Inspirują cię rowerowe wyczyny? Trener radzi, jak jechać, żeby się nie zajechać

Łatwogang jedzie prżez Polskę
Łatwogang zakończył charytatywną trasę rowerową z Zakopanego do Gdańska
Źródło wideo: PAP
Źródło zdj. gł.: latwogang/youtube
Suchość w gardle i chrypka, ból, a nawet biegunka, która wcale nie musi oznaczać, że zaszkodziło nam coś, co zjedliśmy na trasie - tak organizm może zareagować po przejechaniu ultradystansu na rowerze. Jak przygotować się na dalekie rowerowe wycieczki? Zapytaliśmy trenera kolarstwa.

Grzegorz Drejgier, medalista mistrzostw Polski, Europy oraz świata w kolarstwie torowym oraz trener kolarstwa, jest pod wrażeniem wyczynu Łatwoganga, który w ciągu 52 godzin pokonał prawie 700 kilometrów, prowadząc kolejną zbiórkę dla chorych dzieci. Zaznacza, że influencer podjął rozsądną decyzję, jadąc z Zakopanego do Gdańska, a nie w przeciwnym kierunku. Dzięki temu po drodze miał bardziej z górki niż pod górkę, a teren górzysty, czyli najtrudniejszy, pokonał na początku trasy, mając jeszcze dużo energii.

Spełnienie marzeń i pomoc dla Antosia

Imponujący dystans wyznaczył sobie również Mirosław Liszka, który 17 maja rozpoczął samotną wyprawę rowerową dookoła Polski. Planuje pokonać blisko 3200 kilometrów, co oznacza niemal miesiąc jazdy i 14 tysięcy metrów przewyższeń. Swoją wyprawę również łączy z celem charytatywnym. Każdy przejechany kilometr ma pomóc siedmioletniemu Antosiowi z mózgowym porażeniem dziecięcym, wodogłowiem, epilepsją i rzadką chorobą genetyczną NEDAMSS. Chłopiec porusza się na wózku i wymaga stałej, kosztownej rehabilitacji. - Cel kwoty to 30 tysięcy złotych, ale wiadomo, że potrzeba więcej. Na przykład, Antoś przebywa teraz na turnusie w Warszawie. Koszt takiego turnusu to 12 tysięcy złotych, a takich turnusów rocznie potrzebuje cztery - tłumaczył pan Mirosław, który skontaktował się z naszą redakcją.

Mirosław Liszka objeżdża Polskę dookoła, wspierając Antosia z mózgowym porażeniem dziecięcym
Mirosław Liszka objeżdża Polskę dookoła, wspierając Antosia z mózgowym porażeniem dziecięcym

Dziennie planuje pokonywać od 90 kilometrów w górach do nawet 140 kilometrów na płaskich odcinkach.

- To zawsze było moje marzenie, objechać Polskę dookoła. Najpierw było wybrzeże, ale to było mało. Potem narodził się pomysł całej Polski. Gdy był czas rozliczeń podatkowych i przekazywania półtora procenta podatku, to pomyślałem sobie, że można pomóc w inny sposób i połączyłem to z marzeniem - przekazał pan Mirosław w rozmowie z Kontakt24.

O tym, że takie marzenia ma wiele osób, świadczy popularność szlaków rowerowych w Polsce, choćby Green Velo na wschodzie kraju czy trasy R10 ze Świnoujścia na Hel, którą chętnie przemierzają m.in. rodziny z dziećmi. Jednak zanim wsiądziemy na rower, żeby przejechać długi dystans, warto się przygotować, zauważa trener.

Jak zatem jechać, żeby się nie zajechać?

Całe ciało wymaga przygotowania

- Przygotowanie do przejechania długiego dystansu na rowerze powinno być wieloetapowe. - Silne nogi nie wystarczą. Oprócz nich musimy wzmacniać też szyję, która musi przez całą trasę wytrzymać ciężar kasku. W przygotowaniu do pokonania długiej trasy na rowerze bardzo ważny jest trening siłowy i wzmacnianie całego ciała, różnych partii mięśni - mówi Grzegorz Drejgier, zalecając również treningi wytrzymałościowe i mieszane - wytrzymałościowo-siłowe.

- Do ultradystansu trzeba przygotować układ oddechowy, krążenia, mięśniowy i nerwowy, a nawet trawienny - dodaje trener. Uprzedza też, że po pokonaniu dużej liczby kilometrów zwykle pojawia się suchość w gardle i chrypka, szczególnie jeśli jest zimno albo mocno wieje. Ciało może też odpowiedzieć na intensywny wysiłek biegunką, co wcale nie musi oznaczać, że zaszkodziło nam coś, co zjedliśmy na trasie.

Kiedy już wyruszamy w drogę, należy pamiętać o tym, żeby cały czas jechać w miarę równo, a nie zaczynać od intensywnego zrywu i jazdy na maksimum naszych możliwości. Grzegorz Drejgier radzi, aby monitorować swoje tętno, najlepiej przy pomocy pulsometru, i starać się utrzymywać je w drugiej z pięciu stref. Oblicza się je według specjalnego wzoru: najpierw odejmujemy swój wiek od 220 i uzyskujemy tym samym tętno maksymalne. Dzięki tej prostej kalkulacji możemy wyznaczyć swoje strefy.

- Po drodze warto robić przystanek co 50 albo 100 kilometrów, żeby rozprostować nogi i się posilić. Trzeba uzupełniać elektrolity i węglowodany oraz dostarczać białko - radzi Grzegorz Drejgier.

Trener zaznacza jednocześnie, że każda osoba inaczej zniesie pokonanie długiego dystansu na rowerze. To zależy od jej kondycji fizycznej, ogólnej wytrzymałości, a także tolerancji na ból. Każdy z nas ma też indywidualne predyspozycje sportowe - jedni są lepsi w krótkim i intensywnym wysiłku, drudzy - w długim, ale umiarkowanym.

Na rower trzeba się też odpowiednio ubrać, przygotowując się na różne temperatury i warunki pogodowe. I nie można zapomnieć o kasku, który może ograniczyć skutki upadku oraz zmniejszyć ryzyko ciężkich obrażeń głowy. Przypominamy również, że od 3 czerwca br. jest on obowiązkowy dla dzieci i młodzieży do 16. roku życia poruszających się rowerem, hulajnogą elektryczną i urządzeniami transportu osobistego. Za brak kasku u niepełnoletniego grozi mandat do 100 złotych, a odpowiedzialność spada na rodzica lub opiekuna.

Trzeba dobrze dobrać rower

Ważny jest również wybór odpowiedniego roweru. Ten sam dystans zupełnie inaczej jedzie się na rowerze szosowym, górskim, czyli tzw. MTB, crossowym, przełajowym czy gravelowym.

- Te rowery różnią się przede wszystkim szerokością opony i pozycją do jazdy. Na rowerze górskim jedziemy bardziej wyprostowani i na szerszych oponach. Mamy przez to większy opór toczenia, czyli jedzie się trudniej i szybciej się męczymy - wyjaśnia Drejgier i radzi, że na wycieczki, podczas których planujemy pokonywać dłuższe dystanse, dobrym wyborem będzie rower gravelowy, którym możemy się swobodnie poruszać po różnych nawierzchniach - po szosie, lesie i piasku.

Jeżeli chcemy w jeden dzień albo w weekend pokonać 200 albo 300 km, warto zaprosić znajomych na wspólną przejażdżkę. - W grupie jedzie się lżej. Możemy wykorzystać jazdę na tak zwanym kole, która osłania nas od wiatru, przez co wkładamy mniej wysiłku w pedałowanie - mówi Grzegorz Drejgier. Jazda na kole to po prostu jazda jeden za drugim, w niewielkich odstępach - 10-15 centymetrów. Ten, kto jedzie pierwszy, ma najtrudniej. Drugiej osobie jedzie się lżej, trzeciej jeszcze łatwiej i tak dalej. Dlatego trener zachęca, żeby co jakiś czas w grupie zmieniać osobę, która jedzie na przedzie. 

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: