Alain Orsoni zginął 12 stycznia. Były prezes klubu piłkarskiego AC Ajaccio i korsykański działacz nacjonalistyczny został śmiertelnie postrzelony podczas pogrzebu swojej matki, gdy stał nad jej grobem. Do zabójstwa doszło w rodzinnej wiosce Orsoniego "tak, jakby jego śmierć była częścią scenariusza filmu", opisuje to zdarzenie Radio France. - Mafia we Francji nie istnieje, ale zabija - ironizował Fabrice Rizzoli, politolog specjalizujący się w tematyce mafii, z którego cytat przytacza francuska telewizja BFMTV.
Jak zauważa BBC, Korsykanie przyzwyczaili się do zemsty i strzelanin w półświatku, ale nawet tutaj sposób, w jaki zginął Orsoni, wstrząsnął mieszkańcami wyspy. - Cmentarz na Korsyce jest święty, tak jak kościół. Nigdy nie byłam świadkiem morderstwa kogoś, kto odprowadzał swoją matkę do miejsca wiecznego spoczynku - powiedziała w wywiadzie dla korsykańskiego radia przyjaciółka zmarłego, Jo Peraldi.
Orsoni, który wprowadził klub piłkarski AC Ajaccio do pierwszej ligi francuskiej, "zginął jak ojciec chrzestny" mafii, której istnieniu zawsze zaprzeczał. Według doniesień, na które powołuje się BFMTV, na Korsyce istnieje 25 klanów przestępczych, które przeprowadzają porachunki między sobą i "jeśli trzeba kogoś zabić, to się go zabija". Jego wrogowie, jak podkreślają francuskie media, czekali na okazję. "Jego życie i śmierć to legenda, taka, jaką może stworzyć tylko Korsyka", ocenia "Le Parisien". "Legenda łez i krwi".
Kim był Alain Orsoni
Pochodził z małej wioski Vero na Korsyce. Gdy wyjechał na studia do Paryża, działał w skrajnie prawicowej grupie studenckiej, a po powrocie na wyspę stał się zagorzałym nacjonalistą. Chciał, by Francja przyznała wyspie większą autonomię. W 1976 roku założył FLNC, Korsykański Front Wyzwolenia Narodowego. Wraz z bratem, Guyem, przeprowadził kilka akcji wymierzonych w ratusz i sąd. Już w młodości trafił za kraty oskarżony o zamachy bombowe. Łącznie spędził w więzieniu 15 lat.
Stał się niezwykle popularny. Gdy media pisały o jego działalności, pojawiały się także komentarze dotyczące jego wyglądu - podkreślano, że przypominał aktora i piosenkarza Yvesa Montanda. Zyskał przydomek "Piękny Alain".
Przełomem w jego biografii okazał się 1983 rok - jego brat został porwany, nigdy nie odnaleziono ciała. Zanim aresztowani pod zarzutem zabójstwa mężczyźni stanęli przed sądem, zginęli w więzieniu z rąk uzbrojonych członków FLNC, którzy przeprowadzili o świcie atak na budynek.
Gdy Alain Orsoni doczekał się syna, dał mu imię po zaginionym bracie. Założył Ruch na rzecz Samostanowienia (MPA), opuszczając tym samym szeregi utworzonej przez siebie grupy. W latach 90. opuścił także Korsykę i udał się, jak piszą francuskie media, "na wygnanie" do Ameryki Południowej, później do USA. Był właścicielem kasyn, salonów gier, pizzerii.
Na Korsykę jednak po latach powrócił - stało się to po śmierci przyjaciela w 2008 roku, przejął wówczas klub piłkarski AC Ajaccio. Ten, pod jego wodzą, trafił do francuskiej Ligue 1. Lecz jak komentuje "Le Parisien", po jego powrocie "zaczęły się sypać kule", a policja nie miała wątpliwości, że ma to związek z porachunkami między klanem Orsonich a Petit Bar - innym dużym, korsykańskim gangiem. Wtedy już Orsoni obawiał się o swoje bezpieczeństwo - nosił kamizelkę kuloodporną i jeździł opancerzonym samochodem. W tym samym roku uniknął zasadzki na swoje życie, przygotowanej przed stadionem.
"Le Parisien"": niekończące się zemsty naznaczyły jego życie
Za sprawą awansu drużyny Alain Orsoni zaczął obracać się w kręgach ważnych osobistości, w tym prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego. Przyjął styl życia bossa mafii, jak pisze o nim "Le Parisen", i większość czasu spędzał w pilnie strzeżonej willi. BBC pisze, że zamiast siedzieć w okazałym biurze z dużymi oknami z widokiem na piękną zatokę Ajaccio, pracował w pozbawionym okien, betonowym bunkrze w głębi budynku. W swoich wspomnieniach w 2011 roku, które przywołuje Radio France, Orsoni stwierdził: "Jestem skazany na śmierć".
71-latek, jak podkreśla "The Time", był postacią wyjątkową, ale "wiedział, że w ostatnich latach życia stanie się celem". Coraz więcej przyjaciół i bliskich z jego otoczenia zaczęło umierać. Jeden z nich zginął na stacji benzynowej, inny pod domem kochanki. "Kule, które zmiotły jego bliskich, zdawały się go omijać", jednak "dopadły go, gdy powrócił, by pożegnać matkę. Nie umknął przeznaczeniu, którego się obawiał" - pisze magazyn.
Pogrzeb Alaina Orsoniego odbył się w sobotę 17 stycznia. Na uroczystości nie był obecny jego syn, Guy, który odsiaduje wyrok 13 lat więzienia za handel narkotykami i usiłowanie zabójstwa. Prokuratorzy ds. przestępczości zorganizowanej prowadzą śledztwo dotyczące śmierci Orsoniego i - jak wskazuje "Le Parisien" - służby mają wiele tropów. Na razie jednak "ta egzekucja jest zagadką". Przez całe życie, jak podsumowuje dziennik, Orsoni pielęgnował przyjaźnie, ale "narobił sobie także wielu wrogów".
Jak zauważa BBC, tylko w ciągu ostatnich trzech lat na Korsyce, 350-tysięcznej wyspie, zostało zamordowanych 35 osób, co plasuje ją wśród krajów o najwyższym wskaźniku zabójstw. Ofiarami przemocy stali się m.in. rolnicy, urzędnicy, prawnik, lokalni przedsiębiorcy, a nawet prezes izby handlowej. Ta śmierć pociągnie za sobą następne - ostrzegają eksperci.
Autorka/Autor: Ewa Żebrowska, sz, pk //az
Źródło: BFMTV, Le Parisien, Le Monde, BBC, Radio France,
Źródło zdjęcia głównego: Xavier Laine / Contributor/Getty Images