finansowy po stronie dorosłych, którzy są przecież osobami z ciężkimi niepełnosprawnościami - dodała Raczek.

Czytaj także: