Żałoba jest jak sztorm. Jak wspierać osoby po stracie?

AdobeStock_2209948838
- Gdy mówimy o depresji, to nie ma takich depresji, które trwają całe życie. Depresja zawsze się kończy - mówił Cezary Żechowski, psychiatra, psychoterapeuta dzieci i młodzieży
Źródło wideo: Wywiad medyczny TVN24+
Źródło zdj. gł.: Adobe Stock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Żałoba nie przebiega według ustalonego schematu, a śmierć nie musi oznaczać końca relacji z bliską osobą. Przed Dniem Zadusznym eksperci przypominają, że każdy ma prawo przeżywać stratę inaczej. Wyjaśniają też, dlaczego słowa "czas leczy rany" mogą ranić i kiedy przedłużający się ból wymaga pomocy specjalisty.
Kluczowe fakty:
  • Żałoba nie przebiega według ustalonego schematu i może przybierać różne formy emocjonalne.
  • Badania pokazują, że większość osób po stracie doświadcza smutku, tęsknoty i powracających myśli o zmarłym.
  • Samotność może towarzyszyć żałobie nawet w obecności bliskich. Dlaczego tak jest?
  • Jak towarzyszyć osobie po stracie?

Wszystkich Świętych i Zaduszki dla wielu osób są czasem szczególnie intensywnych wspomnień o tych, których już nie ma. Wizyty na cmentarzach, rodzinne spotkania i powrót do wspólnych historii mogą przynosić ukojenie, ale również nasilać tęsknotę, smutek i poczucie pustki. Jak sobie z tym radzić?

Żałoba często przedstawiana jest jako proces składający się z pięciu następujących po sobie etapów: zaprzeczenia, gniewu, targowania się, depresji i akceptacji. Model zaproponowany przez Elisabeth Kübler-Ross w 1969 roku pozostaje obecny w kulturze masowej, jednak współczesna psychologia wskazuje, że żałoba nie ma jednego właściwego przebiegu ani czasu trwania.

- Żałoba nie ma porządku. Emocje nie pojawiają się w uporządkowanej i znanej z góry kolejności. To plątanina uczuć i myśli, które mogą nieustannie pojawiać się i znikać. Lepiej porównać ją do falowania podczas sztormu - najpierw fale są ogromne, mogą nas wręcz zalewać. Potem wypogadza się, a morze spokojnieje. Jednak fale zawsze będą obecne - mówi Milena Dzienisiewicz, psycholożka z Kliniki Uniwersytetu SWPS, autorka szkoleń o wsparciu w żałobie na platformie OpenEdu Uniwersytetu SWPS.

Wraz ze smutkiem i tęsknotą mogą pojawiać się lęk, złość, poczucie winy, a nawet ulga. Ta ostatnia bywa szczególnie trudna do zaakceptowania, choć może być naturalną reakcją, zwłaszcza gdy śmierć zakończyła długie cierpienie chorego albo okres wyczerpującej opieki. Chwile radości, śmiech czy planowanie przyszłości również nie oznaczają, że ktoś przestał przeżywać stratę.

Śmierć nie kończy relacji

Współczesne podejście do żałoby nie zakłada konieczności zerwania więzi ze zmarłą osobą. Chodzi raczej o stopniową zmianę tej relacji i znalezienie dla niej miejsca w dalszym życiu. Pomagać może zachowanie ważnego przedmiotu, przygotowywanie potraw według przepisów zmarłej osoby, kontynuowanie jej pasji czy wspólne wspominanie tego kogoś.

- Śmierć nie jest końcem relacji. My ją po prostu zmieniamy i kontynuujemy bez fizycznej obecności zmarłego. Warto pielęgnować wspólne zwyczaje czy pasje, bo to pozwala zachować tę więź w zdrowy sposób. Jeśli na przykład dziadek zbierał znaczki, dalsze rozbudowywanie jego kolekcji może być pięknym sposobem na podtrzymanie z nim kontaktu w naszej pamięci - tłumaczy Milena Dzienisiewicz.

Potwierdzają to wyniki badania "Jak przeżywamy żałobę? Głosy i doświadczenia osób po stracie" przeprowadzonego przez Fundację Nagle Sami i Instytut Psychologii Akademii Pedagogiki Specjalnej (APS). Objęło ono 471 osób po stracie. Smutku i poczucia pustki doświadczało 88,8 proc. badanych, a 83,7 proc. nadal analizowało wydarzenia związane ze zmarłą osobą, niezależnie od czasu, który upłynął od jej śmierci.

Powracające myśli i tęsknota nie muszą świadczyć o zaburzeniu. Są częścią procesu oswajania nieodwracalności straty. Według ekspertów, niepokojące stają się przede wszystkim wtedy, gdy utrzymują się z dużym nasileniem i uniemożliwiają codzienne funkcjonowanie.

Jak długo wypada cierpieć?

Badanie pokazało również, że 59,1 proc. uczestników odczuwało samotność pomimo wsparcia ze strony bliskich. Nie zawsze wynika ona z fizycznego braku innych osób. Człowiek może być otoczony rodziną i znajomymi, a jednocześnie mieć poczucie, że nikt nie rozumie rozmiaru straty ani znaczenia relacji, którą utracił.

- Dotyczy to szczególnie żałoby społecznie nieuznawanej lub bagatelizowanej, na przykład po śmierci byłego partnera, przyjaciela czy nienarodzonego dziecka. Konwencje społeczne często określają, po kim i jak długo "wypada" cierpieć, choć bliskości relacji nie da się ocenić z zewnątrz - wskazuje dr Iwona Nowakowska z Instytutu Psychologii APS.

Okres Wszystkich Świętych może dodatkowo wzmacniać społeczną presję. Choć rodzinne rytuały i wizyty na cmentarzu bywają źródłem oparcia, dla części osób stają się obciążającym obowiązkiem. Eksperci podkreślają, że każdy ma prawo spędzić ten czas po swojemu, także zrezygnować ze spotkania czy wyjazdu, jeśli nie jest na nie gotowy.

- Wsparcie nie powinno polegać na dawaniu gotowych rad. Osoba w żałobie potrzebuje mniej gotowych formułek, a więcej uważnej obecności - wskazuje dr hab. Marcin Sękowski z Instytutu Psychologii APS.

Jak dodaje Marianna Lutomska z Fundacji Nagle Sami, pomocne może być również wspólne wspominanie zmarłego, ponieważ "samo opowiadanie o kimś, kogo już z nami nie ma, może ułatwiać przeżywanie jego nieobecności". - Najważniejsze to zapewnić o swojej obecności, ale nic na siłę. Nie da się pomóc komuś wbrew jego woli - podkreśla Dzienisiewicz.

Obecność i uważność lepsze od gotowych rad

Ważny jest też sposób, w jaki zwracamy się do osoby przeżywającej stratę. Bliscy takiej osoby często czują bezradność i boją się, że powiedzą coś niewłaściwego. - Unikajmy banałów w stylu "czas leczy rany" czy "musisz być silny". Tego typu zdania nie przynoszą ulgi, a mogą wywołać poczucie osamotnienia i braku zrozumienia - zaznacza Dzienisiewicz. Takie komunikaty mogą też sugerować, że żałobę należy szybko zakończyć, a emocje opanować.

Pomoc nie musi ograniczać się do rozmowy. Czasem większe znaczenie ma ugotowanie obiadu, zrobienie zakupów, zawiezienie na cmentarz albo przejęcie części codziennych obowiązków. Warto zapytać, czego dana osoba potrzebuje, zamiast zakładać, że wszyscy oczekują takiego samego wsparcia.

- Lepiej unikać również zapewnienia "wiem, co czujesz". Nawet osoby, które same doświadczyły podobnej straty, nie wiedzą dokładnie, co przeżywa drugi człowiek. Bezpieczniej powiedzieć: "Mogę sobie tylko wyobrazić, jak trudne jest to dla ciebie" albo po prostu zapewnić o gotowości do wysłuchania - zaznacza Dzienisiewicz.

Kiedy żałoba wymaga wsparcia specjalisty

Nie istnieje jeden właściwy czas trwania żałoby. Tęsknota i więź ze zmarłą osobą mogą pozostać ważne przez wiele lat. Sama rocznica śmierci czy fakt przechowywania należących do niej przedmiotów nie wystarczają do rozpoznania zaburzenia przedłużonej żałoby.

Znaczenie mają intensywność cierpienia oraz jego wpływ na codzienne życie. Według klasyfikacji ICD-11 rozpoznanie można rozważać, gdy silne reakcje żałoby utrzymują się przez co najmniej sześć miesięcy. Nie oznacza to jednak, że ze zwróceniem się po wsparcie trzeba czekać przez określoną liczbę miesięcy.

- Najważniejsze to dać sobie prawo do przeżywania tego czasu po swojemu i nie ulegać oczekiwaniom otoczenia, jeśli nie czujemy się na to gotowi. Z drugiej strony musimy obserwować, czy ból z czasem nie paraliżuje naszego życia. Jeśli po upływie od sześciu do 12 miesięcy - w zależności od przyjętej klasyfikacji diagnostycznej - intensywność cierpienia i smutku nie słabnie, a my nie jesteśmy w stanie wrócić do codziennego funkcjonowania, być może mówimy o tzw. reakcji przedłużonej żałoby. W takiej sytuacji nie warto zwlekać i dobrze jest skonsultować się ze specjalistą - podsumowuje psycholożka z Kliniki Uniwersytetu SWPS.

Pomocy warto szukać także wcześniej, jeżeli samopoczucie wyraźnie się pogarsza, codzienne obowiązki stają się niemożliwe do wykonania, narasta poczucie winy albo pojawiają się myśli rezygnacyjne i myśli o śmierci.

Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciałbyś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na numer 997 lub 112.

Źródło: tvn24.pl, PAP
Czytaj także: