Świat

Irański generał w Moskwie, strach na Kremlu. Kulisy wspólnej operacji w Syrii

Świat

sayyed shahab-o- din vajedi / WikipediaRosyjskie samoloty być może nie pojawiłyby się w Syrii, gdyby nie gen. Kasam Sulejmani

W czasie lipcowej wizyty w Moskwie jeden z najważniejszych irańskich generałów rozwinął przed gospodarzami mapę Syrii i pokazał, jak porażki Baszara el-Asada można, z pomocą Rosjan, zamienić w jego zwycięstwo - pisze agencja Reutera, która dotarła do informacji o genezie obecnej operacji wojskowej Rosji w Syrii. Agencja dodaje, że o wspólnej misji wojskowej Iranu i Rosji na poufnym zebraniu zdecydowali "kilka miesięcy temu" Siergiej Ławrow i ajatollah Ali Chamenei.

Lipiec bieżącego roku, na moskiewskim lotnisku ląduje samolot z Iranu z gen. Kassemem Sulejmanim na pokładzie. Od tej wizyty zaczęły się wojskowe przygotowywanie operacji - pisze Reuters.

Irański generał na Kremlu

Sulejmani to jeden z najważniejszych wojskowych w Iranie. Ma tam ogromną władzę i renomę. Jest dowódcą oddziałów Quds - sił specjalnych odpowiedzialnych za prowadzenie akcji poza granicami kraju. Od ub. roku stoi na czele oddziałów szyickich walczących w Iraku z Państwem Islamskim. Generał ma tylko jednego zwierzchnika - jest nim ajatollah Ali Chamenei. To jemu bezpośrednio raportuje o misjach swoich żołnierzy i to z pewnością tylko po konsultacji z nim wyruszył do Moskwy, by starać się o kluczową pomoc dla wspieranego przez Teheran Asada.

Źródła agencji Reutera twierdzą, że Sulejmani kontroluje sytuację w Syrii już od wielu miesięcy. Widząc coraz większe problemy armii Asada, zdecydował się na przygotowanie planów ofensywy z udziałem Rosjan. Teraz zaś jest mózgiem sztabu planującego wspólne rosyjsko-irańskie uderzenia w Syrii połączone z działaniami armii dyktatora.

Przerażenie Rosjan

Źródło agencji Reutera w jednym z rządów na Bliskim Wschodzie (agencja określa je tylko w ten sposób - red.) twierdzi, że gen. Sulejmani przybył do Moskwy, w której oczekiwano go z dużym niepokojem. Do wizyty dochodziło w momencie, w którym ugrupowania rebelianckie i islamiści zbliżali się niebezpiecznie do wybrzeża i w perspektywie mogli zacząć zagrażać jedynej rosyjskiej bazie wojennej na wybrzeżu Morza Śródziemnego, znajdującej się w Tartusie.

- Sulejmani rozłożył na stole mapę Syrii. Rosjanie byli zaniepokojeni. Uważali, że sprawy wymykają się spod kontroli i że istnieje prawdziwe zagrożenie dla reżimu. Irańczycy zapewnili ich jednak, że wciąż istnieje możliwość odzyskania inicjatywy. Sulejmani odegrał wtedy rolę tej osoby, która upewniła nas o tym, że nie straciliśmy jeszcze wszystkich kart - powiedziało źródło cytowane przez Reutera.

Spotkanie Ławrowa i ajatollaha

Kilku innych wysokich rangą urzędników w regionie twierdzi też, że wizytę generała w Moskwie poprzedziły miesiące długich negocjacji i spotkań irańskiej i rosyjskiej strony, na których uzgodniono scenariusz wzmocnienia reżimu Asada. Jak zaznacza Reuters - odbywało się to w czasie, gdy Stany Zjednoczone, Londyn czy Paryż były przekonane i mówiły otwarcie, że cieszy ich ugodowe podejście Kremla do przyszłości Syrii. Zachód miał wtedy nadzieję, że Rosjanie zrezygnują ze wspierania Asada.

Ostateczna polityczna decyzja o potrzebie irańsko-rosyjskiej interwencji w Syrii zapadła "kilka miesięcy temu na spotkaniu Siergieja Ławrowa z ajatollahem Ali Chamenei" - przekazał jeden z wysokich rangą urzędników na Bliskim Wschodzie.

To zaraz po niej duchowy przywódca Iranu wysłał do Moskwy jednego ze swoich najbardziej zaufanych ludzi i ten spotkał się z Władimirem Putinem. - W porządku. Przeprowadzimy interwencję. Przyślijcie nam Sulejmaniego - miał powiedzieć prezydent Rosji według relacji innego bliskowschodniego urzędnika.

Wkrótce ofensywa

Moskwa rozpoczęła zmasowane naloty na pozycje rebeliantów i islamistów zagrażających bezpośrednio pozycjom syryjskiej armii 30 września. Wcześniej z Moskwy przyleciały dziesiątki samolotów i śmigłowców bojowych, a także artyleria i inny sprzęt potrzeby do obrony bazy w Tartusie i pod Latakią.

Źródło agencji Reutera twierdzi, że w ostatnich tygodniach do Syrii przybyły nowe oddziały szyickich milicji szkolonych przez Teheran. Są to "setki żołnierzy". Równocześnie w Syrii pojawiły się też "3 tys. członków Hezbollahu" i te siły wspólnie z armią Asada rozpoczną ofensywę na północnym zachodzie i zachodzie kraju, kierując się od wybrzeży Morza Śródziemnego w stronę lądu i pustyni.

Lądowe działania tych formacji będzie zabezpieczała i wspierała z powietrza Moskwa.

Rosja zobowiązała się też podobno do wyposażenia syryjskiej armii w bardzo nowoczesny sprzęt i wzięła na siebie zorganizowanie centrum dowodzenia w Damaszku, w którym koordynuje się operacje wszystkich sztabów - irańskiego, syryjskiego, rosyjskiego i bojówek Hezbollahu.

- Sulejmani jest właściwie mieszkańcem Damaszku. Możesz go tam spotkać bardzo często. Z reguły kursuje między linią frontu a gabinetami Baszara el-Asada - mówi agencji Reutera jedno ze źródeł.

* Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka poinformowało, że o poranku 7 października "siły reżimowe", jak określa się z reguły wszystkie formacje wspierające Baszara el-Asada, rozpoczęły operację lądową w czterech kierunkach. Wspiera je rosyjskie lotnictwo atakujące cele w prowincjach Idlib i Hama. Nie wiadomo, czy oznacza to początek zapowiadanej ofensywy przeciwko siłom antyrządowym.

Autor: adso//gak / Źródło: Reuters

Źródło zdjęcia głównego: sayyed shahab-o- din vajedi / Wikipedia

Tagi:
Raporty: