Miał trafić do obozu, pokazał się publicznie. Koreański dygnitarz na zdjęciu z Kimem

TVN24

Aktualizacja:

Jeden z najważniejszych urzędników Korei Północnej Kim Jong Czol, który według południowokoreańskiej prasy miał zostać zesłany do obozu pracy, pojawił się publicznie w towarzystwie Kim Dzong Una - wynika z informacji północnokoreańskiego dziennika "Rodong Sinmun".

Południowokoreański dziennik "Dzoson Ilbo" pisał w ubiegłym tygodniu, powołując się na anonimowe źródło, o brutalnych czystkach wśród dygnitarzy w Korei Północnej. Czystki miały być związane z fiaskiem lutowego szczytu z udziałem przywódcy tego kraju Kim Dzong Una z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Hanoi.

Według tego dziennika Kim Jong Czol, uznawany za prawą rękę Kim Dzong Una i odpowiedzialny za przygotowania do szczytu w Hanoi, miał zostać zesłany do obozu pracy w pobliżu granicy z Chinami. Specjalny przedstawiciel Pjongjangu do kontaktów z Waszyngtonem Kim Hjok Czol i kilku innych urzędników miało natomiast zostać rozstrzelanych pod zarzutem zdrady na rzecz Stanów Zjednoczonych.

"Rodong Sinmun": pojawił się publicznie

W niedzielę wieczorem Kim Jong Czol zasiadł jednak wśród najwyższej rangi dygnitarzy Korei Północnej, w tym Kim Dzong Una i jego żony Ri Sol Dzu, na widowni podczas występu amatorskiej grupy artystycznej złożonej z żon oficerów północnokoreańskiej armii - podał "Rodong Sinmun", organ prasowy rządzącej krajem Partii Pracy Korei (PPK).

Na jednym ze zdjęć opublikowanych przez "Rodong Sinmun" widać mężczyznę przypominającego Kim Jong Czola, siedzącego o pięć miejsc od Kim Dzong Una, ale zasłaniającego twarz obiema dłońmi. Wśród uczestników niedzielnego wydarzenia artystycznego oficjalna północnokoreańska prasa nie wymienia Kim Hjok Czola, który według "Dzoson Ilbo" miał zostać stracony.

- Południowokoreańskie media w ogóle, a "Dzoson Ilbo" w szczególności, od dawna znane są z dramatycznych i sensacyjnych materiałów na temat Korei Północnej, ale ta gazeta nie ma zbyt dobrej reputacji, jeśli chodzi o ścisłość takich doniesień - ocenił w rozmowie z PAP Brian Bridges, ekspert w dziedzinie spraw koreańskich z Uniwersytetu Lingnan w Hongkongu.

Podkreślił, że władze Korei Południowej ani USA nie potwierdziły jak dotąd informacji "Dzoson Ilbo" o najnowszej czystce wśród północnokoreańskich dygnitarzy. Sekretarz stanu USA Mike Pompeo powiedział niedawno, że Stany Zjednoczone "robią, co w ich mocy, by to sprawdzić".

- Zaszły pewnie zmiany personalne w zespołach negocjacyjnych Korei Północnej, ale ponieważ nie komunikują się one obecnie bezpośrednio z amerykańskimi dyplomatami, ciężko stwierdzić, kto doszedł, a kto odszedł - ocenił Bridges.

Generał i "była dziewczyna Kima"

W przeszłości zdarzało się, że informacje o rzekomych czystkach w Korei Północnej okazywały się fałszywe. W 2016 roku obserwatorów zaskoczył jeden z najważniejszych generałów kraju Ri Jong Gil, o którym źródła rządowe w Seulu informowały, że został stracony za korupcję. Trzy miesiące później Ri pojawił się publicznie, mianowany na dwie nowe funkcje w partii.

W 2013 r. "Dzoson Ilbo" informował, że północnokoreańska piosenkarka Hjon Song Wol, określona przez gazetę jako "była dziewczyna Kim Dzong Una", została stracona za rzekomą produkcję nagrań pornograficznych. Rok później Hjon wystąpiła jednak w programie telewizyjnym, a w 2017 roku weszła w skład Komitetu Centralnego Partii Pracy Korei.

Autor: ft\mtom / Źródło: PAP