- Wybiegliśmy tak, jak staliśmy, w tym, co mieliśmy akurat na sobie - mówił hiszpańskim mediom jeden z gości hotelu Ibis Centro w Maladze. Jak przekazał, "w nocy w hotelu rozległ się alarm i wszyscy zbiegli na dół".
Pożar wybuchł w poniedziałek nad ranem w hotelowej kawiarni na parterze budynku i szybko rozprzestrzenił się na wyższe kondygnacje. Gaszenie go zajęło hiszpańskim służbom ponad 30 godzin. Gdy w poniedziałek po południu wydawało się już, że sytuacja jest opanowana, pożar wybuchł z nową siłą.
Dopiero we wtorek po południu służby przekazały, że pożar został ugaszony. Strażacy nadal jednak wietrzą budynek i patrolują go w poszukiwaniu ewentualnych zarzewi ognia. Łącznie z pożarem walczyło sześć zastępów straży pożarnej. Według relacji strażaków był on wyjątkowo trudny do ugaszenia przez fakt, że większość materiałów użytych do wykończenia wnętrz stanowiło drewno. Jak przekazały służby, zadymiona została ponad połowa budynku.
Trudna sytuacja gości
Nie ma informacji, aby ktokolwiek odniósł obrażenia. Goście zostali tymczasowo ulokowani w sąsiednich hotelach, jednak większość z nich nie ma przy sobie jakichkolwiek rzeczy osobistych. "Mamy wszystko na górze: telefony, leki, karty, pieniądze, ubrania. Powiedzieli mi, że może późnym popołudniem pozwolą nam wejść na górę, zabrać rzeczy z pokoi i wyjść, ale to tylko ewentualność" - relacjonował jeden z gości.
Służby przekazały we wtorek, że wejście do hotelu jest niemożliwe, ponieważ część budynku grozić ma zawaleniem. Strażacy spróbują odzyskać ich dokumenty, bilety lotnicze i paszporty - mówił hiszpańskim mediom Benito Martinez, dowódca strażaków odpowiedzialny za operację. Jak jednak podkreślił, "niektóre pokoje zostały zbyt spalone, aby goście mogli odzyskać swoje rzeczy". Nie jest też jasne, czy będą oni mogli dotrzeć do samochodów zaparkowanych w podziemiach budynku.
Nie wiadomo również, co było przyczyną pożaru. "Wybuchł on prawdopodobnie wewnątrz kawiarni. Gdy do środka dostał się tlen, ogień szybko się rozprzestrzenił" - przekazał jedynie na nagraniu wideo radny miasta odpowiedzialny za bezpieczeństwo publiczne. Na miejscu wciąż pozostają trzy zastępy straży pożarnej.