Co ze składkami zdrowotnymi rolników? "Trzeba wiedzieć, ile te dochody wynoszą"

shutterstock_2660243863
Krupa: NFZ to urząd do dzielenia biedy
Źródło: TVN24
Premier Donald Tusk deklaruje, iż nie ma planów zmian w składce zdrowotnej. Jednocześnie presja na przegląd systemu finansowania ochrony zdrowia rośnie wraz z rosnącą luką finansową NFZ. Za przykład uprzywilejowanej grupy podawani są rolnicy. - Płacą średnio 8,60 zł miesięcznie - powiedział Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. Oskładkowanie rolników na zasadach ogólnych nie byłoby jednak zadaniem łatwym. Dlaczego?

- Dużo się mówi o grupach uprzywilejowanych, jeżeli chodzi o składkę zdrowotną, więc zobaczymy - powiedziała w ubiegłym tygodniu minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Choć, jak podkreśliła, nie są planowane zmiany w tej składce, to jedna z propozycji, która pojawia się w wypowiedziach i propozycjach środowisk, dotyczy Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS). - Ale to są decyzje polityczne - zastrzegła.

OGLĄDAJ: "Finansowanie ochrony zdrowia musi uwzględniać demografię"
pc

"Finansowanie ochrony zdrowia musi uwzględniać demografię"

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

Skala składki jest śladowa. Średnio poniżej 9 złotych

Główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich Łukasz Kozłowski ocenia, że wprowadzenie jednolitych zasad naliczania składki zdrowotnej dla rolników nie jest w tym momencie technicznie możliwe.

- To nie jest kwestia tylko decyzji czy woli politycznej. Żeby oskładkować na zasadach ogólnych dochody z działalności rolniczej, przede wszystkim trzeba wiedzieć, ile te dochody wynoszą. Natomiast rolnicy nie muszą prowadzić jakiejkolwiek, nawet najprostszej ewidencji przychodów ani kosztów. Wyjątkiem są osoby prowadzące specjalne działy produkcji rolnej, czyli około 2,6 tysiąca osób w skali kraju - powiedział ekonomista.

Podkreślił, że jedyną bazą podatkową w przypadku gospodarstw rolnych jest ziemia, wielkość gospodarstwa rolnego, z uwzględnieniem klasy uprawianych gruntów. Dodał, że obecnie składka wynosi 1 zł miesięcznie od jednego hektara przeliczeniowego. - Oznacza to, że w praktyce skala składki zdrowotnej opłacana przez osobę wykonującą działalność rolniczą jest śladowa - dodał.

Kozłowski powiedział, że w różnych publikacjach podawane są dane, jakoby rolnicy płacili składkę zdrowotną na poziomie około 191 zł miesięcznie. Zaznaczył, że liczby te wynikają z tego, że zgodnie z przepisami ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej, KRUS przekazuje określoną, stałą miesięcznie kwotę do NFZ. - Te wpłaty są niemal w całości finansowane ze środków budżetu państwa. Zgodnie z moimi szacunkami z ubiegłego roku rolnicy płacą średnio 8,60 zł miesięcznie. Ubezpieczenia zdrowotne rolników są finansowane mniej więcej w 98 proc. z dotacji budżetowej. Dla porównania przeciętny pracownik etatowy płaci miesięcznie składkę zdrowotną na poziomie około 590 zł - zaznaczył.

Na stole 400 milionów złotych rocznie

Ekonomista przyznał, że na poziomie legislacji stosunkowo proste do uszczelnienia są natomiast przepisy dotyczące opłacania składki zdrowotnej przez osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą i rolniczą działalność gospodarczą. Obecnie taka osoba płaci jedynie składkę wynikającą z działalności rolniczej. - To niespójne systemowo - powiedział.

Kozłowski dodał, że osoba prowadząca dwie działalności gospodarcze czy prowadząca działalność gospodarczą i pracująca na etacie płacą składkę zdrowotną od obu tych źródeł przychodu. Podkreślił, że nie ma żadnej przesłanki do tworzenia wyjątku w przypadku działalności rolniczej. - Mamy ok. 68 tys. osób w skali całego kraju, które są w takiej sytuacji. Mowa więc o prawie 400 milionach złotych rocznie, które nie wpływają do NFZ, gdyż działalność pozarolnicza rolników nie jest oskładkowana - powiedział.

Kozłowski przypomina, że Federacja Przedsiębiorców Polskich jako jedno z działań ratunkowych dla publicznego systemu ochrony zdrowia w październiku 2024 r. zaproponowała zwiększenie z 1 zł do 5 zł składki zdrowotnej na hektar przeliczeniowy. - Nie byłaby to radykalna podwyżka składki, bo kwoty pozostałyby na poziomie średnio około 20-30 zł na rolnika. Nie przyniosłoby to także gigantycznych pieniędzy systemowi, bo mowa o kwocie 300-400 mln zł w skali roku. Byłby to natomiast sygnał, że wszyscy bardziej solidarnie partycypujemy w finansowaniu opieki zdrowotnej - powiedział.

Według eksperta docelowo powinno dojść do porozumienia w sprawie formy, nawet prostej rachunkowości, ewidencji przychodów z działalności rolniczej, którą rolnicy powinni prowadzić. - Bez odniesień do podatków czy składek, ale po to, żebyśmy w ogóle wiedzieli, jaka w danym momencie jest sytuacja finansowa polskiego rolnictwa. Tej wiedzy obecnie nie mamy - podkreślił.

Ludowcy są otwarci na rozmowę

Według danych zebranych i opublikowanych w czwartek przez PAP, za 60 proc. ubezpieczonych w Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS) składkę zdrowotną płaci państwo, a kolejne 26 proc. odprowadza symboliczną kwotę do 20 zł miesięcznie.

W związku z problemami finansowymi Narodowego Funduszu Zdrowia pod koniec ubiegłego roku pojawiła się presja na przegląd grup uprzywilejowanych pod względem wysokości odprowadzanej składki zdrowotnej.

W propozycji Polskiego Stronnictwa Ludowego przedstawionej na spotkaniu z ministrem zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą znalazły się zmiany w sieci szpitali, przeniesienie składki chorobowej z ZUS do NFZ, oskładkowanie m.in. sędziów. Poseł Marek Sawicki (PSL) powiedział, że jest otwarty na rozmowę o kwestii składek płaconych przez rolników. Wcześniej politycy Lewicy przedstawili koncepcję 12-procentowego podatku zdrowotnego, który miałby zastąpić składkę zdrowotną.

- Jeśli będzie zgoda na to, żebyśmy włączyli do systemu całą mundurówkę i sędziów, to oczywiście trzeba rozmawiać również o rolnikach - podkreślał w grudniu Marek Sawicki. Jak jednak dodał, najpierw trzeba jasno rozgraniczyć, kto jest rolnikiem, a kto nie. - Gdybyśmy przeprowadzili rzetelną kontrolę, to mielibyśmy sytuację, że mamy w KRUS-ie tylko 450 tysięcy ubezpieczonych, a nie 1,3 miliona osób, jak jest dzisiaj - oceniał.

Związki zawodowe: domagamy się przeglądu składki

Premier powtórzył na początku grudnia, że składka zdrowotna nie będzie podnoszona. Natomiast minister finansów Andrzej Domański poinformował, że nie będzie także obniżki składki zdrowotnej, gdyż w tej chwili nie ma do tego przestrzeni. Dodał, że projekt ustawy, który zakłada zastąpienie składki zdrowotnej nowym podatkiem, nie zyska poparcia resortu.

O tym, że dokonanie przeglądu składki zdrowotnej jest konieczne mówiła natomiast w grudniu, w rozmowie z tvn24.pl Krystyna Ptok, przewodnicząca Forum Związków Zawodowych w posiedzeniach Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia. - Premier Tusk mówił, że nie będzie podnoszenia składki zdrowotnej. My mówimy, że z publicznej ochrony zdrowia korzystamy wszyscy, bo to jest nasze prawo konstytucyjne. Domagamy się więc przeglądu składki zdrowotnej - tego, w jaki sposób partycypujemy w jej kosztach i czy nie należy podejść do problemu tak jak Czesi dekadę temu. Oni wtedy powiedzieli, że zwolnione ze składek są tylko ciężarne kobiety i dzieci do lat 18, a reszta płaci solidarnie. W tej chwili zwolnienia dotyczą w Polsce około 30 grup społecznych - podkreślała Ptok w rozmowie z naszym reporterem.,

Dziura budżetowa rośnie. Dosypywać trzeba coraz więcej

W 2026 r. luka w finansowaniu ochrony zdrowia ma wynieść 23 mld zł. Głównym źródłem dopływu pieniędzy do systemu są składki zdrowotne, ale w coraz mniejszym stopniu zaspokajają one planowane wydatki. Z uwagi na to z roku na rok coraz większa jest kwota, jaką Narodowy Fundusz Zdrowia otrzymuje ze źródeł pozaskładkowych.

- Tempo narastania luki finansowej najlepiej może nam zobrazować to, jak rośnie wielkość wymaganej dotacji budżetowej do tego, żeby domknął się budżet Narodowego Funduszu Zdrowia. Przez bardzo długi czas wystarczała dotacja, która wynosiła między dwoma a pięcioma miliardami złotych rocznie. Ta sytuacja zmieniła się od roku 2024, kiedy wyczerpała się możliwość korzystania ze środków Funduszu Zapasowego NFZ-u. Jeszcze w 2024 roku było to kilkanaście miliardów. W tym roku [2025 - red.] to jest jakieś 34-35 miliardów, ale w kolejnym to będzie już 55 miliardów. Jesteśmy na trajektorii prowadzącej nas do osiągnięcia skali nierównowagi finansowej na poziomie 90 miliardów złotych w 2028 roku - prognozował w grudniu w Sejmie Łukasz Kozłowski.

Czytaj także: