Na nagraniu z 19 lipca można zobaczyć, jak policja w Pilastro na peryferiach Bolonii interweniuje w sprawie agresywnego mężczyzny. Według świadków miał być silnie wzburzony, kopał w bramy garażowe i uszkodził zaparkowane w pobliżu samochody.
Mężczyzna o pomoc wielokrotnie prosił także wtedy, gdy funkcjonariusze przyciskali jego twarz do ziemi próbując go obezwładnić. Z trudem łapał oddech. - Miał skute kajdankami ręce i nogi. Przytrzymywano go za szyję i rozpylono mu gaz pieprzowy prosto do ust - powiedział brat mężczyzny, który przyglądał się zajściu.
Całą scenę obserwował też zespół ratowników, który przyjechał na miejsce, ale nie reagował. Do mężczyzny podeszli dopiero, gdy wyraźnie stracił przytomność. 42-latek już nie żył.
Protesty przerodziły się w zamieszki
Ofiara to Abderrahim Fakir, który pochodził z Maroka. Nie miał obywatelstwa włoskiego, choć mieszkał w tym kraju od siódmego roku życia. Był drobnym przedsiębiorcą. Mieszkańcy Bolonii wyszli w protestach na ulice i domagają się odpowiedzi, dlaczego mężczyzna stracił życie.
- Będziemy walczyć o prawdę dla niego i dla naszej rodziny, aby nikt więcej nie musiał przez to przechodzić - powiedziała Oyssra Fakir, siostrzenica zmarłego.
Demonstracje szybko wymknęły się jednak spod kontroli i w wielu miejscach przerodziły w zamieszki. Doszło do starć z policją, która próbowała rozproszyć tłum za pomocą armatek wodnych i gazu łzawiącego.
W stronę funkcjonariuszy rzucano petardy. Protestujący porównują tę sprawę z zatrzymaniem George Floyda w Stanach Zjednoczonych i stosowaniem często brutalnych metod amerykańskich służb imigracyjnych ICE.
Prokuratura wyjaśnia, nowy mechanizm dla policjantów
Prokuratura w Bolonii zarządziła sekcję zwłok, która ma ustalić przyczynę śmierci mężczyzny. Zabezpieczono również nagrania z kamer na mundurach funkcjonariuszy.
Śledztwem objęto sześć osób: dwóch policjantów i czterech ratowników z zespołu medycznego - ci tłumaczą, że ich rzekoma bierność, którą można było zobaczyć na nagraniu, to standardowa procedura, bo mogą przystąpić do działania dopiero, gdy policja wyrazi na to zgodę. Sama policja odsunęła zaś od pracy w terenie dwóch funkcjonariuszy widocznych na nagraniu, ale ich nie zawiesiła.
- Ostatnio daje się zbyt dużą władzę młodym policjantom bez odpowiedniego doświadczenia, którzy nie wiedzą, jak prawidłowo przeprowadzać takie interwencje - ocenił brat ofiary, Mohamad Fakir.
Co więcej, funkcjonariuszy po raz pierwszy objęto tak zwaną tarczą, czyli kontrowersyjnym mechanizmem wprowadzonym w zeszłym roku przez rząd Giorgii Meloni, który zapewnia ochronę służb przed automatycznym pociągnięciem do odpowiedzialności w związku z ich interwencjami. Dlatego dwaj policjanci na razie nie otrzymali statusu podejrzanych.
Opozycja żąda wyjaśnień, a rządząca koalicja, w tym Matteo Salvini, broni funkcjonariuszy. "Liczę na to, że wymiar sprawiedliwości jak najszybciej wyjaśni tę sprawę, aby zapobiec oskarżeniom rzucanym przez osoby, które nie wiedzą, co się wydarzyło, i nie szanują tych, którzy ryzykują swoje życie, by chronić nasze" - napisał wicepremier Włoch.
"Jest oczywiste, że nikt nie chciał, by doszło do śmierci człowieka" - dodał. Nagranie z Włoch ponownie wywołało debatę o policyjnych metodach. A eksperci od lat ostrzegają, że długotrwałe przytrzymywanie zatrzymanych twarzą do ziemi, w skrajnych przypadkach może prowadzić do śmierci.