- Michigan, udało nam się - zwrócił się do swych zwolenników El-Sayed po zakończeniu głosowania. - Nazywam się Abdul Mohamed El-Sayed i jestem tak niesamowicie dumny i zaszczycony, że mogę stać tutaj jako wasz senator elekt z fantastycznego stanu Michigan - kontynuował podczas wystąpienia w Detroit. Demokrata przedstawił się, nawiązując do tego, jak nazywał go prezydent USA - zwrócił uwagę Michał Sznajder na antenie TVN24. - Donald Trump uparcie mówił o nim "Mohamed" - przypomniał dziennikarz i specjalista ds. USA.
Abdul El-Sayed - kim jest
El-Sayed jest pierwszym muzułmaninem wybranym do Senatu USA - zwraca uwagę Reuters. Jego wygrana w bardzo wyrównanym wyścigu z republikaninem Mikiem Rogersem stanowi "przełom dla postępowego skrzydła Partii Demokratycznej" - dodaje agencja.
Nowy senator ze stanu Michigan jest epidemiologiem z doktoratem z Oksfordu i dyplomem lekarskim Uniwersytetu Columbia. W przeszłości kierował między innymi departamentem zdrowia publicznego hrabstwa Wayne, badał również związki między ubóstwem a otyłością.
Sam przedstawia się jako "tata dwóch ślicznych córek, Serene i Emmalee" i od 20 lat mąż Sarah, którą nazywa "skałą swojej rodziny", do której zalicza też dwa koty: Skarpetę i Yodę. Jego rodzina pochodzi z Egiptu, on sam dorastał w Michigan. Walka o najwyższe urzędy nigdy nie była jego życiowym celem. Jak dodaje, został lekarzem, by leczyć ludzi, w pracy jednak zobaczył, że uzdrowienia wymaga cały system opieki zdrowotnej. Deklarował, że jego kampania koncentruje się na prostych rzeczach: zabraniu pieniędzy politykom i przekazaniu ich na powszechną opiekę zdrowotną, zakazania działalności ICE i zakończeniu niekończących się wojen. "Możemy zatrzymać wydawanie pieniędzy z naszych podatków na zrzucanie bomb na dzieci, kiedy nasze dzieci tutaj potrzebują opieki zdrowotnej i dobrych szkół" - pisał w mediach społecznościowych.
Tak atakowali go republikanie
W trakcie kampanii El-Sayed był ostro atakowany przez republikanów, w tym prezydenta USA. Donald Trump nazywał go dżihadystą, mimo że demokrata potępia terroryzm. Wiceprezydent J.D. Vance sugerował, że El-Sayed nie jest prawdziwym Amerykaninem, choć urodził się w Michigan i jest obywatelem USA.
Michał Sznajder w przedwyborczym tekście dla TVN24+ zwracał uwagę, że El-Sayed był atakowany przez rywali, gdyż jego wyborcy "widzą wiarygodność płynącą z życiorysu demokraty". Dziennikarz podkreślał, iż Trump oraz jego sojusznicy na rozmaite sposoby podważali patriotyzm demokraty z Michigan. Biały Dom opublikował na przykład filmik zaczynający się od cytatu z El-Sayeda, który pięć lat temu powiedział, że "futbol jest bardzo związany z kulturą, szczególnie męską, a czasem nawet toksycznie męską". Potem następuje cięcie i pojawiają się dynamicznie zmontowane scenki związane z ligą NFL: z boisk, stadionów i Białego Domu, gdzie Donald Trump gościł jej zawodników. Na koniec podpis: "Prawdziwi patrioci kochają country, wolność i football". "W materiale zabrakło informacji, że El-Sayed sam grał w futbol amerykański w liceum" - odnotował Sznajder.
Prezydentowi zdarzało się sięgać po wulgarne określenia pod adresem El-Sayeda, a w jednym ze swych wpisów dodał następujący opis: "Dwie BARDZO RÓŻNE Ameryki" oraz zdjęcia: po lewej Trump z żoną. Po prawej El-Sayed z żoną w chuście zasłaniającej jej włosy. W odpowiedzi na ten wpis demokrata potwierdził w wywiadzie na żywo, że trwa rywalizacja na wizję państwa. - Jego [Trumpa - red.] wizja to ta, w której żyjecie. Czy stać was na paliwo? Na zakupy? Czy wierzycie, patrząc swoim dzieciom w oczy, że czeka ich lepsze życie niż wasze? - pytał widzów stacji CNN.
Znani sojusznicy i zaskakująca deklaracja
W dniu wyborów do głosowania na El-Sayeda zachęcał m.in. zdobywca 25 nagród Grammy, muzyk i kompozytor Stevie Wonder. Wcześniej polityka poparł Barack Obama. Były prezydent USA stwierdził na jednym z wieców, że demokrata walczy o "prawdziwą zmianę", dzięki której pieniądze trafią do kieszeni wyborców, a nie do polityków.
El-Sayed wygrał mimo dość nieoczekiwanej deklaracji kongresmenki demokratów Haley Stevens, która na finiszu kampanii w Michigan - ku zaskoczeniu współpracowników i polityków partii - poparła republikanina Mike'a Rogersa. W jej partii zawrzało, pojawił się nawet zarzut "nikczemnej zdrady".
Redagował AM