Konferencje Karoline Leavitt zawsze zaczynają się od krótkiego oświadczenia na temat bieżących sukcesów administracji. Potem przechodzimy do pytań, a pierwsze zadaje zawsze przedstawiciel "nowych mediów" - więcej o tym za chwilę. Dla mnie objawieniem było to pytanie, które jako jeden z kolejnych dziennikarzy zadał Jake Turx.
By przybliżyć jego postać, dodam, że parę tygodni wcześniej podał dalej wpis Donalda Trumpa na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie z pełnym uznania komentarzem: "Tak to wygląda, jak decyzje znowu podejmują dorośli".
Tym razem Turx zapytał: - Spośród umów pokojowych, do których prezydent doprowadził, z której jest najbardziej dumny?
Rzeczniczka uśmiechnęła się bardzo szeroko i zaczęła odpowiadać: - To dobre pytanie, Jake (…)
Trudno było mi się skupić na reszcie odpowiedzi, bo najpierw musiałem przetrawić to, co właśnie usłyszałem. "Z którego dokonania prezydent jest najbardziej dumny?".
Dla mnie to pytanie symboliczne, dlatego że tak naprawdę to nie pytanie, lecz hołd. To hołd złożony administracji, której rzeczniczka może po czymś takim kontynuować opowieści o wielkich sukcesach dyplomacji. Tak, Donald Trump faktycznie przyłożył rękę do wstrzymania kilku konfliktów (najgłośniejszy to Armenia - Azerbejdżan).
Ale administracja mówi o co najmniej sześciu zakończonych wojnach (a druga kadencja Trumpa zaczęła się raptem siedem miesięcy temu). Takie postawienie sprawy to - według portalu fact-checkingowego Politifact - stwierdzenie "w dużej mierze fałszywe" - bo są to raczej rozejmy, a wkład Trumpa w ich zawarcie czasem jest niejasny lub wprost kwestionowany.
Swoim pytaniem hołdem dziennikarz co najmniej przykłada rękę do popularyzacji tego fałszu i ułatwia władzy autopromocję. Polskim odbiorcom może to trochę przypominać sytuację z czasów poprzedniej władzy, gdy premier Mateusz Morawiecki miał zlecać przeprowadzenie wywiadu z prezydentem Andrzejem Dudą na zasadzie: "narracja jest gotowa, trzeba to tylko poprzecinać pytaniami".
Ryzykowna dociekliwość
W innej sytuacji są media, które pytań hołdów nie zadają. Albo działania prezydenta Trumpa kwestionują - najlepszym przykładem jego walka z renomowaną agencją Associated Press, która nie użyła zwrotu "Zatoka Amerykańska" i została przy Zatoce Meksykańskiej. W efekcie Biały Dom przestał gwarantować jej dostęp do wydarzeń w Gabinecie Owalnym, Mar-a-Lago i Air Force One. Agencje Reuters i Bloomberg utraciły zaś stałe miejsca w wąskiej grupie dziennikarzy z dostępem do prezydenta.
Ktoś mógłby zapytać: a dlaczego wielkie agencje mają być uprzywilejowane i mieć stały dostęp do prezydenta, gdy inni mają ten dostęp rzadziej?