- Ministerstwo Zdrowia proponuje, aby od 2027 r. podwyżki najniższych wynagrodzeń medyków były wypłacane od stycznia, a nie jak dotąd od lipca, co ma lepiej pasować do cyklu budżetowego państwa i NFZ.
- Waloryzacja miałaby być powiązana ze wzrostem płac w sferze budżetowej, a nie z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce, co znacząco obniżyłoby koszty dla systemu.
- Propozycje są odpowiedzią na rosnącą lukę finansową NFZ i wysokie koszty realizacji "ustawy podwyżkowej".
- Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl.
W dokumencie przekazanym stronom na posiedzeniu Prezydium Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia (do pisma dotarła Polska Agencja Prasowa) zaproponowało, aby waloryzacja najniższych wynagrodzeń odbywała się od stycznia danego roku, począwszy od stycznia 2027 r.
Co z wynagrodzeniami medyków?
Obecnie najniższe wynagrodzenia w ochronie zdrowia są waloryzowane na początku lipca. Resort zdrowia zaznaczył w dokumencie, że przesunięcie terminu z lipca na styczeń dostosowuje terminy waloryzacji do kalendarza przygotowywania budżetu państwa, NFZ, podmiotów leczniczych oraz do terminów na zawieranie porozumień i wydawanie zarządzeń z ustawy.
W tvn24.pl przypominaliśmy niedawno, że takie rozwiązanie już w czerwcu 2024 roku sugerowali autorzy raportu "Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w Polsce", opracowanego przez Federację Przedsiębiorców Polskich, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego i Instytut Finansów Publicznych.
Ponadto waloryzacja najniższych wynagrodzeń byłaby powiązana ze wskaźnikiem o niższej dynamice wzrostu, czyli ze wzrostem wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej. Obecnie wskaźnikiem jest wzrost przeciętnego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej.
Jest to zgodne z kolejną rekomendacją z raportu sprzed niemal dwóch lat. Autorzy sugerowali wówczas "zastąpienie kwoty bazowej ustalanej na podstawie przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej w roku poprzedzającym ustalenie inną wypracowaną we współpracy z partnerami społecznymi stawką bazową, indeksowaną w podobny sposób jak świadczenia emerytalne i rentowe".
MZ chce także, aby podmiot leczniczy miał obowiązek zakwalifikowania pracownika do wyższej grupy zawodowej w przypadku podwyższenia przez niego kwalifikacji zawodowych w związku z uzyskaniem ich na polecenie lub za zgodą pracodawcy.
Resort zaproponował, aby Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) oraz NFZ miały uprawnienie do pozyskiwania szczegółowych danych o wynagrodzeniach powiązanych z konkretnym PESEL-em i numerem prawa wykonywania zawodu. Obecnie AOTMiT nie ma możliwości pozyskiwania danych np. o średnich zarobkach lekarzy udzielających świadczeń na podstawie umów cywilnoprawnych.
MZ chce ponadto dodać poziomy kompetencyjne dla pielęgniarek i położnych, zgodnie z posiadanym wykształceniem i umiejętnościami zawodowymi, do ustawy o zawodach pielęgniarki i położnej.
Kłopotliwa ustawa generuje duże koszty
Podczas posiedzenia zespołu w grudniu 2025 r., kiedy rozmawiano m.in. o waloryzacji płacy minimalnej oraz umowach kontraktowych, nie osiągnięto porozumienia w sprawie reformy wynagrodzeń. Przedstawiciele strony społecznej poinformowali, że oczekują od Ministerstwa Zdrowia przedstawienia konkretnych propozycji na piśmie. Wiceszefowa MZ Katarzyna Kęcka zapowiedziała wtedy, że resort zdrowia w styczniu przedstawi projekt, który zakłada przesunięcie waloryzacji płac minimalnych w ochronie zdrowia.
Według ujawnionego w grudniu pisma MZ przesunięcie waloryzacji wynagrodzeń minimalnych z lipca na styczeń, począwszy od 1 stycznia 2027 r., miałoby przynieść ok. 6 mld zł oszczędności w 2026 r. Przy uwzględnieniu zmiany dotyczącej mechanizmu waloryzacji koszt podwyżek wynagrodzeń minimalnych spadłby z ok. 10 mld zł do ok. 2,7 mld zł w 2027 r.
Wynagrodzenia w ochronie zdrowia były też jednym z głównych tematów szczytu zdrowotnego w Pałacu Prezydenckim, który odbył się 5 grudnia. Prezydent Karol Nawrocki zadeklarował wówczas, że nie zgodzi się na zablokowanie podwyżek pensji minimalnej dla pracowników medycznych.
Tymczasem realizacja ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia w obecnym kształcie jest jednym z czynników wpływających na zwiększanie się dziury w budżecie NFZ. W grudniu ubiegłego roku FPP, IFP oraz NIZP-PZH zaprezentowały ostatni z serii raportów o finansach w ochronie zdrowia - "Luka finansowa w ochronie zdrowia - wyzwania długoterminowe".
Czytamy w nim, że w ostatnich latach równowaga finansowania systemu ochrony zdrowia w Polsce uległa znacznemu zachwianiu. "Po pierwsze, doszło do całkowitego wyczerpania rezerw finansowych Narodowego Funduszu Zdrowia zgromadzonych w ramach funduszu zapasowego w trakcie pandemii. O ile jeszcze na początku 2023 r. ich poziom wynosił ok. 26 mld zł, o tyle dzisiaj jest to wartość bliska zera. Po drugie, na płatnika nałożono kolejne obowiązki bez zapewnienia odpowiednich źródeł finansowania. W szczególności dotyczy to sposobu wdrożenia ustawy o minimalnym wynagrodzeniu niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych".
W ubiegłym roku koszt tych podwyżek był szacowany na 18 miliardów złotych, których szpitale nie miały. W zarządzanym wówczas jeszcze przez Izabelę Leszczynę resorcie zapadła więc decyzja o transferze tych pieniędzy. - Żadna firma nie wytrzyma, jeżeli fundusz płac pochłania właściwie cały budżet. Myśmy robili analizę statystyczną sytuacji finansowej szpitali powiatowych. No i właśnie wyszło, że koło dziewięćdziesięciu pięciu procent szpitali ponosi straty nie dlatego, że dyrektor jest niewłaściwą osobą, tylko, że ta architektura wyboru, że te przepisy prawne nie pozwolą, żeby osiągać zysk. Dziewięćdziesiąt pięć procent szpitali powiatowych ponosi straty - mówiła w listopadzie w TVN24 profesor Ewelina Nojszewska ze Szkoły Głównej Handlowej.
- W skali pojedynczego roku to są skutki finansowe rzędu od 15 do 18 miliardów złotych, ale to nie jest tak, że po upływie 12 miesięcy te skutki finansowe znikają. Nie, one nawarstwiają się. W każdym kolejnym roku dochodzi kolejna ich warstwa, przez co w roku bieżącym [2025 - red.] osiągają już ponad 58 miliardów złotych, a w przyszłym [2026 - red.] to będzie mniej więcej 71 miliardów złotych - wyliczał z kolei w grudniu w Sejmie Łukasz Kozłowski, główny ekonomista FPP.
Luka finansowa w tegorocznym budżecie NFZ ma wynieść około 23 miliardów złotych. Jesienią resort zdrowia został poproszony przez szefa resortu finansów o plan możliwych do wprowadzenia oszczędności. Na początku grudnia ubiegłego roku upublicznione zostało pismo, w którym Ministerstwo Zdrowia oszacowało, że 10 miliardów złotych można zaoszczędzić m.in. poprzez wprowadzenie limitów na świadczenia takie jak badania obrazowe czy operacje zaćmy, a także wprowadzenie górnych limitów wynagrodzeń dla medyków na kontraktach.
Pomysły wywołały falę krytyki pod adresem szefostwa resortu. Jak dotąd żaden z nich nie został przyjęty do wdrożenia (wyjątkiem jest likwidacja programu Dobry posiłek w szpitalu - ten rzeczywiście został zamknięty, a wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski zadeklarował, że od 2026 roku pieniądze na realizację lepszego standardu żywienia będą zawarte w wycenie świadczeń).
Dyskusja nad propozycjami przedstawionymi na dzisiejszym posiedzeniu Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia ma się odbyć 18 lutego. - Spotkanie w lutym może przynieść zgodę na konkretne rozwiązania - powiedziała po posiedzeniu Katarzyna Kęcka.
Autorka/Autor: Piotr Wójcik/ap
Źródło: PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock